-Jedź do szpitala!!
*Trzy godziny wcześniej*
*Oczami Emily*
Weszliśmy do domu Ricka. Mieszkał sam, ale jego nowoczesne mieszkanie bez problemu pomieściłoby więcej osób. Najpierw weszliśmy do kuchni. Ona akurat nie była za duża w przeciwieństwie do salonu, który mijaliśmy. Była bardzo stylowo urządzona, a kolory idealnie współgrały ze sobą.
-Więc, dzisiaj postanowiłem
popisać się moimi umiejętnościami kulinarnymi i ugotowałem dla nas włoskie
danie. Będzie to makaron z kawałkami kurczaka, świeżą bazylią i pomidorami. Mam
nadzieję, że ci posmakuje. – uśmiechnął się do mnie. „No dobra to jak się
ożenimy to ty będziesz gotował, a Melanie nie będzie musiała się ze mną męczyć
z tą kulinarną nauką” pomyślałam i cicho zachichotałam, tak, żeby gospodarz
mnie nie usłyszał.Chłopak nałożył wcześniej przygotowany posiłek na talerze,
poczym wziął oba naczynia w ręce i zaczął podchodził do mnie, a ja już nie
mogłam się doczekać aż postawi na blacie, przy którym siedziałam gotowe danie.
Jednak, gdy chłopak był tuż przymnie pocałował mnie w policzek a następnie
szybko wyminął.
-Choć za mną-powiedział, a ja
posłusznie ruszyłam z nim myśląc, co ten wariat kombinuje. Wyszliśmy z kuchni i
zaraz za ścianą ujrzałam lekko oświetlone pomieszczenie. To co zobaczyłam
przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
Byłam w szoku. Moje oczy się
zaszkliły, to wszystko było takie....piękne. Trudno mi było uwierzyć, że
chłopak może być taki romantyczny. Takie rzeczy widziałam tylko w filmach.
-Rick... to wszystko...dla mnie?-
zapytałam prawie szeptem
-Zapraszam na romantyczną
kolację-powiedział do mnie i uśmiechnął się tajemniczo-proszę
siadaj...-Wykonałam jego polecenie, chłopak postawił przede mną talerz pełen
pięknie pachnącego jedzenia
-Zaraz wrócę, pójdę po
wino-wyszedł zostawiając mnie na chwilę samą, a ja wykorzystałam ten moment na
ciągłe patrzenie na stół. Musiało go to pewnie kosztować wiele czasu i wysiłku, tak się postarał...dla
mnie. Po chwili blondyn wszedł do pokoju niosąc ze sobą butelkę wypełnioną
czerwoną cieczą. Miał również ze sobą małą miskę. Znajdowały się w niej płatki
róż, które wypełniły otoczenie cudownym zapachem. Chłopak posypał nimi stół i
jego okolice co uczyniło miejsce jeszcze piękniejszym.
Po zjedzonej kolacji i miło
spędzonym czasie gospodarz zaproponował spacer po pobliskim parku, więc kilka
minut później wychodziliśmy już z jego mieszkania. Szliśmy trzymając się za
ręce, byliśmy lekko pijani, ale to nam nie przeszkadzało w miłym spędzaniu
czasu. Zrobiło się już ciemno, ale Księżyc subtelnie oświetlał okolicę, co
spowodowało, iż spacer wydawał się jeszcze bardziej romantyczny. Weszliśmy
powolnym krokiem do parku, nie było tam prawie w ogóle ludzi, tylko czasami
mijaliśmy pojedyncze osoby siedzące na ławkach i cieszące się pięknem lata.
-Mam dla ciebie mały prezent-
powiedział w pewnym momencie blondyn
-Co, kolejna niespodzianka?- zaśmiałam
się
-Poczekaj tu chwilę, ja zaraz
przyjdę-uśmiechnął się i pobiegł w przeciwnym kierunku. Patrzyłam na jego oddalającą
się sylwetkę, a gdy już całkiem
straciłam go z pola widzenia usiadłam na samotnej ławce. „Hmm... musi być już naprawdę
późno, park już prawie całkiem opustoszał” pomyślałam. Siedziałam sama na
kawałku drewna połączonego zdobionym metalem, gdy nagle poczułam czyjąś dłoń na
oczach. Ale to nie był delikatny i żartobliwy gest, wręcz przeciwnie. Jakiś
wysoki mężczyzna złapał mnie za włosy,
po czym zaczął bić. Zaczęłam krzyczeć, ale najwyraźniej nikt mnie nie słyszał. Rzucił
mnie na zimny chodnik i zaczął kopać. Każdy jego ruch sprawiał mi ogromny ból. Złapał mnie za bluzkę, próbując ją podrzeć.
Wrzeszczałam, płakałam, prosiłam go by mnie zostawił, jednak on nie reagował. W pewnym momencie chłopak oderwał się ode mnie
gwałtownie, a ja runęłam bezsilnie na ziemię. Niewyraźnie słyszałam tylko
odgłosy mocnych uderzeń i krzyków. Potrafiłam wyłapać pojedyncze słowa,
najczęściej były to przekleństwa. Chwilę później słyszałam tylko szybkie kroki oddalające się
ode mnie- ktoś biegł, a raczej uciekał. W pewnym momencie poczułam, że mój obrońca
obejmuje moje okaleczone ciało swoimi ciepłymi ramionami.
-Nic ci nie jest?- usłyszałam głos
chłopaka-Zaraz zadzwonię po pogotowie-wyjął telefon i zaczął wykręcać numer.
Moje powieki ledwo się trzymały, już prawie nic nie widziałam.
-Dziękuję ci Rick – powiedziałam cicho,
po czym przybliżyłam się do twarzy mojego bohatera i pocałowałam go. Chwilę
później wszystko ucichło, a je straciłam przytomność...
*Oczami Ricka*
Wszystko było już przygotowane, a
ja wracałem dumnie do Emily. Już nie mogłem doczekać się reakcji przepięknej
brunetki na to co dla nas przygotowałem.
Naprawdę mi na niej zależy i chciałbym, by ten wieczór był dla niej jednym z
najmilszych. Dla mnie na pewno jest. Szedłem ścieżką radosny, lecz gdy
wkroczyłem na główny plac, na którym miała czekać na mnie dziewczyna doznałem
szoku. Jej szczupła postać leżała bez życia, na ziemi na nad nią obejmujący jej
ciało wystraszony chłopak. Oboje byli lekko zmasakrowani, lecz moja towarzyszka
w dużo gorszym stanie, widziałem jak ledwo oddychała. Natychmiast zacząłem
biec, by jak najszybciej zobaczyć co się stało, lecz gdy tajemniczy mężczyzna
zauważył mnie natychmiast uciekł, zostawiając Emily w okropnym stanie.
Najszybciej jak umiałem podbiegłem do dziewczyny złapałem ją i chciałem
zadzwonić po karetkę, ale w tym momencie, zza rogu wyłonił się pojazd medyczny.
Najwyraźniej ten chłopak zadzwonił już wcześniej. Z samochodu wybiegli
ratownicy i zobaczywszy nas razem z noszami przybiegli. Położyli jej delikatne
ciało na łóżku z kółkami z wnieśli do karetki. Wsiadłem razem z nimi do pojazdu
i na sygnale pojechaliśmy do szpitala.
-Emily, błagam obudź się...proszę
cię- szeptałem do niej, trzymając za rękę. Miałem łzy w oczach. Z całego serca pragnąłem,
by ten koszmar się skończył...
----------------------------------------------------------------------
No hej,
dzisiejszy rozdział trochę krótki, ale chciałam w jednym rozdział umieścić całą tą sytuację.
Mam nadzieję, że się podobało:) CZYTASZ=KOMENTUJ <3
Następny rozdział już niedługo,
Weris<3


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz