piątek, 29 listopada 2013

Rozdział 11


* Półtorej godziny później*

Obudziłem się gdy na dworze było już ciemno. Spojrzałem na zegarek stojący na szawce przy moim łóżku. 21. 20. Przeciągnąłem się leniwie zmieniają jednocześnie pozycję w której spałem przez ostatnie dwie godziny.
- Rusz się Harold....- mruknąłem wstając z łóżka i rozprostowując tym samym moje kości.
Wyszedłem z mojego pokoju i powoli stąpałem po schodach kierując się w stronę kuchni, z której dochodziły odgłosy rozmów. 
Gdy wszedłem do pomieszczenia gospodarczego poczułem piękny zapach, dochodzący z piekarnika.
- Hmmm... Co dzisiaj jemy?-zapytałem zaspanym głosem, widząc Liama przyrządzającego jakąś potrawę. Obok niego stała postać pięknej blondynki.Na dźwięk mojego głosu dziewczyna gwałtownie się obróciła, a uśmiech zniknął z jej twarzy.
- Razem z Melanie zrobiliśmy zapiekankę-oświadczył dumnie chłopak
-To ja nakryję do stołu- powiedziała Mel nie patrząc mi w oczy. Następnie obróciła się w stronę regału i zaczęła szukać szafki z naczyniami
-Yyy....Liam...- zaczęła cicho jednak ja szybko do niej podszedłem i otworzyłem tą właściwą
-Tu jest- przerwałem jej i uśmiechając się. Chciałem by spojrzała mi w oczy jednak ona uciekała wzrokiem daleko od mojej osoby.
-Dzięki- odpowiedziała ze spojrzeniem wbitym w talerze. Po chwili zaczęła wyjmować okrągłe naczynia. W pewnym momencie zachwiała się, a ja korzystając z tego, że stałem prawie obok  szybko złapałem wyślizgującą się jej ceramikę.
-Pomogę ci- zaproponowałem
-Nie trzeba, poradzę sobie-odpowiedziała chłodno, jednak ja zignorowałem to, podbiegłem do szuflady ze sztućcami i biorąc odpowiednią ich ilość wróciłem w podskokach do dziewczyny, która już zaczęła układać talerze na stole. Nie zwróciła na mnie uwagi. Starała się ignorować moją osobę, jednak ja nie mogłem na to pozwolić.
-Mel, możemy pogadać?- zapytałem, gdy skończyła wykonywać wcześniejszą czynność. Niestety w momencie gdy dziewczyna już miała mi odpowiedzieć do salonu wparował Liam
-Chłopaki kolacja-wydarł się i oczywiście wszystko zespół. Niall, Zayn i Lousi przybyli w przeciągu 30 sekund. Najszybszy był jak zwykle blondyn. Taa...ten to zawsze głodny. Tracąc nadzieję na rozmowę z Melanie tak jak pozostali zasiadłem do posiłku.
Po skończeniu jedzenia Lou wraz z Zaynem zaoferowali się, że posprzątają, Niall gdzieś wyszedł, a Liam... w sumie to nawet nie wiem. Ważniejsze było to, że salon opustoszał, więc miałem kolejną szansę pogadać z blondynką. Nie mogę jej zmarnować. Zobaczyłem jak wchodzi po schodach
-To co, chcesz mnie unikać czy porozmawiamy?- zapytałem łagodnie zatrzymując się przy stopniach.
- Nie- odpowiedziała na chwilę się zatrzymując. Zerknęła na mnie, po czym znów zaczęła wspinać się na górę. Momentalnie podbiegłem do jej zgrabnej sylwetki
- Melanie, proszę...- zacząłem znowu
-Nie Harry- ta sama odpowiedź padła z jej ust. Wypowiadając to znów na chwilę przystanęła, jednak tym razem nie pozwoliłem dziewczynie dalej pójść. Złapałem ją za nadgarstek i przytrzymałem by nie mogła wejść wyżej. Zaskoczona moim nagłym gestem obróciła się  w do mnie
- Harry, póść mnie- powiedziała ostro
- Teraz ja mówię nie, chodźmy do mojego pokoju i tam ci wszystko wyjaśnię
- Ale ja nie chcę żebyś mi nic wyjaśniał
- Owszem uwierz mi, że chcesz. Nie możemy tego tak zostawić- przekonywałem ją patrząc w oczy
-Masz rację, chodźmy- westchnęła, po chwili ciszy.

*Oczami Melanie*

Lokers miał rację. Zgodziłam się na rozmowę, bo tak na prawdę bardzo jej chciałam, tylko... bałam się jej. Jak to będzie? Nie wiem, zaraz się okaże...
Chłopak otworzył mi drzwi i zaprosił do swojego pokoju. Był on duży i ładnie urządzony. Rozglądając się po sypialni rzucały mi się w oczy rzeczy, które pamiętałam, które wielokrotnie widziałam w poprzednim domu Harrego.

 Tak... ta sama fotografia przestawiająca Loczka z rodzicami oraz jego siostrą Gemmą stała na jednej z wielu półek obok okna, przez które można było zobaczyć zachodzące Słońce i piękne fioletowo-niebieskie niebo. Na ścianie wisiała biała koszulka z jego pierwszego meczu piłki nożnej, na który zabrał go tata jak Lokers miał 7 lat. Zobaczyłam również jego ulubioną książkę leżącą na ciemnej szawce, stare pocztówki z wakacji, i... kulę śniegową, którą podarowałam mu na święta.
- Ty ją jeszcze masz?- zapytałam podchodząc do półki, na której leżała kulka. Na jej widok moje kąciki ust uniosły się ku górze, a ciało wypełniło miłe ciepło.
-Przecież dostałem ją od ciebie- uśmiechnął się pod nosem - nie uważasz, że to dziwne- powiedział po chwili ciszy
- Co masz na myśli?
- Chodzi mi o to, że po tych latach tak nagle się spotkaliśmy i to w zupełnie innym świecie, zobacz... jesteśmy w Londynie, wyjeżdżając tu nigdy nie pomyślałbym, że jeszcze kiedyś cię zobaczę. To jest jak... sen- powiedział cicho po czym spojrzał mi głęboko w oczy
- Harry... ty nie rozumiesz, przyjechałam tutaj, by zapomnieć o wszystkim złym, co wydarzyło się w Polsce, a teraz pojawiłeś się ty, część mojej przeszłości, którą już dawno powinnam zamazać. -powiedziałam czując gulę w gardle. Wspomnienia wróciły, znowu...  usiadłam na łóżku czując jak do oczu napływają mi łzy.- Naprawdę starałam się usunąć to wszystko z pamięci, ale ty...
- ...Ale ja wszystko zepsułem- dokończył cicho, siadając obok mnie i delikatnie obejmując mnie ramieniem- Melanie, ja... przepraszam, to że wyjechałem wtedy był jednym z największych błędów jakie kiedykolwiek zrobiłem.
- Powinieneś coś wiedzieć...-powiedziałam siadając na przeciwko jego sylwetki- jakieś pięć miesięcy po twoim wyjeździe poznałam Johna. Nie mogłam się otrząsnąć po naszym rozstaniu, nie umiałam normalnie funkcjonować, ale on bardzo mi pomógł. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, on bardzo się starał bym wróciła do normalnego życia, i... udało mu się. Po jakimś czasie zakochałam się w nim, i zostaliśmy parą. Mimo tego jednak, że bolesne wspomnienia pozostały, przy nim czułam się szczęśliwa. Wszystko układało się świetnie, aż do 26 lutego... przed siedmioma miesiącami gdy John wracał do naszego wspólnego domu uległ wypadkowi. Pijany kierowca wyjechał z naprzeciwka i... zabił go. Chyba najgorsze było to, że w zwłokach znaleziono pierścionek zaręczynowy. Po jego śmierci moje życie ponownie się zawaliło. Straciłam już kompletnie sens życia, została mi tylko Emily, która teraz jest w szpitalu. Ona robiła wszystko bym wyszła ze stanu depresji, dzięki niej podjęłam kolejną próbę, w Londynie zaczynam wszystko od nowa- pierwszy raz opowiedziałam komuś o moich najgorszych wspomnieniach i to był... właśnie Harry.

------------------------------------------------------------------------
Hej, i jak emocje po rozdziale 11?
Mam nadzieję, że wam się spodobał. Trochę krótki, ale  mam nadzieję, że nie jest tak najgorzej.
CZYTASZ=KOMENTUJ ( to ogromna motywacja dla mnie!)
Niedługo następny...
Weris <3

wtorek, 26 listopada 2013

Rozdzaił 10


*Oczami Melanie*

Gdy ciemny samochód Liama zatrzymał się pod szpitalem, w którym leżała moja przyjaciółka, od razu otworzyłam drzwi pojazdu i razem z brunetem pobiegliśmy w stronę wejścia. Weszliśmy do ogrzanego hall-u i szybko podeszliśmy do recepcji.
-Dzień dobry, gdzie jest Emily Jones?- zapytałam pielęgniarkę siedzącą przy recepcji.
-A czy jest pani kimś z rodziny?- zapytała spokojnie patrząc spod swych okularów. Zdenerwowało mnie to, chciałam jak najszybciej dowiedzieć się w jakim miejscu znajduje się teraz Emily... miałam tylko nadzieję, że starsza kobieta nie będzie mi kazała wypełniać jakiś bezsensownych formularzy
-Jestem jej przyjaciółką, proszę mi powiedzieć, gdzie ona jest-powiedziałam trochę zdenerwowana.
-Proszę się nie unosić- zwróciła się do mnie słodkim głosem, który jeszcze bardziej podniósł mi temperaturę ciała-Pani Jones znajduje się w sali numer 13, mogą państwo do niej wejść, ale nie na długo. Pacjentka jest w ciężkim stanie, jutro rano będzie miała operację, a na razie podajemy jej leki-zmartwiłam się tym, co usłyszałam, szybko ruszyłam korytarzem w stronę pokoju wskazanego przez kobietę.
Otworzyłam duże, białe drzwi z numerem 13, a po chwili weszłam razem z Liamem do jasnego pomieszczenia. Na środku stało łóżko, a na nim leżała moja przyjaciółka. Zobaczywszy ją zakryłam usta dłonią, wyglądała strasznie....cała posiniaczona, z wieloma opatrunkami na ciele, rozcięta warga i twarz, której wyraz przedstawiał ból i cierpienie. Obok niej, na krześle siedział Rick, miał brudną i lekko rozciągniętą koszulkę. Trzymał Emily za rękę i opierał twarz o metalowy drążek przyczepiony do łóżka. Zobaczywszy nas nie wyraził żadnych emocji.
-Emily...-szepnęłam i podeszłam do niej bliżej i złapałam delikatnie za rękę-Boże Rick, co się stało?- zapytałam chłopaka ze łzami w oczach
-My.... byliśmy na spacerze, zostawiłem ją na chwilę samą....-w oczach stanęły mu łzy- to mija wina, gdybym był przy niej nic by się nie stało....
-Ale Rick, co się stało, kto jej to zrobił?-powtórzyłam pytanie przerażona
- Nie wiem kto to mógł być,  odszedłem od niej na chwilę, a gdy wróciłem leżała pobita i zmasakrowana, to wszystko przeze mnie, to był mój pomysł z tym spacerem, gdybym był przy niej cały czas nic by się nie stało....- jego odpowiedź mnie zatkała, kto mógłby zrobić coś takiego, i... dlaczego?
Poczułam jak Liam obejmuje mnie ramieniem, próbując pocieszyć. Siedziałam i patrzyłam na śpiącą dziewczynę i chłopaka, którego przygniatało poczucie winy, widać było, że nie mógł znieść faktu iż Emily została pobita, ale patrząc na niego miałam wrażenie, że coś ukrywa.
W pewnym momencie do pokoju weszła pielęgniarka niosąc tacę z pigułkami i opatrunkami.
-Przepraszam, odwiedziny już się skończyły, proszę państwa o opuszczenie sali. Jutro będziecie państwo mogli odwiedzić pacjentkę od godziny 12:00, a teraz przepraszam, muszę podać pacjentce leki. Do widzenia- powiedziała chamsko, byłam wkurzona, w ogóle cała szpitalna obsługa działała mi na nerwach, no ale cóż, musieliśmy wyjść.
-Będę jutro tutaj od rana, lekarz powiedział, że Emily będzie miała operację ok. 9:30, jakby co to będę dzwonił-powiedział smutnym i zmęczonym głosem Rick
-Wiesz....dziękuję, że tak się o nią martwisz, ona....jesteś dla niej bardzo ważny i nie obwiniaj się, chciałabym abyś jutro poszedł ze mną na komisariat, zgłosimy całą sprawę i może czegoś więcej się dowiemy- uśmiechnęłam się do niego lekko, choć samej trudno było mi to uczynić. Z drugiej strony cieszyłam się, że Rickowi zależy na mojej przyjaciółce.-To.... do jutra...- powiedziałam niewyraźnie, a chłopak popatrzył na nas, chyba próbował również się uśmiechnąć, ale nie wychodziło mu to, a po chwili poszedł w przeciwnym kierunku- Liam- zwróciłam się do bruneta, gdy Rick oddalił się już znacznie-mógłbyś podwiesić mnie do domu?
-Nie.- powiedział krótko
-Jesteś na mnie zły?-zapytałam zdziwiona stając w miejscu
-Nie, nie jestem zły, ale nie zawiozę cię do domu
- To w takim razie o co chodzi, mam zadzwonić po taksówkę?-byłam totalnie zdezorientowana, nie wiedziałam, o co chodziło chłopakowi
-Zapraszam-wskazał ręką na samochód otwierając mi drzwi po stronie pasażera. Weszłam do środka, obserwując z ciekawością każdy jego ruch, aż w końcu brunet usiadł obok mnie i włożył kluczyki do stacyjki
- To gdzie w takim razie jedziemy?- naprawdę nie wiedziałam co on znowu kombinuje
- Na pewno nie do twojego domu- uśmiechnął się, odpalił silnik i ruszył.
Po kilkunastu minutach pojazd zatrzymał się pod kompletnie nie znanym mi miejscem. Był to duży, luksusowy budynek, otoczony pięknym ogrodem.


 -Tu mieszkam-powiedział z zadowoleniem kierowca, gdy maszyna już całkowicei ucichła.
- A... ale po co tu przyjechaliśmy...- jego dom był ostatnim miejscem, jakiego mogłam się spodziewać
- Zapraszam cię do mnie na noc- uśmiechnął się
-Co, Liam ja...nie mogę, nie powinnam.... nie mam nawet ubrań i żadnych rzeczy- powiedziałam zakłopotana
- Nie zostawię cię samej w twoim mieszkaniu, nie w takiej sytuacji, naprawdę lepiej będzie jak dziś prześpisz się u mnie-popatrzył się na mnie słodkimi oczami, a ja co... no oczywiście uległam...
- Nie chcę ci robić niepotrzebnych kłopotów- liczyłam jeszcze na to, że może go przekonam, lecz na marne. Z drugiej strony tak naprawdę chciałam z nim spędzić z nim miły wieczór, ale nie wiedziałam jak to będzie...
- Przestań, nie będziesz robić żadnych problemów, wręcz przeciwnie, to będzie dla nas przyjemność
-NAS!?- skojarzyłam dopiero po chwili, w tym momencie jednak, brunet otworzył drzwi i moim oczom ukazało się piękne wnętrze


 - Hej chłopaki, wróciłem!!! - krzyknął Liam stawiając pierwszy kroki w luksusowym holu.
- Liam, zamknij się, oglądamy mecz, właśnie zaczęła się druga połowa!- usłyszeliśmy głos dochodzący z salonu, na co zaśmiałam się pod nosem
- Jakie miłe powitanie- powiedział pod nosem gospodarz, tak żebym mogła go usłyszeć- Ogarnijcie się, mamy gościa!!!- zawołał, lecz tym razem zamiast odkrzyknięć do naszych uszu dobiegły odgłosy szybkiego wstawania z kanapy i następnie kroki, które były coraz bliżej nas. W końcu zza rogu wyłonił się Niall a zaraz za nim Louis w roztarganych na każdą możliwą stronę włosach
-Melanie!- wykrzykną ten drugi i szybko przejechał ręką po głowie usiłując poprawić fryzurę
- Jak miło cię widzieć-tym razem odezwał się blondynek idąc w moim kierunku z rozłożonymi ramionami. Przytuliłam go a następnie uczyniłam to samo z Louisem, który był zaskoczony moim widokiem, zresztą tak samo jak ja ich.
- Mel będzie dziś u nas spała, więc zachowujcie się jak normalni, pełno rozumni ludzie- poprosił przyjaciół Liam
-Dobrze tato, będziemy grzeczni- odezwał się dziecinnym głosem Irlandczyk, jednak po chwili razem z Lou zaczęli się wygłupiać
-Ta.... na co ja liczę...- westchnął brunet- choć, pokarzę ci górę- zwrócił się do mnie zachęcająco wskazując schody

* Oczami Harrego*

Siedziałem w swoim pokoju i przeglądałem stare gazety. Ten wieczór zapowiadał się nudnie, zapewne nie długo z braku wykonywania czynności po prostu zasnę i tak się skończy dla mnie ten dzień. Przewracałem po kolei kartki oglądając kolorowe fotografie i czytając teksty zamieszczone w danym artykule, lecz po chwili usłyszałem znajomy głos, oraz śmiechy dochodzące zza ściany.
"Czyżby Liam miał gościa? Nie wiem trzeba to sprawdzić"- pomyślałem, po czym wstałem z łóżka i ruszyłem w stronę sypialni przyjaciela.
Gdy otworzyłem drzwi moim oczom ukazał się brunet, który rozmawiał z jakąś blondynką. Chwila.... Jakąś?! Momentalnie rozpoznałem tą piękną postać była aż za dobrze znana mi dziewczyna.
- Me....Me...Melanie-wykrztusiłem w końcu zszokowany
-Harry?! Co ty tu robisz?!- ona również była zdziwiona moim widokiem
- Ja? Mieszkam tu...- odpowiedziałem już spokojniej
- Mel będzie dziś u nas spała- wtrącił Liam
- Co? Znaczy super, bardzo się cieszę...- powiedziałem, spuściłem wzrok i zamykając drzwi poszedłem do mojego pokoju.
Zatrzaskując drzwi rzuciłem się na łóżko. W głowie zaczęły krążyć mi tysiące myśli i wspomnień. " Dlaczego ja byłem taki głupi i wszystko zepsułem?!". To było pytanie, które powtarzałem sobie przez ostatnie lata.

------------------------------------------------------
Hej i jak może być?? :)
Mam nadzieję, że spodobał się ten rozdział.
Przepraszam, że tak długo nic nie pisałam, ale niestety nie miałam żadnych pomysłów. Jednak postanowiłam coś w końcu napisać i mam nadzieję, że nie jest aż tak źle.
P. S. Świętujemy premierę Midnight Memories w Polsce!!!

środa, 13 listopada 2013

Rozdział 9





-Jedź do szpitala!!

*Trzy  godziny wcześniej*

*Oczami Emily*

Weszliśmy do domu Ricka. Mieszkał sam, ale jego nowoczesne mieszkanie bez problemu pomieściłoby więcej osób. Najpierw weszliśmy do kuchni.  Ona akurat nie była za duża w przeciwieństwie do salonu, który mijaliśmy. Była bardzo stylowo urządzona, a kolory idealnie współgrały ze sobą.

-Więc, dzisiaj postanowiłem popisać się moimi umiejętnościami kulinarnymi i ugotowałem dla nas włoskie danie. Będzie to makaron z kawałkami kurczaka, świeżą bazylią i pomidorami. Mam nadzieję, że ci posmakuje. – uśmiechnął się do mnie. „No dobra to jak się ożenimy to ty będziesz gotował, a Melanie nie będzie musiała się ze mną męczyć z tą kulinarną nauką” pomyślałam i cicho zachichotałam, tak, żeby gospodarz mnie nie usłyszał.Chłopak nałożył wcześniej przygotowany posiłek na talerze, poczym wziął oba naczynia w ręce i zaczął podchodził do mnie, a ja już nie mogłam się doczekać aż postawi na blacie, przy którym siedziałam gotowe danie. Jednak, gdy chłopak był tuż przymnie pocałował mnie w policzek a następnie szybko wyminął.
-Choć za mną-powiedział, a ja posłusznie ruszyłam z nim myśląc, co ten wariat kombinuje. Wyszliśmy z kuchni i zaraz za ścianą ujrzałam lekko oświetlone pomieszczenie. To co zobaczyłam przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Byłam w szoku. Moje oczy się zaszkliły, to wszystko było takie....piękne. Trudno mi było uwierzyć, że chłopak może być taki romantyczny. Takie rzeczy widziałam tylko w filmach.
-Rick... to wszystko...dla mnie?- zapytałam prawie szeptem
-Zapraszam na romantyczną kolację-powiedział do mnie i uśmiechnął się tajemniczo-proszę siadaj...-Wykonałam jego polecenie, chłopak postawił przede mną talerz pełen pięknie pachnącego jedzenia
-Zaraz wrócę, pójdę po wino-wyszedł zostawiając mnie na chwilę samą, a ja wykorzystałam ten moment na ciągłe patrzenie na stół. Musiało go to pewnie kosztować  wiele czasu i wysiłku, tak się postarał...dla mnie. Po chwili blondyn wszedł do pokoju niosąc ze sobą butelkę wypełnioną czerwoną cieczą. Miał również ze sobą małą miskę. Znajdowały się w niej płatki róż, które wypełniły otoczenie cudownym zapachem. Chłopak posypał nimi stół i jego okolice co uczyniło miejsce jeszcze piękniejszym.

Po zjedzonej kolacji i miło spędzonym czasie gospodarz zaproponował spacer po pobliskim parku, więc kilka minut później wychodziliśmy już z jego mieszkania. Szliśmy trzymając się za ręce, byliśmy lekko pijani, ale to nam nie przeszkadzało w miłym spędzaniu czasu. Zrobiło się już ciemno, ale Księżyc subtelnie oświetlał okolicę, co spowodowało, iż spacer wydawał się jeszcze bardziej romantyczny. Weszliśmy powolnym krokiem do parku, nie było tam prawie w ogóle ludzi, tylko czasami mijaliśmy pojedyncze osoby siedzące na ławkach i cieszące się pięknem lata.
-Mam dla ciebie mały prezent- powiedział w pewnym momencie blondyn
-Co, kolejna niespodzianka?- zaśmiałam się
-Poczekaj tu chwilę, ja zaraz przyjdę-uśmiechnął się i pobiegł w przeciwnym kierunku. Patrzyłam na jego oddalającą się sylwetkę,  a gdy już całkiem straciłam go z pola widzenia usiadłam na samotnej ławce. „Hmm... musi być już naprawdę późno, park już prawie całkiem opustoszał” pomyślałam. Siedziałam sama na kawałku drewna połączonego zdobionym metalem, gdy nagle poczułam czyjąś dłoń na oczach. Ale to nie był delikatny i żartobliwy gest, wręcz przeciwnie. Jakiś wysoki mężczyzna  złapał mnie za włosy, po czym zaczął bić. Zaczęłam krzyczeć, ale najwyraźniej nikt mnie nie słyszał. Rzucił mnie na zimny chodnik i zaczął kopać. Każdy jego ruch sprawiał mi ogromny ból.  Złapał mnie za bluzkę, próbując ją podrzeć. Wrzeszczałam, płakałam, prosiłam go by mnie zostawił, jednak on nie reagował.  W pewnym momencie chłopak oderwał się ode mnie gwałtownie, a ja runęłam bezsilnie na ziemię. Niewyraźnie słyszałam tylko odgłosy mocnych uderzeń i krzyków. Potrafiłam wyłapać pojedyncze słowa, najczęściej były to przekleństwa. Chwilę później  słyszałam tylko szybkie kroki oddalające się ode mnie- ktoś biegł, a raczej uciekał. W pewnym momencie poczułam, że mój obrońca obejmuje moje okaleczone ciało swoimi ciepłymi ramionami.
-Nic ci nie jest?- usłyszałam głos chłopaka-Zaraz zadzwonię po pogotowie-wyjął telefon i zaczął wykręcać numer. Moje powieki ledwo się trzymały, już prawie nic nie widziałam.
-Dziękuję ci Rick – powiedziałam cicho, po czym przybliżyłam się do twarzy mojego bohatera i pocałowałam go. Chwilę później wszystko ucichło, a je straciłam przytomność...

*Oczami Ricka*
Wszystko było już przygotowane, a ja wracałem dumnie do Emily. Już nie mogłem doczekać się reakcji przepięknej brunetki na  to co dla nas przygotowałem. Naprawdę mi na niej zależy i chciałbym, by ten wieczór był dla niej jednym z najmilszych. Dla mnie na pewno jest. Szedłem ścieżką radosny, lecz gdy wkroczyłem na główny plac, na którym miała czekać na mnie dziewczyna doznałem szoku. Jej szczupła postać leżała bez życia, na ziemi na nad nią obejmujący jej ciało wystraszony chłopak. Oboje byli lekko zmasakrowani, lecz moja towarzyszka w dużo gorszym stanie, widziałem jak ledwo oddychała. Natychmiast zacząłem biec, by jak najszybciej zobaczyć co się stało, lecz gdy tajemniczy mężczyzna zauważył mnie natychmiast uciekł, zostawiając Emily w okropnym stanie. Najszybciej jak umiałem podbiegłem do dziewczyny złapałem ją i chciałem zadzwonić po karetkę, ale w tym momencie, zza rogu wyłonił się pojazd medyczny. Najwyraźniej ten chłopak zadzwonił już wcześniej. Z samochodu wybiegli ratownicy i zobaczywszy nas razem z noszami przybiegli. Położyli jej delikatne ciało na łóżku z kółkami z wnieśli do karetki. Wsiadłem razem z nimi do pojazdu i na sygnale pojechaliśmy do szpitala.
-Emily, błagam obudź się...proszę cię- szeptałem do niej, trzymając za rękę. Miałem łzy w oczach. Z całego serca pragnąłem, by ten koszmar się skończył...
----------------------------------------------------------------------
No hej, 
dzisiejszy rozdział trochę krótki, ale chciałam w jednym rozdział umieścić całą tą sytuację.
Mam nadzieję, że się podobało:)  CZYTASZ=KOMENTUJ <3
Następny rozdział już niedługo,
Weris<3

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 8




Obudziłam się ok. 9.00 i poszłam po cichu wziąć szybki prysznic, by nie obudzić smacznie śpiącej Emily. Po porannym odświeżeniu się postanowiłam zrobić przyjaciółce niespodziankę w postaci pysznego śniadanie. Doszłam do wniosku, że powinnam zadbać o nią i rozbudować nieco jej menu. Niestety moja współlokatorka nie miała zbytnio zróżnicowanego zakresu posiłków, jeśli sama miała coś zrobić najczęściej były to kanapki z serem, a jej ulubionym daniem były...tosty. Wydaje mi się, że to było jej największe osiągnięcie kulinarne i dlatego tak tego zostawić nie mogę.  Lubiłam fantazjować w kuchni i ostatnio znalazłam w Internecie całkiem fajny przepis na „Wrapy z cienkiego omleta”, zobaczymy co z tego wyjdzie...

Na szczęście po kilkunastu minutach posiłek wyglądał nieźle, przynajmniej tak mi się wydawało.
-Jejku, co tak ślicznie pachnie-po kilku minutach z sypialni wyszła zaspana brunetka
-Zrobiłam nam śniadanko! –powiedziałam z dumą w głosie
-Mmm...Mel ale niespodzianka, wiesz co możesz tak robić codziennie
-O nie kochana, pomyślałam, że powinnaś się nieco usamodzielnić w kuchni
-O tak, jasne ja+gotowanie=karta stałego klienta u lekarza
-Hahaha nie przesadzaj, nauczę cię przyrządzać pyszne dania, będzie fajnie i obiecuję ci, że kiedyś to ty będziesz nam robiła obiady
Po zjedzonym posiłku poszłam do mojego pokoju, natomiast Emily zajęła się sprzątaniem jadalni. Siedziałam na łóżku planując dzisiejszy dzień, ale nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy. „Może zadzwonię do Liama” pomyślałam, gdy nagle usłyszałam dzwonek dochodzący z mojego telefonu. Byłam prawie pewna, że to właśnie on, ponieważ wczoraj powiedział, że zadzwoni do mnie przed południem, więc  nie wahając się dłużej odebrałam komórkę
-Halo, cześć Liam -powiedziałam bez zastanowienia
-Oj, cześć Mel tu Harry-usłyszałam nieśmiały głos, na co momentalnie się spięłam
-Yyyy....Harry, po co dzwonisz?- zapytałam
-Posłuchaj, to było takie dziwne, że wtedy się spotkaliśmy... wiesz co bardzo chciałbym  z tobą w końcu pogadać, nie możemy odkładać tego, naprawdę Mel...
-Nie, przykro mi nie mamy o czym rozmawiać, inaczej ja nie chcę z tobą rozmawiać, to co było to już przeszłość i nie wracajmy do tego
-Ale Melanie, proszę cię, naprawdę, musimy się spotkać i wszystko wyjaśnić!
- Nie Harry, nic nie musimy, ja nie chcę się z tobą ani spotykać ani niczego wyjaśniać-trudno było mi to wszystko mówić, wiedziałam, że go ranię, ale muszę być twarda i nie wracać do przeszłości
-Melanie! Błagam cię, tylko jedna rozmowa!- prosił ze smutkiem w głosie
-Nie, Harry my..... na serio nie możemy, proszę cię nie dzwoń do mnie więcej
-Mel, ja cię...-w tym momencie rozłączyłam rozmowę, jest mi strasznie trudno, szczególnie, gdy go zobaczyłam, wtedy wszystko wróciło...
Nie wiedziałam co mam zrobić...znowu. Ta moja bezradność mnie dobijała, a najgorsze było to, że tak często się mi zdarzała. Wpadłbym chyba w rozpacz, ale do mojego pokoju właśnie weszła Emily, trzymając w ręku dwa kubki z jakimś ciepłym napojem.
-Hej, przyniosłam nam kakao, chwilę...czemu jesteś smutna?- Od razu zauważyła, że coś jest nie tak.
-Nie ważne....po prostu...
-Po prostu co? Nie udawaj, przecież widzę, powiesz mi?- zapytała siadając obok mnie i podając mi rozgrzane od cieczy naczynie
  -Dobra chodzi o to, że wczoraj Liam, ten chłopak, którego poznałam na imprezie zaprosił mnie na próbę, bo on gra w zespole i chciał, żebym posłuchała jak grają. Gdy przyszłam do studia byli tam jego przyjaciele, a jednym z nich był....Harry-powiedziałam patrząc na kubek z parującym kakao
-Co?! Ten Harry?! Harry Styles?!
-Tak...- powiedziałam, a moje oczy się zaszkliły
-Melanie...czy ty... go cały czas....no wiesz...kochasz?- spytała, starała się ująć to jak najdelikatniej
-Nie wiem....ja już dawno o nim zapomniałam, a teraz... on znowu wrócił, zniknął, a teraz znów się pojawił, a na dodatek przed chwilą zadzwonił do mnie i chciał się spotkać..
-I co mu odpowiedziałaś?
-Że na razie nie chcę go widzieć, ale nie wiem czy to się uda
-Słuchaj, teraz... masz rację, lepiej żebyście nie gadali, powinnaś to wszystko przemyśleć, a później... uważam, że powinniście jednak porozmawiać i wyjaśnić wszystkie sprawy, tak chyba będzie najlepiej...
-Dziękuję ci, że mnie zrozumiałaś, i że starasz się mi pomóc. Naprawdę, to dla mnie dużo znaczy...nie poradziłabym sobie bez ciebie
-Przecież jestem twoją przyjaciółką i nigdy cię nie zostawię, pamiętaj, zawsze będę z tobą
-Emily...
-Tak?
-Kocham cię...
-Ja ciebie też –przytuliła mnie, a ja byłam jaj naprawdę wdzięczna. Nie każdy ma szczęście mieć taką osobę jak ona, ale na szczęście ja mam. Po chwili usłyszałam dźwięk oznaczający, że ktoś wysłał mi sms.  Wzięłam do ręki komórkę i zaczęłam czytać wiadomość:

„Hej piękna, może miałabyś ochotę na kawę? Będę u ciebie z 15 minut. Liam xx”

Gdy odczytałam tekst sms-a automatycznie się uśmiechnęłam, na co oczywiście moja przyjaciółka również zareagowała
-Hej, co się tak uśmiechasz?-zapytała
-Liam zaprosił mnie na kawę.
-Haha.. on ci się podoba, prawda?
-Nie, jest moim przyjacielem
-Ta jasne...to   czemu się tak cieszysz?- spojrzała na mnie podejrzanie
-Przestań, lubię po prostu spędzać z nim czas
-Dobra, załóżmy, że ci wierzę. To ja też pójdę się ubierać-odpowiedziała biorąc w dłonie oba kubki i powoli zmierzając ku drzwiom do mojej sypialni
-A ty też gdzieś idziesz?
-Tak, Rick mnie zaprosił do siebie
Po chwili byłam już gotowa, wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy i rzuciłam Emily tylko krótkie „cześć” na pożegnanie.
Gdy wyszłam na dwór samochód Liama już stał za furtką. Podbiegłam do chłopaka, przytuliłam go i razem wsiedliśmy do samochodu. Po kilku minutach stanęliśmy przed bardzo ładną kawiarnią. Brunet był gentelmanem, dlatego też wyszedł pierwszy, podbiegł do moich drzwi i otworzył je, bym modła wysiąść.
-Dziękuję-powiedziałam do niego słodko, lekko  zaskoczona jego eleganckimi ruchami
Weszliśmy i zajęliśmy pierwszy lepszy stolik. Oczywiście jak zawsze, gdy zaczęliśmy rozmowę ona mogła się nie kończyć. Jednak zauważyłam, że zaczyna się ściemniać więc powoli opuściliśmy lokal. Wsiedliśmy do wielkiego samochodu Liama cały czas rozmawiając ze sobą, jednak nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu na co szybko zaczęłam przeszukiwać torebkę, aż w końcu udało mi się go znaleźć, nie patrząc nawet na wyświetlacz szybko odebrałam
-Witam, czy to pani Melanie Weatherby?
-Tak to ja, a o co chodzi?- zapytałam zaniepokojona
-Chodzi o pani przyjaciółkę, Emily Jones
-Coś jej się stało?- jeszcze bardziej się wystraszyłam
-Została pobita, jest w szpitalu St Marie, czy mogłaby pani przyjechać?
-T...tak, oo...oczywiście, zaraz tam będę-zaczęłam się jąkać i łzy napłynęły mi do oczu. Liam widząc moją twarz zapytał:
-Mel, co się stało?
-Jedź do szpitala!!
---------------------------------------------------------------------
Hej, jak wam się podobał ten rozdział??
Mam nadzieję, żę was choć trochę wciągnęło...
Następny rozdział niebawem. Komentujcie:)
Weris<3

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 7



Liam przedstawiał mi po kolei swoich przyjaciół. Po wymienieniu każdego imienia przyglądałam się jego właścicielowi i uśmiechałam. Najpierw Louis,  śmieszny, wyglądający na miłego brunet, z lekkim zarostem i jeans-ową kurtką. Potem spojrzałam na Nialla, uroczego blondyna z dużymi niebieskimi oczami i przyjemnym wyrazem twarzy. Kolejne imię, Zayn należało do przystojnego brązowookiego chłopaka, z czarnymi włosami. Ubierał się w stylu „Bad Boy” , ale wyglądał na zwariowanego i miłego.  Zaraz z Zayna mój wzrok padł na...
-HARRY?!!-wykrzyknęłam, nie wierząc własnym oczom. Nie, to niemożliwe, a jednak! Te same bujne, kręcone, brązowe loki, te same zielone oczy, na widok których można się rozpłynąć, ten sam uroczy uśmiech z dołeczkami. Wszystko się zgadzało, wyglądał identycznie jak ten Harry Styles, którego bardzo dobrze znałam...

-Tak Melanie, zgadza się, skąd wiedziałaś?- powiedział Liam, lecz ja nie zwróciłam na niego większej uwagi
-Jezu, Mel!- powiedział  cicho Hazza , patrząc na mnie z niedowierzaniem
-Tak, dobrze Harry, zapamiętałeś jej imię, cieszę się-znowu wtrącił mój towarzysz. I tym razem nie spojrzałam na niego, tylko wlepiona jak w o Harrego jak w obrazek cały czas nie wierząc, że to naprawdę on. Stałam jak słup soli nie wiedząc jak się zachować, rzucić się Lokersowi na szyję, czy nawrzeszczeć na niego i wyjaśnić kilka od dawna męczących mnie spraw. Nie... ani to, ani to...przynajmniej nie teraz, nie tutaj i nie przy wszystkich...
-Naprawdę Liam?! Ty głupku nie zauważyłaś, oni się znają-wyjaśnił brunetowi ....Louis, tak to był chyba on.
-Haha żartuję... dobra a teraz na poważnie- w tym momencie Liam stanął pomiędzy mną a Harrym, zrywając jednocześnie nasz kontakt wzrokowy, bym w końcu zwróciła na niego uwagę.-Skąd wy się znacie???-zapytał patrząc zarówno na mnie jak i na Lokersa. Hazza popatrzył na mnie pytająco, zapewne nie wiedział co powinien odpowiedzieć przyjacielowi.
-Yyy...my...my...-zaczął się jąkać, jednak ja w tym momencie wkroczyłam do akcji
-...byliśmy kiedyś dobrymi przyjaciółmi, a...ale niestety musiałam się wyprowadzić i zerwaliśmy kontakt...-wydukałam z siebie czując gulę w gardle... nie wiedziałam co innego miałabym odpowiedzieć. To zdanie było chyba dosyć normalne, nic nie zwykłego,  więc mam nadzieję, że nikt nie domyśli się, że skłamałam...-nie ważne, Liam obiecałeś mi, że pokażesz jak gracie, to co...?-obróciłam się tyłem do Harrego. I spojrzałam na chłopaka, który miał lekko zakłopotaną minę, lecz gdy usłyszał wypowiedziane przeze mnie słowa rozweselił się i złapał za gitarę.
-Melanie, proszę usiądź na tej kanapie, a my zagramy ci nasze piosenki.-powiedział do mnie, po czym zwrócił się do przyjaciół-No dobra chłopaki, gramy? -po tych słowach reszta wzięła Niall również wziął gitarę, wszyscy stanęli przy mikrofonach i zaczęli śpiewać. Piosenki były naprawdę fajne i ciekawe, ale.. no właśnie jest ”ale”, a tym ”ale” okazał się Harry. Problem polegał na tym, że chłopak cały czas się mylił. Nie trafiał w dźwięki, a za każdym razem gdy popełnił błąd zerkał na mnie. Nie powiem próba mi się naprawdę podobała, Liam był świetny, ale Hazza... sama nie wiem, był rozkojarzony i nie mógł się skupić na muzyce, widziałam to, w końcu jednak trochę go znałam, ale czułam się nieswojo gdy jego wzrok padał na moją osobę. Jak by chciał powiedzieć „Proszę cię Mel, musimy porozmawiać” a to była akurat rzecz, której najbardziej chciałam uniknąć.
Po niecałych dwóch godzinach chłopaki zakończyli granie. Harry się mylił, co chwilę przepraszał, w końcu, aby próba mogła dalej trwać Lokers grał z nut, ale i tak był zestresowany.
 -I jak ci się podobało?- zapytał Liam z ciekawością
-Hm...no nie wiem, nie wiem...-droczyłam się z nim
-Czyli ci się podobało-odpowiedział za mnie dumny na co ja go przytuliłam
-Tak, tak podobało mi się i to bardzo, jesteście naprawdę świetni
-Dziękuję i przepraszam za Harrego, on normalnie lepiej śpiewa, tylko dziś miał chyba gorszy dzień....
-Przestań, naprawdę jesteście dobrzy...
-Cieszę się, że ci się podobało, to co dałabyś się zaprosić na kawę i ciasto, znam przepyszną kawiarnię
-No dobra, to może pożegnamy się z chłopakami-zaproponowałam, na co podeszliśmy do pozostałej czwórki
-Wiecie co, my już chyba idziemy-powiedział Liam
-Dzięki, że mogłam przyjść was posłuchać, jesteście naprawdę  niesamowici i cieszę się, że was poznałam-powiedziałam miło, po czym podeszłam do pozostałych członków boysbandy i przytuliłam każdego z nich. Najpierw Louis, potem Zayn, Niall i oczywiście na końcu...Harry, trochę zmieszana podeszłam do niego i uczyniłam to co przy reszcie. W jednym momencie usłyszałam ciche „Mel, musimy pogadać, przepraszam” , a następnie Loczek przytulił mnie odrobinę mocniej, łzy zaczęły napływać mi do oczu, ale ja zacisnęłam powieki tak mocno, by żadna kropla nie spłynęła na policzek. Po chwili wiedziałam, że muszę to przerwać i powoli próbowałam wyplątać się z ramion Hazzy, ponieważ zauważyłam, że chłopak ani drgnie powiedziałam do niego po cichu, tak by nikt nas nie usłyszał „ Harry, puść mnie” chwilę po tych słowach uścisk Lokersa rozluźnił się, a ja mogłam oddalić się od jego postaci.
-Naprawdę było super, mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się spotkamy-rzuciłam tylko chłopakom na pożegnanie i razem z Liamem wyszliśmy przed studio w stronę samochodu.
Po około trzech godzinach cudownie spędzonych z Liamem na kawie oraz na spacerze chłopak odwiózł mnie do domu. Było naprawdę super, Li to świetny chłopak, a w dodatku jest taki uroczy...niestety każdą spędzoną z nim chwilę psuły mi myśli nieustannie krążące po mojej głowie. Harry i...Harry. Miałam wyrzuty symienia, że skłamałam, ale jak powiedziałabym prawdę Liam na pewno czułby się odrzucony, a ja nie chcę go zranić bo ... naprawdę go lubię. A o Hazzie muszę....zapomnieć, tak nie mogę o nim myśleć. Harry był w moim poprzednim życiu, w Polsce, a teraz ja wkroczyłam w nowy rozdział. ...ale czy to nie jest dziwne, że akurat on, że akurat Harry, chłopak z którym mam tak wiele wspomnień jest tu, w moim nowym życiu, w nowym etapie mojego życia?
--------------------------------------------------------------------
Hej, jak wam się podoba ten rozdział?
Mam nadzieję, że chociaż trochę. Dziękuję za to,że wchodzicie i mam nadzieję,
że ktoś czyta to opowiadanie. Za wszystkie błędy przepraszam. Miłego weekendu. Następny rozdział postaram się dodać niedługo. Komentujcie:)
Weris<3