środa, 13 listopada 2013

Rozdział 9





-Jedź do szpitala!!

*Trzy  godziny wcześniej*

*Oczami Emily*

Weszliśmy do domu Ricka. Mieszkał sam, ale jego nowoczesne mieszkanie bez problemu pomieściłoby więcej osób. Najpierw weszliśmy do kuchni.  Ona akurat nie była za duża w przeciwieństwie do salonu, który mijaliśmy. Była bardzo stylowo urządzona, a kolory idealnie współgrały ze sobą.

-Więc, dzisiaj postanowiłem popisać się moimi umiejętnościami kulinarnymi i ugotowałem dla nas włoskie danie. Będzie to makaron z kawałkami kurczaka, świeżą bazylią i pomidorami. Mam nadzieję, że ci posmakuje. – uśmiechnął się do mnie. „No dobra to jak się ożenimy to ty będziesz gotował, a Melanie nie będzie musiała się ze mną męczyć z tą kulinarną nauką” pomyślałam i cicho zachichotałam, tak, żeby gospodarz mnie nie usłyszał.Chłopak nałożył wcześniej przygotowany posiłek na talerze, poczym wziął oba naczynia w ręce i zaczął podchodził do mnie, a ja już nie mogłam się doczekać aż postawi na blacie, przy którym siedziałam gotowe danie. Jednak, gdy chłopak był tuż przymnie pocałował mnie w policzek a następnie szybko wyminął.
-Choć za mną-powiedział, a ja posłusznie ruszyłam z nim myśląc, co ten wariat kombinuje. Wyszliśmy z kuchni i zaraz za ścianą ujrzałam lekko oświetlone pomieszczenie. To co zobaczyłam przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Byłam w szoku. Moje oczy się zaszkliły, to wszystko było takie....piękne. Trudno mi było uwierzyć, że chłopak może być taki romantyczny. Takie rzeczy widziałam tylko w filmach.
-Rick... to wszystko...dla mnie?- zapytałam prawie szeptem
-Zapraszam na romantyczną kolację-powiedział do mnie i uśmiechnął się tajemniczo-proszę siadaj...-Wykonałam jego polecenie, chłopak postawił przede mną talerz pełen pięknie pachnącego jedzenia
-Zaraz wrócę, pójdę po wino-wyszedł zostawiając mnie na chwilę samą, a ja wykorzystałam ten moment na ciągłe patrzenie na stół. Musiało go to pewnie kosztować  wiele czasu i wysiłku, tak się postarał...dla mnie. Po chwili blondyn wszedł do pokoju niosąc ze sobą butelkę wypełnioną czerwoną cieczą. Miał również ze sobą małą miskę. Znajdowały się w niej płatki róż, które wypełniły otoczenie cudownym zapachem. Chłopak posypał nimi stół i jego okolice co uczyniło miejsce jeszcze piękniejszym.

Po zjedzonej kolacji i miło spędzonym czasie gospodarz zaproponował spacer po pobliskim parku, więc kilka minut później wychodziliśmy już z jego mieszkania. Szliśmy trzymając się za ręce, byliśmy lekko pijani, ale to nam nie przeszkadzało w miłym spędzaniu czasu. Zrobiło się już ciemno, ale Księżyc subtelnie oświetlał okolicę, co spowodowało, iż spacer wydawał się jeszcze bardziej romantyczny. Weszliśmy powolnym krokiem do parku, nie było tam prawie w ogóle ludzi, tylko czasami mijaliśmy pojedyncze osoby siedzące na ławkach i cieszące się pięknem lata.
-Mam dla ciebie mały prezent- powiedział w pewnym momencie blondyn
-Co, kolejna niespodzianka?- zaśmiałam się
-Poczekaj tu chwilę, ja zaraz przyjdę-uśmiechnął się i pobiegł w przeciwnym kierunku. Patrzyłam na jego oddalającą się sylwetkę,  a gdy już całkiem straciłam go z pola widzenia usiadłam na samotnej ławce. „Hmm... musi być już naprawdę późno, park już prawie całkiem opustoszał” pomyślałam. Siedziałam sama na kawałku drewna połączonego zdobionym metalem, gdy nagle poczułam czyjąś dłoń na oczach. Ale to nie był delikatny i żartobliwy gest, wręcz przeciwnie. Jakiś wysoki mężczyzna  złapał mnie za włosy, po czym zaczął bić. Zaczęłam krzyczeć, ale najwyraźniej nikt mnie nie słyszał. Rzucił mnie na zimny chodnik i zaczął kopać. Każdy jego ruch sprawiał mi ogromny ból.  Złapał mnie za bluzkę, próbując ją podrzeć. Wrzeszczałam, płakałam, prosiłam go by mnie zostawił, jednak on nie reagował.  W pewnym momencie chłopak oderwał się ode mnie gwałtownie, a ja runęłam bezsilnie na ziemię. Niewyraźnie słyszałam tylko odgłosy mocnych uderzeń i krzyków. Potrafiłam wyłapać pojedyncze słowa, najczęściej były to przekleństwa. Chwilę później  słyszałam tylko szybkie kroki oddalające się ode mnie- ktoś biegł, a raczej uciekał. W pewnym momencie poczułam, że mój obrońca obejmuje moje okaleczone ciało swoimi ciepłymi ramionami.
-Nic ci nie jest?- usłyszałam głos chłopaka-Zaraz zadzwonię po pogotowie-wyjął telefon i zaczął wykręcać numer. Moje powieki ledwo się trzymały, już prawie nic nie widziałam.
-Dziękuję ci Rick – powiedziałam cicho, po czym przybliżyłam się do twarzy mojego bohatera i pocałowałam go. Chwilę później wszystko ucichło, a je straciłam przytomność...

*Oczami Ricka*
Wszystko było już przygotowane, a ja wracałem dumnie do Emily. Już nie mogłem doczekać się reakcji przepięknej brunetki na  to co dla nas przygotowałem. Naprawdę mi na niej zależy i chciałbym, by ten wieczór był dla niej jednym z najmilszych. Dla mnie na pewno jest. Szedłem ścieżką radosny, lecz gdy wkroczyłem na główny plac, na którym miała czekać na mnie dziewczyna doznałem szoku. Jej szczupła postać leżała bez życia, na ziemi na nad nią obejmujący jej ciało wystraszony chłopak. Oboje byli lekko zmasakrowani, lecz moja towarzyszka w dużo gorszym stanie, widziałem jak ledwo oddychała. Natychmiast zacząłem biec, by jak najszybciej zobaczyć co się stało, lecz gdy tajemniczy mężczyzna zauważył mnie natychmiast uciekł, zostawiając Emily w okropnym stanie. Najszybciej jak umiałem podbiegłem do dziewczyny złapałem ją i chciałem zadzwonić po karetkę, ale w tym momencie, zza rogu wyłonił się pojazd medyczny. Najwyraźniej ten chłopak zadzwonił już wcześniej. Z samochodu wybiegli ratownicy i zobaczywszy nas razem z noszami przybiegli. Położyli jej delikatne ciało na łóżku z kółkami z wnieśli do karetki. Wsiadłem razem z nimi do pojazdu i na sygnale pojechaliśmy do szpitala.
-Emily, błagam obudź się...proszę cię- szeptałem do niej, trzymając za rękę. Miałem łzy w oczach. Z całego serca pragnąłem, by ten koszmar się skończył...
----------------------------------------------------------------------
No hej, 
dzisiejszy rozdział trochę krótki, ale chciałam w jednym rozdział umieścić całą tą sytuację.
Mam nadzieję, że się podobało:)  CZYTASZ=KOMENTUJ <3
Następny rozdział już niedługo,
Weris<3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz