wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 13




*Oczami Melanie*

Biegliśmy jak najszybciej razem z Liamem przez kremowo-zielony hall, który wydawał się nie mieć końca. Mijaliśmy po kolei białe drzwi prowadzące do pokojów pacjentów. W pewnym momencie trafiliśmy na odpowiednie wejście prowadzące do Sali, w której znajdowała się moja przyjaciółka.  Wbiegłam do  pokoju cała zdyszana.  Gdy zobaczyłam to, stanęłam jak wryta, a na mojej twarzy  momentalnie pojawiło się przerażenie.
-Emily! Emily!- zaczęłam  się wydzierać, ze łzami w oczach.- Co jej jest?!- wrzeszczałam i chciałam podbiec do łóżka do niej lecz towarzyszący mi brunet przytrzymał mnie i odciągnął. Chciałam się mu urwać, lecz gdy mocniej złamałam jego ręce, poczułam ogromny ból. Momentalnie spojrzałam na moje dłonie, a moim oczom ukazały się niewielkie lecz bolesne rany. „Skąd?”-przez moją głowę chwilowo przeleciało to pytanie, lecz zignorowałam je i dalej próbowałam dotrzeć do przyjaciółki.  Dookoła łóżka brunetki stało trzech lekarzy i dwie pielęgniarki, natomiast dziewczyna trzęsła się i rzucała na różne strony. Miała zawał. 
-Wyprowadźcie państwa- powiedział jeden z mężczyzn do niskie pielęgniarki, ta natomiast podeszła szybko do nas
-Proszę opuścić pokój-powiedziała zdenerwowana
-Ale, ja... muszę tu być! Nie! Emily!- darłam się jak opętana, niestety Liam przytrzymał mnie i wyprowadził z sali, a kobieta zamknęła duże drzwi.
-Liam! Puść mnie!- krzyczałam na chłopaka, niestety nic z tego. Brunet przytrzymał mi ręce, a jego silny uścisk nie pozwolił mi wykonać jakiegokolwiek większego ruchu, nie mówiąc już o wejściu z powrotem do pomieszczenia.
Nagle cos błysnęło. Jakby ktoś pstryknął mi zdjęcie z fleszem tuż przed oczami.
Zobaczyłam jak lekarze otwierają drzwi i pospiesznie wyjeżdżają z łóżkiem, na którym leżała trzęsąca się Emily.
-Co?! Gdzie ją wieziecie?!-znów wrzeszczałam próbując dowiedzieć się co się dzieje.
-Jedziemy na blok-odpowiedział mi twardo jeden z lekarzy. Nogi się pode mną ugięły.  Ledwo mogłam ustać. Liam stojący obok mnie najwidoczniej to zauważył, ponieważ objął mnie, przytrzymał i pomógł usiąść.
Przytrzymałam twarz obolałymi dłońmi, łokcie oparłam na kolanach, a moje oczy wypełniły się łzami. Momentalnie...znowu błysk. Flesz, zdjęcie, ogólna dezorientacja. Stało się tak jasno, światło oślepiło mnie, lecz po chwili znów zaczęłam dostrzegać nowo układający się obraz.
Emily leżała na oddziale intensywnej terapii.
 Znów dostała drgawek.
Kolejny zawał.
 Lekarze otaczający  jej łóżko strzelali jej prądem z defibrylatora próbując ożywić serce. Raz... dziewczyna gwałtownie podskoczyła, jednak na ekranach monitorów podłączonych do jej drobnej sylwetki cały czas pokazywały prostą linię. Jeden lekarz krzyczał coś do drugiego, jednak przez szyby nie słyszałam dokładnie słów.
Dwa... moja przyjaciółka momentalnie oderwała się od łóżka. Nic.
Trzeci... coś huknęło, mężczyźni cały czas wrzeszczeli. Dziewczyna podskoczyła gwałtownie, i spadła z powrotem na zieloną pościel. Żadnej reakcji. Monitory cały czas pokazywały prostą, nieprzerwaną linię. Emily leżała nieruchomo, a ludzie dookoła niej stali i patrzyli się bez celu w jej postać, nie wykonując większych ruchów. Po prostu stali i nie mieli odwagi spojrzeć nam w oczy.
Nagle zrobiło się czarno. Nic nie widziałam. Po chwili byłam jedynie w stanie usłyszeć nie wyraźnie głos pielęgniarki, tej samej, która wyprowadzała nas wtedy z pokoju.
-Pani Jones miała krwiaka w okolicach mózgu, za późno go wykryliśmy i nie zdołaliśmy go wyciąć...
Znów ciemność.
-NIE!!!!-wrzasnęłam na całe gardło i otworzyłam momentalnie oczy. Byłam cała zdyszana. Po chwili doszło do mnie, że to co przed chwilą wydawało mi się prawdą, było paskudnym koszmarem. Uspokoiłam się, odetchnęłam z ulgą i usiadłam na łóżku. Moje patrzałki powoli analizowały pomieszczenie, w którym się znajdowałam. Byłam w pokoju Liama. Spojrzałam na swoją osobę, lekko się uśmiechając. Miałam na sobie koszulkę Harrego, przesiąkniętą jego zapachem. Z poprzedniej nocy pamiętam tylko, że długo gadałam z Lokersem, przesiedziałam w jego pokoju prawie pół nocy. I ten pocałunek...jak kiedyś.
 Ale... czy ja dobrze robię? Czy znowu zbliżając się do niego, nie wyrządzę nam obojgu krzywdy? Czy mogę dać mu kolejną szansę po tym wszystkim co się stało? A jeśli zranię go, albo on mnie? Co wtedy będzie?
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk otwierających się drzwi. W progu pojawił się nie kto inny jak właśnie Hazza.
Kurde.
-Hej-powiedział lekko zdenerwowany -coś się stało?- zapytał wchodząc do sypialni przyjaciela
-Nie nic, a co?
-Bo usłyszałem jak krzyczałaś...-no tak, przecież po co innego by tu przyszedł. Ja wrzasnęłam, on ma sypialnie za ścianą. Przecież to oczywiste, ale ja nie myśląc zupełnie musiałam zadać to głupie „a co?” ....yhh...debil...
-Przepraszam, obudziłam cię
-Nie szkodzi, i  tak jest już późno, co się stało?
-Miałam koszmar...martwię się o Emily...
-Nie martw się, niedługo powinna wyjść ze szpitala, wszystko będzie dobrze-pocieszał mnie
-Harry... która godzina?- zapytałam po chwili
-Dochodzi  10...
-Już?! Ona ma operację o 11:30, miałam do niej pojechać wcześniej i przynieść jej kilka rzeczy-zerwałam się z łóżka i wymijając zgrabnie Loczka pobiegłam do łazienki.
Gdy zeszłam na dół na zegarku widniała godzina 10:20. W kuchni zastałam Liama kończącego przygotowywać śniadanie. 
-Mmmm.... co tak ładnie pachnie?- uśmiechnęłam się lekko i podeszłam bliżej chłopaka
-Zrobiłem gofry- powiedział patrząc na blat, lecz po chwili przeniósł wzrok na mnie
- Gdzie wczoraj byłeś?- zapytałam unosząc lekko brwi
-Nie rozumiem..- był zaskoczony moim pytaniem, lecz nie chciał bym to zauważyła
-Chodzi mi o wczorajszy wieczór, twoja sypialnia była pusta, a na dole było cicho
-Yyy...musiałem szybko wyjść, miałem do załatwienia kilka spraw- wydawał się niepewny swojej odpowiedzi i nagle stał się jakiś tajemniczy. Czy on... kłamał? Nie wiem, nie ważne, bardziej istotna jest Emily.
-Zawołać resztę?- zaoferowałam się
-Pewnie
-Chłopaki śniadanie!- mój głos rozniósł się echem po całej willi. Jednak nie uzyskałam żadnej odpowiedzi
-Mam swój patent- powiedział Liam stając obok mnie, po chwili usłyszałam krzyk wydobywający się prosto z jego ust- KROWY ŻARCIE!!!
Po chwili do naszych uszu doszły odgłosy życia, a następnie dźwięk schodzenia po schodach.  Mimowolnie zaczęłam się głośno śmiać, a po chwili już prawie leżałam.
Po jakiś 40 minutach byliśmy już pod szpitalem. Właśnie weszliśmy do Sali, w której leżała Emily rozmawiająca z Rickiem. Zobaczywszy ją podbiegłam do łóżka i uścisnęłam uważając na wszystkie podłączone do niej kabelki.
-Emily, jak się cieszę, że już się obudzałaś, jak się czujesz?- spojrzałam na nią uradowana
-Dobrze, dzięki. Boli mnie tylko głowa. Lekarz powiedział, że jak operacja pójdzie dobrze to wyjdę ze szpitala najpóźniej za cztery dni.
-Przywiozłam ci kilka rzeczy-wskazałam na torebkę w kwiaty- strasznie się o ciebie martwiłam
-Niepotrzebnie, wszystko będzie ok.-jeszcze raz mocno przytuliłam brunetkę

*Kilka dni później*

Razem z Liamem i Emily jechaliśmy do domu chłopaków. Przez ten nie cały tydzień  właśnie tam mieszkałam. Codziennie jeździłam do szpitala i odwiedzałam moją przyjaciółkę. Na szczęście z każdym dniem wyglądała coraz lepiej.
Przez pobyt w domu tych pięciu wariatów moje relacje z Harrym polepszyły się. Dużo czasu spędzałam również z Liamem, przez co jesteśmy teraz dobrymi przyjaciółmi, a ja jestem mu naprawdę wdzięczna za to co dla mnie zrobił.
 Z pozostałą trójką też miałam niezły kontakt. Zawsze rano, przy śniadaniu razem z Niallerem mieliśmy konkurs w jedzeniu. Za każdym razem było dużo śmiechu. Blondynek okazał się niezłym żarłokiem, jednak ja nie byłam dużo gorsza. Wsuwaliśmy razem kilka porządnych kanapek, potem jogurty, płatki. Na koniec galaretki, kiśle albo budynie.
 Niektóre wieczory spędzaliśmy wszyscy razem w ogromnym salonie. Graliśmy w śmieszne i zboczone gry, lub też rozwalaliśmy się na kanapie oglądając  najróżniejsze filmy. Potem albo szliśmy spać jak normalni ludzie, albo siedzieliśmy w szóstkę i gadaliśmy do 4 nad ranem.  Ogólnie było fajnie. Naprawdę fajnie. Czułam się jakbym znała ich od zawsze, jakby byli moimi najlepszymi przyjaciółmi, a ich dom byłby moim domem.
Po chwili usłyszałam jak silnik powoli przestaje pracować. W końcu samochód stanął.  Razem z chłopakami postanowiliśmy zaprosić Emily do ich willi, na obiad. Ja i brunet dziś wcześniej wyjechaliśmy do szpitala zostawiając pozostałą czwórkę z przygotowaniem pysznego obiadu i ogarnięciu domu, aż do naszego przyjazdu. Trochę mają roboty, ale jest ich czwórka, chyba sobie poradzą.

*Oczami Zayna*

Od rana razem z trzema idiotami przygotowywaliśmy dom na przyjazd Liama, Mel i tej jej przyjaciółki...Emily, jeśli dobrze pamiętam. Rozdzieliliśmy obowiązki mniej więcej po równo. Louis i Niall mieli się zająć doprowadzeniem do ładu salonu i hallu. Harry, jako nasz kucharz z drobną pomocą Nialla miał przygotować coś naprawdę dobrego na obiad. Ja miałem ogarnąć jadalnię plus poodkurzać dolne piętro. Lou coś tam bąknął, że może zająć się łazienką, ale znając jego zapał do pracy przez „zajęcie się łazienką” pewnie miał na myśli uzupełnienie papieru toaletowego, a jak by położył mydło na mydelniczkę, albo wymienił ręczniki to bym się zdziwił. Taa... Louis to nasza „Perfekcyjna Pani Domu”. 
W pewnym momencie poczułem wibracje w kieszeni spodni. „Dostałem wiadomość. Ale błyskotliwość”- skarciłem w myślach sam siebie. Wyciągnąłem telefon i odczytałem wiadomość

Za chwilę podjeżdżamy pod dom . Ogarnijcie wszystko do końca i nakryjcie stół.
                                                                   Liam
-Chłopaki, ogarnąć tyłki zaraz będą-krzyknąłem, po czym skierowałem się ku jednej z kuchennych szuflad, by wziąć z niej sztućce i naczynia. Po chwili miałem już wszystkie potrzebne naczynia w ręku, toteż ruszyłem szybkim tempem w stronę jadalni, uważając po drodze by niczego nie upuścić.
Po kilku minutach wszystko było już gotowe i czekało na nałożenie jedzenia. Byłem z siebie dumny- stół wyglądał całkiem nieźle. właśnie szedłem w stronę hallu, gdy w pewnym momencie drzwi się otworzyły. W progu zobaczyłem po kolei Liama, Mel i... nagle poczułem, że sztywnieję, moje mięśnie zaczęły się gwałtownie napinać, a żołądek podskoczył do gardła
-Cholera...-szepnąłem

-----------------------------------------------------------------------------------
No to już mamy rozdział 13. Wiem, długo nie pisałam, ale w szkole miałam natłok wszystkiego, do tego brak czasu na pisanie i wymyślenie czegoś sensownego.  Teraz są święta, więc mam nadzieję.
P.S. Jest teraz 1.08, czyli dziś jest Wigilia i URODZINKI LOUISA!!! <3 HiHi mam podjarę...
Mam nadzieję, że szybko napiszę nn
Komentujcie, proszę<3
Weris<3

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rozdział 12


*Oczami Melanie*

Siedziałam w pokoju Hazzy cały czas z nim rozmawiając. Cieszę się, że w końcu udało nam się rozwiązać ten konflikt, który od dawna męczył nas oboje. Było bardzo miło, śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Loczek opowiadał o różnych rzeczach, które przytrafiły mu się w Londynie, mówił o  zarówno śmiesznych, jak i ważnych dla niego sprawach. W gruncie rzeczy cieszyłam się, że go...odnalazłam. Jego widok oraz każdy uśmiech sprawiał mi radość. Nagle ciemna drzwi gwałtownie się uchyliły.
-O hej, tu jesteś. Mel, szukałem cię, myślałem, że pojechałaś do domu, a ty tymczasem siedzisz u naszego podrywacza- zaśmiał się Liam. Na początku wyglądał na lekko zmartwionego, lecz po chwili powróciło mu poczucie chumoru, które tak bardzo lubiłam. -Czemu się tak schowaliście? Macie jakieś wspólne sekrety?- znów zażartował brunet stojący w przejściu. Tak, śmiech i żarty to jedne z ulubionych rzeczy Liama, jadnak z drugiej strony często jest rozsądny, rozważny i odpowiedzialny. Jego wypowiedź trochę mnie speszyła, ponieważ w pewnym stopniu, niewielkim, ale jednak czułam do Harrego dystans. Po tak długim czasie rozłąki widząc go zaledwie po raz drugi nie rzuciłabym mu się przecież na szyję i nie zaczęła namiętnie całować. To by było dość dziwne, mogę sobie tylko wyobrazić minę Liama, gdybym tak zareagowała na widok Loczka, wtedy, w studiu nagraniowym. Zaśmiałam się w myślach, lecz po chwili powróciłam do rzeczywistości. Czułam się lekko zażenowana, jednak Hazza wkroczył do akcji w odpowiednim momencie.
-My... po prostu chcieliśmy chwilę sami pogadać, wiesz nie widzieliśmy się ponad trzy lata, a kiedyś byliśmy ze sobą na prawdę blisko. Wspominaliśmy stare czasy...
- Spoko, w takim razie nie będę wam przeszkadzał...- odpowiedział ze zrezygnowaną nutą w głosie brunet i powoli zaczął zamykać drzwi
- Nie, Liam poczekaj, my już w sumie skończyliśmy- przerwałam mu, poczym wstałam z łóżka patrząc jedynie przelotem na Harrego, i podeszłam do wyjścia
- Aa... ok, to choć pokaże ci łazienkę i dam jakieś ubrania- zaproponował rozweselony brunet, natomiast na twarzy Loczka pojawił się lekki smutek
- To hej- rzuciłam mu, następnie weszłam razem z Liamem na korytarz, zostawiając Hazze samego w pokoju.
Zatrzymaliśmy się przed dużymi ciemnymi drzwiam, które po uchyleniu ukazały moim oczom jasną, ekskluzywnie urządzoną łazienkę. Usłyszałam, jak chłopak na chwilę oddala się. Weszłam powolnym krokiem do środka, dokładnie badając wzrokiem każdy mebel znajdujący się w pomieszczeniu. Prezentowało się ono, zresztą jak cały dom w dość nowoczesnym stylu.
-Ładnie tu...- powiedziałam obracając się w stronę Liama, który właśnie przyszedł niosąc ze sobą ręczniki.
- Razem z chłopakami wybieraliśmy wnętrze. Cieszę się, że ci się podoba.-odpowiedział, po czym opuścił pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi. Ja tym czasem postanowiłam wziąśc odprężający prysznic.
Po kąpieli weszłam prosto do pokoju Liama. Niestety jednak zapomniał dać mi jakiejś koszulki, więc na razie pozostałam w samym ręczniku, chciałam go jednak poprosić by dał mi ubranie. Powoli otworzyłam drzwi należące do pomieszczenia chłopaka, jednak tam- pustka. Chodziłam wolnym krokirm po miłym w dotyku dywanie, przyglądając się różnym zdjęciom wiszącym na ścianie. Tak fotografie, to były rzeczy, któere kochałam podziwiać. W końcu po kilkunastominutowym oczekiwaniu na chłopaka moja skóra zaczęla odczuwać zimno. Postanowiłam więc poprosić Lokersa o pomoc, dlatego żywym krokiem poszłam do jego sypialni. Na moje nieszczęście w niej również nikogo nie zastałam, ale znów postanowiłam poczekać. "Hmmm, ciekawe co oni robią?"- pomyślałam, siadając jednak na łóżku. Po chwili, jednak do pokoju wparował jego właściciel. Z hukiem zatrzasnął drzwi, lecz, gdy zauważył mnie stanął zaskoczony. Widziałam jak cała jego złość wynikająca z niewiadomego dla mnie powodu znika, a zastępuje ją zdziwienie i ciepło.

*Oczami Harrego*

Byłem naprawdę wkurzony. Liam zaczął coraz bardziej działać mi na nerwach. Jak on mógł wogóle ubzdurać sobie, że zaciągnąłem Melanie do mojego pokoju, bo chciałem ją przelecieć. Przecież, ona jest jedną z najważniejszych dla mnie osób, jak mógłbym ją tak parszywie skrzywdzić. Od momentu gdy się poznaliśmy w Polsce zawsze zależało mi na niej i wiem, że cały czas tak pozostanie.
Wszedłem wkurzony do mojej sypialni, a tam... Mel, w samym ręczniku, patrzyła na mnie tymi pięknymi, głębokimi oczami. Na początku nie zauważyłem jej, więc lekko zaskoczył mnie ten fakt, iż jej osoba znajduje się teraz w tym pomieszczeniu. Na jej twarzy widniała niewinność, widać było, że jednak lekko się wstydziła.
- Ha...Harry, ja.. przepraszam, może nie powinnam tu przychodzić- powiedziała niepewnie, zmoerzając ku wyjściu.
- Nie, zostań...- powiedziałem, łapiąc ją za nadgarstki. Jak na złość moim głosie można było usłyszeć jeszcze nutę złości, która została mi po dyskusji z brunetem.
-C... coś się stało? - zapytała. Cholera, nie tylko ja to usłyszałem.
- Mel, przepraszam, po prostu... Liam mnie trochę wkurzył- powiedziałem łagodniej. Udało mi się zapanować nad barwą głosu, gdyż na jej niewinny widok wszystkie negtywne emocje mnie opuściły. -Hej, ty się trzęsiesz... i jesteś cała zimna- zauważyłem dotykając jej dłoni
- Tak, w sumie przyszłam tu bo chciałam cię poprosić o jakąś koszulkę, albo coś w tym rodzaju, bo Liama nie było w pokoju, a mówił, że mi da jakieś ubranie na noc...
- Ta... ten to zawsze najtroskliwszy- mruknąłem pod nosem- choć, siadaj na łóżku i proszę, masz tu kocyk, ja zaraz coś dla ciebie znajdę- powiedziałem do pięknej blondynki, poczym udałem się do garderoby. Po chwili udało mi się wygrzebać coś odpowiedniego.
- Mam nadzieję, że będzie dobra- powiedziałem siadając obok dziewczyny na łóżku i podając jej moją koszulkę
- Dziękuję- odpowiedziała miło i obdarzła mnie pięknym uśmiechem. Była taka śliczna, że nie mogłem przestać na nią patrzeć, zwłaszcza jak się uśmiechała- dla mnie wyglądała jak anioł.
- Cieszę się, że mogłem pomóc- także posłałem jej uśmiech. Patrzyłem jej prosto w oczy, ona mi też, jednak, w pewnym momencie mój wzrok powędrował na jej usta, lech chwilę później znów zagłębiałem się w jej tęczówkach.
- Harry...- powiedziała cicho, ale ja delikatnie objąłem jej chłodną twarz swymi ciepłymi rękoma, a moje wargi powoli zaczęły przybliżać się do niej. Na początku patrzyła na mnie, lecz nie stawiała oporów.
- ...ja też cię kocham...- dokończyłem za nią, poczym moje usta złaczyły się z jej malinowymi wargami w pocałunku. Ta chwila była jedną z najpiękniejszych. Nasze wspólne wspomnienia powróciły, zaczęły latać mi w głowie, jednak nie przerywaliśmy pocałunku, ba, poczułem, jak Melanie zaczęła go nieśmiało odwzajemniać, przez co stał się bardziej namiętny. Tak teraz byłem już w stu procentach pewny. Mimo, że popełniłem błąd moje uczucia pozostały takie same. Nigdy nie przestałem jej kochać...




---------------------------------------------------------------------------------------
 Heeej,
I jak tam emocje po kolejnym rozdziale? Mam nadzieję, że się podobał.
Proszę, KOMENTUJCIE!!! To sssssstttrrraszna motywacja!! 
Od razu  mówię, że jak ktoś zagląda w zakładkę "Bohaterowie" to dodałam nowe zdjęcie, które trochę bardziej przypominają postacie w tym opowiadaniu, niż osoby z poprzednich fotografii ( przynajmniej w mojej wyobraźni). Oczywiście każdy może wyobrażać sobie bohaterów jak chce.
Następny rozdział niedługo,

Weris<3

+ jak wam jest smutno to dodaję romantyczny gif z Hazzą <3
Hahahahahaahaha


piątek, 29 listopada 2013

Rozdział 11


* Półtorej godziny później*

Obudziłem się gdy na dworze było już ciemno. Spojrzałem na zegarek stojący na szawce przy moim łóżku. 21. 20. Przeciągnąłem się leniwie zmieniają jednocześnie pozycję w której spałem przez ostatnie dwie godziny.
- Rusz się Harold....- mruknąłem wstając z łóżka i rozprostowując tym samym moje kości.
Wyszedłem z mojego pokoju i powoli stąpałem po schodach kierując się w stronę kuchni, z której dochodziły odgłosy rozmów. 
Gdy wszedłem do pomieszczenia gospodarczego poczułem piękny zapach, dochodzący z piekarnika.
- Hmmm... Co dzisiaj jemy?-zapytałem zaspanym głosem, widząc Liama przyrządzającego jakąś potrawę. Obok niego stała postać pięknej blondynki.Na dźwięk mojego głosu dziewczyna gwałtownie się obróciła, a uśmiech zniknął z jej twarzy.
- Razem z Melanie zrobiliśmy zapiekankę-oświadczył dumnie chłopak
-To ja nakryję do stołu- powiedziała Mel nie patrząc mi w oczy. Następnie obróciła się w stronę regału i zaczęła szukać szafki z naczyniami
-Yyy....Liam...- zaczęła cicho jednak ja szybko do niej podszedłem i otworzyłem tą właściwą
-Tu jest- przerwałem jej i uśmiechając się. Chciałem by spojrzała mi w oczy jednak ona uciekała wzrokiem daleko od mojej osoby.
-Dzięki- odpowiedziała ze spojrzeniem wbitym w talerze. Po chwili zaczęła wyjmować okrągłe naczynia. W pewnym momencie zachwiała się, a ja korzystając z tego, że stałem prawie obok  szybko złapałem wyślizgującą się jej ceramikę.
-Pomogę ci- zaproponowałem
-Nie trzeba, poradzę sobie-odpowiedziała chłodno, jednak ja zignorowałem to, podbiegłem do szuflady ze sztućcami i biorąc odpowiednią ich ilość wróciłem w podskokach do dziewczyny, która już zaczęła układać talerze na stole. Nie zwróciła na mnie uwagi. Starała się ignorować moją osobę, jednak ja nie mogłem na to pozwolić.
-Mel, możemy pogadać?- zapytałem, gdy skończyła wykonywać wcześniejszą czynność. Niestety w momencie gdy dziewczyna już miała mi odpowiedzieć do salonu wparował Liam
-Chłopaki kolacja-wydarł się i oczywiście wszystko zespół. Niall, Zayn i Lousi przybyli w przeciągu 30 sekund. Najszybszy był jak zwykle blondyn. Taa...ten to zawsze głodny. Tracąc nadzieję na rozmowę z Melanie tak jak pozostali zasiadłem do posiłku.
Po skończeniu jedzenia Lou wraz z Zaynem zaoferowali się, że posprzątają, Niall gdzieś wyszedł, a Liam... w sumie to nawet nie wiem. Ważniejsze było to, że salon opustoszał, więc miałem kolejną szansę pogadać z blondynką. Nie mogę jej zmarnować. Zobaczyłem jak wchodzi po schodach
-To co, chcesz mnie unikać czy porozmawiamy?- zapytałem łagodnie zatrzymując się przy stopniach.
- Nie- odpowiedziała na chwilę się zatrzymując. Zerknęła na mnie, po czym znów zaczęła wspinać się na górę. Momentalnie podbiegłem do jej zgrabnej sylwetki
- Melanie, proszę...- zacząłem znowu
-Nie Harry- ta sama odpowiedź padła z jej ust. Wypowiadając to znów na chwilę przystanęła, jednak tym razem nie pozwoliłem dziewczynie dalej pójść. Złapałem ją za nadgarstek i przytrzymałem by nie mogła wejść wyżej. Zaskoczona moim nagłym gestem obróciła się  w do mnie
- Harry, póść mnie- powiedziała ostro
- Teraz ja mówię nie, chodźmy do mojego pokoju i tam ci wszystko wyjaśnię
- Ale ja nie chcę żebyś mi nic wyjaśniał
- Owszem uwierz mi, że chcesz. Nie możemy tego tak zostawić- przekonywałem ją patrząc w oczy
-Masz rację, chodźmy- westchnęła, po chwili ciszy.

*Oczami Melanie*

Lokers miał rację. Zgodziłam się na rozmowę, bo tak na prawdę bardzo jej chciałam, tylko... bałam się jej. Jak to będzie? Nie wiem, zaraz się okaże...
Chłopak otworzył mi drzwi i zaprosił do swojego pokoju. Był on duży i ładnie urządzony. Rozglądając się po sypialni rzucały mi się w oczy rzeczy, które pamiętałam, które wielokrotnie widziałam w poprzednim domu Harrego.

 Tak... ta sama fotografia przestawiająca Loczka z rodzicami oraz jego siostrą Gemmą stała na jednej z wielu półek obok okna, przez które można było zobaczyć zachodzące Słońce i piękne fioletowo-niebieskie niebo. Na ścianie wisiała biała koszulka z jego pierwszego meczu piłki nożnej, na który zabrał go tata jak Lokers miał 7 lat. Zobaczyłam również jego ulubioną książkę leżącą na ciemnej szawce, stare pocztówki z wakacji, i... kulę śniegową, którą podarowałam mu na święta.
- Ty ją jeszcze masz?- zapytałam podchodząc do półki, na której leżała kulka. Na jej widok moje kąciki ust uniosły się ku górze, a ciało wypełniło miłe ciepło.
-Przecież dostałem ją od ciebie- uśmiechnął się pod nosem - nie uważasz, że to dziwne- powiedział po chwili ciszy
- Co masz na myśli?
- Chodzi mi o to, że po tych latach tak nagle się spotkaliśmy i to w zupełnie innym świecie, zobacz... jesteśmy w Londynie, wyjeżdżając tu nigdy nie pomyślałbym, że jeszcze kiedyś cię zobaczę. To jest jak... sen- powiedział cicho po czym spojrzał mi głęboko w oczy
- Harry... ty nie rozumiesz, przyjechałam tutaj, by zapomnieć o wszystkim złym, co wydarzyło się w Polsce, a teraz pojawiłeś się ty, część mojej przeszłości, którą już dawno powinnam zamazać. -powiedziałam czując gulę w gardle. Wspomnienia wróciły, znowu...  usiadłam na łóżku czując jak do oczu napływają mi łzy.- Naprawdę starałam się usunąć to wszystko z pamięci, ale ty...
- ...Ale ja wszystko zepsułem- dokończył cicho, siadając obok mnie i delikatnie obejmując mnie ramieniem- Melanie, ja... przepraszam, to że wyjechałem wtedy był jednym z największych błędów jakie kiedykolwiek zrobiłem.
- Powinieneś coś wiedzieć...-powiedziałam siadając na przeciwko jego sylwetki- jakieś pięć miesięcy po twoim wyjeździe poznałam Johna. Nie mogłam się otrząsnąć po naszym rozstaniu, nie umiałam normalnie funkcjonować, ale on bardzo mi pomógł. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, on bardzo się starał bym wróciła do normalnego życia, i... udało mu się. Po jakimś czasie zakochałam się w nim, i zostaliśmy parą. Mimo tego jednak, że bolesne wspomnienia pozostały, przy nim czułam się szczęśliwa. Wszystko układało się świetnie, aż do 26 lutego... przed siedmioma miesiącami gdy John wracał do naszego wspólnego domu uległ wypadkowi. Pijany kierowca wyjechał z naprzeciwka i... zabił go. Chyba najgorsze było to, że w zwłokach znaleziono pierścionek zaręczynowy. Po jego śmierci moje życie ponownie się zawaliło. Straciłam już kompletnie sens życia, została mi tylko Emily, która teraz jest w szpitalu. Ona robiła wszystko bym wyszła ze stanu depresji, dzięki niej podjęłam kolejną próbę, w Londynie zaczynam wszystko od nowa- pierwszy raz opowiedziałam komuś o moich najgorszych wspomnieniach i to był... właśnie Harry.

------------------------------------------------------------------------
Hej, i jak emocje po rozdziale 11?
Mam nadzieję, że wam się spodobał. Trochę krótki, ale  mam nadzieję, że nie jest tak najgorzej.
CZYTASZ=KOMENTUJ ( to ogromna motywacja dla mnie!)
Niedługo następny...
Weris <3

wtorek, 26 listopada 2013

Rozdzaił 10


*Oczami Melanie*

Gdy ciemny samochód Liama zatrzymał się pod szpitalem, w którym leżała moja przyjaciółka, od razu otworzyłam drzwi pojazdu i razem z brunetem pobiegliśmy w stronę wejścia. Weszliśmy do ogrzanego hall-u i szybko podeszliśmy do recepcji.
-Dzień dobry, gdzie jest Emily Jones?- zapytałam pielęgniarkę siedzącą przy recepcji.
-A czy jest pani kimś z rodziny?- zapytała spokojnie patrząc spod swych okularów. Zdenerwowało mnie to, chciałam jak najszybciej dowiedzieć się w jakim miejscu znajduje się teraz Emily... miałam tylko nadzieję, że starsza kobieta nie będzie mi kazała wypełniać jakiś bezsensownych formularzy
-Jestem jej przyjaciółką, proszę mi powiedzieć, gdzie ona jest-powiedziałam trochę zdenerwowana.
-Proszę się nie unosić- zwróciła się do mnie słodkim głosem, który jeszcze bardziej podniósł mi temperaturę ciała-Pani Jones znajduje się w sali numer 13, mogą państwo do niej wejść, ale nie na długo. Pacjentka jest w ciężkim stanie, jutro rano będzie miała operację, a na razie podajemy jej leki-zmartwiłam się tym, co usłyszałam, szybko ruszyłam korytarzem w stronę pokoju wskazanego przez kobietę.
Otworzyłam duże, białe drzwi z numerem 13, a po chwili weszłam razem z Liamem do jasnego pomieszczenia. Na środku stało łóżko, a na nim leżała moja przyjaciółka. Zobaczywszy ją zakryłam usta dłonią, wyglądała strasznie....cała posiniaczona, z wieloma opatrunkami na ciele, rozcięta warga i twarz, której wyraz przedstawiał ból i cierpienie. Obok niej, na krześle siedział Rick, miał brudną i lekko rozciągniętą koszulkę. Trzymał Emily za rękę i opierał twarz o metalowy drążek przyczepiony do łóżka. Zobaczywszy nas nie wyraził żadnych emocji.
-Emily...-szepnęłam i podeszłam do niej bliżej i złapałam delikatnie za rękę-Boże Rick, co się stało?- zapytałam chłopaka ze łzami w oczach
-My.... byliśmy na spacerze, zostawiłem ją na chwilę samą....-w oczach stanęły mu łzy- to mija wina, gdybym był przy niej nic by się nie stało....
-Ale Rick, co się stało, kto jej to zrobił?-powtórzyłam pytanie przerażona
- Nie wiem kto to mógł być,  odszedłem od niej na chwilę, a gdy wróciłem leżała pobita i zmasakrowana, to wszystko przeze mnie, to był mój pomysł z tym spacerem, gdybym był przy niej cały czas nic by się nie stało....- jego odpowiedź mnie zatkała, kto mógłby zrobić coś takiego, i... dlaczego?
Poczułam jak Liam obejmuje mnie ramieniem, próbując pocieszyć. Siedziałam i patrzyłam na śpiącą dziewczynę i chłopaka, którego przygniatało poczucie winy, widać było, że nie mógł znieść faktu iż Emily została pobita, ale patrząc na niego miałam wrażenie, że coś ukrywa.
W pewnym momencie do pokoju weszła pielęgniarka niosąc tacę z pigułkami i opatrunkami.
-Przepraszam, odwiedziny już się skończyły, proszę państwa o opuszczenie sali. Jutro będziecie państwo mogli odwiedzić pacjentkę od godziny 12:00, a teraz przepraszam, muszę podać pacjentce leki. Do widzenia- powiedziała chamsko, byłam wkurzona, w ogóle cała szpitalna obsługa działała mi na nerwach, no ale cóż, musieliśmy wyjść.
-Będę jutro tutaj od rana, lekarz powiedział, że Emily będzie miała operację ok. 9:30, jakby co to będę dzwonił-powiedział smutnym i zmęczonym głosem Rick
-Wiesz....dziękuję, że tak się o nią martwisz, ona....jesteś dla niej bardzo ważny i nie obwiniaj się, chciałabym abyś jutro poszedł ze mną na komisariat, zgłosimy całą sprawę i może czegoś więcej się dowiemy- uśmiechnęłam się do niego lekko, choć samej trudno było mi to uczynić. Z drugiej strony cieszyłam się, że Rickowi zależy na mojej przyjaciółce.-To.... do jutra...- powiedziałam niewyraźnie, a chłopak popatrzył na nas, chyba próbował również się uśmiechnąć, ale nie wychodziło mu to, a po chwili poszedł w przeciwnym kierunku- Liam- zwróciłam się do bruneta, gdy Rick oddalił się już znacznie-mógłbyś podwiesić mnie do domu?
-Nie.- powiedział krótko
-Jesteś na mnie zły?-zapytałam zdziwiona stając w miejscu
-Nie, nie jestem zły, ale nie zawiozę cię do domu
- To w takim razie o co chodzi, mam zadzwonić po taksówkę?-byłam totalnie zdezorientowana, nie wiedziałam, o co chodziło chłopakowi
-Zapraszam-wskazał ręką na samochód otwierając mi drzwi po stronie pasażera. Weszłam do środka, obserwując z ciekawością każdy jego ruch, aż w końcu brunet usiadł obok mnie i włożył kluczyki do stacyjki
- To gdzie w takim razie jedziemy?- naprawdę nie wiedziałam co on znowu kombinuje
- Na pewno nie do twojego domu- uśmiechnął się, odpalił silnik i ruszył.
Po kilkunastu minutach pojazd zatrzymał się pod kompletnie nie znanym mi miejscem. Był to duży, luksusowy budynek, otoczony pięknym ogrodem.


 -Tu mieszkam-powiedział z zadowoleniem kierowca, gdy maszyna już całkowicei ucichła.
- A... ale po co tu przyjechaliśmy...- jego dom był ostatnim miejscem, jakiego mogłam się spodziewać
- Zapraszam cię do mnie na noc- uśmiechnął się
-Co, Liam ja...nie mogę, nie powinnam.... nie mam nawet ubrań i żadnych rzeczy- powiedziałam zakłopotana
- Nie zostawię cię samej w twoim mieszkaniu, nie w takiej sytuacji, naprawdę lepiej będzie jak dziś prześpisz się u mnie-popatrzył się na mnie słodkimi oczami, a ja co... no oczywiście uległam...
- Nie chcę ci robić niepotrzebnych kłopotów- liczyłam jeszcze na to, że może go przekonam, lecz na marne. Z drugiej strony tak naprawdę chciałam z nim spędzić z nim miły wieczór, ale nie wiedziałam jak to będzie...
- Przestań, nie będziesz robić żadnych problemów, wręcz przeciwnie, to będzie dla nas przyjemność
-NAS!?- skojarzyłam dopiero po chwili, w tym momencie jednak, brunet otworzył drzwi i moim oczom ukazało się piękne wnętrze


 - Hej chłopaki, wróciłem!!! - krzyknął Liam stawiając pierwszy kroki w luksusowym holu.
- Liam, zamknij się, oglądamy mecz, właśnie zaczęła się druga połowa!- usłyszeliśmy głos dochodzący z salonu, na co zaśmiałam się pod nosem
- Jakie miłe powitanie- powiedział pod nosem gospodarz, tak żebym mogła go usłyszeć- Ogarnijcie się, mamy gościa!!!- zawołał, lecz tym razem zamiast odkrzyknięć do naszych uszu dobiegły odgłosy szybkiego wstawania z kanapy i następnie kroki, które były coraz bliżej nas. W końcu zza rogu wyłonił się Niall a zaraz za nim Louis w roztarganych na każdą możliwą stronę włosach
-Melanie!- wykrzykną ten drugi i szybko przejechał ręką po głowie usiłując poprawić fryzurę
- Jak miło cię widzieć-tym razem odezwał się blondynek idąc w moim kierunku z rozłożonymi ramionami. Przytuliłam go a następnie uczyniłam to samo z Louisem, który był zaskoczony moim widokiem, zresztą tak samo jak ja ich.
- Mel będzie dziś u nas spała, więc zachowujcie się jak normalni, pełno rozumni ludzie- poprosił przyjaciół Liam
-Dobrze tato, będziemy grzeczni- odezwał się dziecinnym głosem Irlandczyk, jednak po chwili razem z Lou zaczęli się wygłupiać
-Ta.... na co ja liczę...- westchnął brunet- choć, pokarzę ci górę- zwrócił się do mnie zachęcająco wskazując schody

* Oczami Harrego*

Siedziałem w swoim pokoju i przeglądałem stare gazety. Ten wieczór zapowiadał się nudnie, zapewne nie długo z braku wykonywania czynności po prostu zasnę i tak się skończy dla mnie ten dzień. Przewracałem po kolei kartki oglądając kolorowe fotografie i czytając teksty zamieszczone w danym artykule, lecz po chwili usłyszałem znajomy głos, oraz śmiechy dochodzące zza ściany.
"Czyżby Liam miał gościa? Nie wiem trzeba to sprawdzić"- pomyślałem, po czym wstałem z łóżka i ruszyłem w stronę sypialni przyjaciela.
Gdy otworzyłem drzwi moim oczom ukazał się brunet, który rozmawiał z jakąś blondynką. Chwila.... Jakąś?! Momentalnie rozpoznałem tą piękną postać była aż za dobrze znana mi dziewczyna.
- Me....Me...Melanie-wykrztusiłem w końcu zszokowany
-Harry?! Co ty tu robisz?!- ona również była zdziwiona moim widokiem
- Ja? Mieszkam tu...- odpowiedziałem już spokojniej
- Mel będzie dziś u nas spała- wtrącił Liam
- Co? Znaczy super, bardzo się cieszę...- powiedziałem, spuściłem wzrok i zamykając drzwi poszedłem do mojego pokoju.
Zatrzaskując drzwi rzuciłem się na łóżko. W głowie zaczęły krążyć mi tysiące myśli i wspomnień. " Dlaczego ja byłem taki głupi i wszystko zepsułem?!". To było pytanie, które powtarzałem sobie przez ostatnie lata.

------------------------------------------------------
Hej i jak może być?? :)
Mam nadzieję, że spodobał się ten rozdział.
Przepraszam, że tak długo nic nie pisałam, ale niestety nie miałam żadnych pomysłów. Jednak postanowiłam coś w końcu napisać i mam nadzieję, że nie jest aż tak źle.
P. S. Świętujemy premierę Midnight Memories w Polsce!!!

środa, 13 listopada 2013

Rozdział 9





-Jedź do szpitala!!

*Trzy  godziny wcześniej*

*Oczami Emily*

Weszliśmy do domu Ricka. Mieszkał sam, ale jego nowoczesne mieszkanie bez problemu pomieściłoby więcej osób. Najpierw weszliśmy do kuchni.  Ona akurat nie była za duża w przeciwieństwie do salonu, który mijaliśmy. Była bardzo stylowo urządzona, a kolory idealnie współgrały ze sobą.

-Więc, dzisiaj postanowiłem popisać się moimi umiejętnościami kulinarnymi i ugotowałem dla nas włoskie danie. Będzie to makaron z kawałkami kurczaka, świeżą bazylią i pomidorami. Mam nadzieję, że ci posmakuje. – uśmiechnął się do mnie. „No dobra to jak się ożenimy to ty będziesz gotował, a Melanie nie będzie musiała się ze mną męczyć z tą kulinarną nauką” pomyślałam i cicho zachichotałam, tak, żeby gospodarz mnie nie usłyszał.Chłopak nałożył wcześniej przygotowany posiłek na talerze, poczym wziął oba naczynia w ręce i zaczął podchodził do mnie, a ja już nie mogłam się doczekać aż postawi na blacie, przy którym siedziałam gotowe danie. Jednak, gdy chłopak był tuż przymnie pocałował mnie w policzek a następnie szybko wyminął.
-Choć za mną-powiedział, a ja posłusznie ruszyłam z nim myśląc, co ten wariat kombinuje. Wyszliśmy z kuchni i zaraz za ścianą ujrzałam lekko oświetlone pomieszczenie. To co zobaczyłam przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Byłam w szoku. Moje oczy się zaszkliły, to wszystko było takie....piękne. Trudno mi było uwierzyć, że chłopak może być taki romantyczny. Takie rzeczy widziałam tylko w filmach.
-Rick... to wszystko...dla mnie?- zapytałam prawie szeptem
-Zapraszam na romantyczną kolację-powiedział do mnie i uśmiechnął się tajemniczo-proszę siadaj...-Wykonałam jego polecenie, chłopak postawił przede mną talerz pełen pięknie pachnącego jedzenia
-Zaraz wrócę, pójdę po wino-wyszedł zostawiając mnie na chwilę samą, a ja wykorzystałam ten moment na ciągłe patrzenie na stół. Musiało go to pewnie kosztować  wiele czasu i wysiłku, tak się postarał...dla mnie. Po chwili blondyn wszedł do pokoju niosąc ze sobą butelkę wypełnioną czerwoną cieczą. Miał również ze sobą małą miskę. Znajdowały się w niej płatki róż, które wypełniły otoczenie cudownym zapachem. Chłopak posypał nimi stół i jego okolice co uczyniło miejsce jeszcze piękniejszym.

Po zjedzonej kolacji i miło spędzonym czasie gospodarz zaproponował spacer po pobliskim parku, więc kilka minut później wychodziliśmy już z jego mieszkania. Szliśmy trzymając się za ręce, byliśmy lekko pijani, ale to nam nie przeszkadzało w miłym spędzaniu czasu. Zrobiło się już ciemno, ale Księżyc subtelnie oświetlał okolicę, co spowodowało, iż spacer wydawał się jeszcze bardziej romantyczny. Weszliśmy powolnym krokiem do parku, nie było tam prawie w ogóle ludzi, tylko czasami mijaliśmy pojedyncze osoby siedzące na ławkach i cieszące się pięknem lata.
-Mam dla ciebie mały prezent- powiedział w pewnym momencie blondyn
-Co, kolejna niespodzianka?- zaśmiałam się
-Poczekaj tu chwilę, ja zaraz przyjdę-uśmiechnął się i pobiegł w przeciwnym kierunku. Patrzyłam na jego oddalającą się sylwetkę,  a gdy już całkiem straciłam go z pola widzenia usiadłam na samotnej ławce. „Hmm... musi być już naprawdę późno, park już prawie całkiem opustoszał” pomyślałam. Siedziałam sama na kawałku drewna połączonego zdobionym metalem, gdy nagle poczułam czyjąś dłoń na oczach. Ale to nie był delikatny i żartobliwy gest, wręcz przeciwnie. Jakiś wysoki mężczyzna  złapał mnie za włosy, po czym zaczął bić. Zaczęłam krzyczeć, ale najwyraźniej nikt mnie nie słyszał. Rzucił mnie na zimny chodnik i zaczął kopać. Każdy jego ruch sprawiał mi ogromny ból.  Złapał mnie za bluzkę, próbując ją podrzeć. Wrzeszczałam, płakałam, prosiłam go by mnie zostawił, jednak on nie reagował.  W pewnym momencie chłopak oderwał się ode mnie gwałtownie, a ja runęłam bezsilnie na ziemię. Niewyraźnie słyszałam tylko odgłosy mocnych uderzeń i krzyków. Potrafiłam wyłapać pojedyncze słowa, najczęściej były to przekleństwa. Chwilę później  słyszałam tylko szybkie kroki oddalające się ode mnie- ktoś biegł, a raczej uciekał. W pewnym momencie poczułam, że mój obrońca obejmuje moje okaleczone ciało swoimi ciepłymi ramionami.
-Nic ci nie jest?- usłyszałam głos chłopaka-Zaraz zadzwonię po pogotowie-wyjął telefon i zaczął wykręcać numer. Moje powieki ledwo się trzymały, już prawie nic nie widziałam.
-Dziękuję ci Rick – powiedziałam cicho, po czym przybliżyłam się do twarzy mojego bohatera i pocałowałam go. Chwilę później wszystko ucichło, a je straciłam przytomność...

*Oczami Ricka*
Wszystko było już przygotowane, a ja wracałem dumnie do Emily. Już nie mogłem doczekać się reakcji przepięknej brunetki na  to co dla nas przygotowałem. Naprawdę mi na niej zależy i chciałbym, by ten wieczór był dla niej jednym z najmilszych. Dla mnie na pewno jest. Szedłem ścieżką radosny, lecz gdy wkroczyłem na główny plac, na którym miała czekać na mnie dziewczyna doznałem szoku. Jej szczupła postać leżała bez życia, na ziemi na nad nią obejmujący jej ciało wystraszony chłopak. Oboje byli lekko zmasakrowani, lecz moja towarzyszka w dużo gorszym stanie, widziałem jak ledwo oddychała. Natychmiast zacząłem biec, by jak najszybciej zobaczyć co się stało, lecz gdy tajemniczy mężczyzna zauważył mnie natychmiast uciekł, zostawiając Emily w okropnym stanie. Najszybciej jak umiałem podbiegłem do dziewczyny złapałem ją i chciałem zadzwonić po karetkę, ale w tym momencie, zza rogu wyłonił się pojazd medyczny. Najwyraźniej ten chłopak zadzwonił już wcześniej. Z samochodu wybiegli ratownicy i zobaczywszy nas razem z noszami przybiegli. Położyli jej delikatne ciało na łóżku z kółkami z wnieśli do karetki. Wsiadłem razem z nimi do pojazdu i na sygnale pojechaliśmy do szpitala.
-Emily, błagam obudź się...proszę cię- szeptałem do niej, trzymając za rękę. Miałem łzy w oczach. Z całego serca pragnąłem, by ten koszmar się skończył...
----------------------------------------------------------------------
No hej, 
dzisiejszy rozdział trochę krótki, ale chciałam w jednym rozdział umieścić całą tą sytuację.
Mam nadzieję, że się podobało:)  CZYTASZ=KOMENTUJ <3
Następny rozdział już niedługo,
Weris<3

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 8




Obudziłam się ok. 9.00 i poszłam po cichu wziąć szybki prysznic, by nie obudzić smacznie śpiącej Emily. Po porannym odświeżeniu się postanowiłam zrobić przyjaciółce niespodziankę w postaci pysznego śniadanie. Doszłam do wniosku, że powinnam zadbać o nią i rozbudować nieco jej menu. Niestety moja współlokatorka nie miała zbytnio zróżnicowanego zakresu posiłków, jeśli sama miała coś zrobić najczęściej były to kanapki z serem, a jej ulubionym daniem były...tosty. Wydaje mi się, że to było jej największe osiągnięcie kulinarne i dlatego tak tego zostawić nie mogę.  Lubiłam fantazjować w kuchni i ostatnio znalazłam w Internecie całkiem fajny przepis na „Wrapy z cienkiego omleta”, zobaczymy co z tego wyjdzie...

Na szczęście po kilkunastu minutach posiłek wyglądał nieźle, przynajmniej tak mi się wydawało.
-Jejku, co tak ślicznie pachnie-po kilku minutach z sypialni wyszła zaspana brunetka
-Zrobiłam nam śniadanko! –powiedziałam z dumą w głosie
-Mmm...Mel ale niespodzianka, wiesz co możesz tak robić codziennie
-O nie kochana, pomyślałam, że powinnaś się nieco usamodzielnić w kuchni
-O tak, jasne ja+gotowanie=karta stałego klienta u lekarza
-Hahaha nie przesadzaj, nauczę cię przyrządzać pyszne dania, będzie fajnie i obiecuję ci, że kiedyś to ty będziesz nam robiła obiady
Po zjedzonym posiłku poszłam do mojego pokoju, natomiast Emily zajęła się sprzątaniem jadalni. Siedziałam na łóżku planując dzisiejszy dzień, ale nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy. „Może zadzwonię do Liama” pomyślałam, gdy nagle usłyszałam dzwonek dochodzący z mojego telefonu. Byłam prawie pewna, że to właśnie on, ponieważ wczoraj powiedział, że zadzwoni do mnie przed południem, więc  nie wahając się dłużej odebrałam komórkę
-Halo, cześć Liam -powiedziałam bez zastanowienia
-Oj, cześć Mel tu Harry-usłyszałam nieśmiały głos, na co momentalnie się spięłam
-Yyyy....Harry, po co dzwonisz?- zapytałam
-Posłuchaj, to było takie dziwne, że wtedy się spotkaliśmy... wiesz co bardzo chciałbym  z tobą w końcu pogadać, nie możemy odkładać tego, naprawdę Mel...
-Nie, przykro mi nie mamy o czym rozmawiać, inaczej ja nie chcę z tobą rozmawiać, to co było to już przeszłość i nie wracajmy do tego
-Ale Melanie, proszę cię, naprawdę, musimy się spotkać i wszystko wyjaśnić!
- Nie Harry, nic nie musimy, ja nie chcę się z tobą ani spotykać ani niczego wyjaśniać-trudno było mi to wszystko mówić, wiedziałam, że go ranię, ale muszę być twarda i nie wracać do przeszłości
-Melanie! Błagam cię, tylko jedna rozmowa!- prosił ze smutkiem w głosie
-Nie, Harry my..... na serio nie możemy, proszę cię nie dzwoń do mnie więcej
-Mel, ja cię...-w tym momencie rozłączyłam rozmowę, jest mi strasznie trudno, szczególnie, gdy go zobaczyłam, wtedy wszystko wróciło...
Nie wiedziałam co mam zrobić...znowu. Ta moja bezradność mnie dobijała, a najgorsze było to, że tak często się mi zdarzała. Wpadłbym chyba w rozpacz, ale do mojego pokoju właśnie weszła Emily, trzymając w ręku dwa kubki z jakimś ciepłym napojem.
-Hej, przyniosłam nam kakao, chwilę...czemu jesteś smutna?- Od razu zauważyła, że coś jest nie tak.
-Nie ważne....po prostu...
-Po prostu co? Nie udawaj, przecież widzę, powiesz mi?- zapytała siadając obok mnie i podając mi rozgrzane od cieczy naczynie
  -Dobra chodzi o to, że wczoraj Liam, ten chłopak, którego poznałam na imprezie zaprosił mnie na próbę, bo on gra w zespole i chciał, żebym posłuchała jak grają. Gdy przyszłam do studia byli tam jego przyjaciele, a jednym z nich był....Harry-powiedziałam patrząc na kubek z parującym kakao
-Co?! Ten Harry?! Harry Styles?!
-Tak...- powiedziałam, a moje oczy się zaszkliły
-Melanie...czy ty... go cały czas....no wiesz...kochasz?- spytała, starała się ująć to jak najdelikatniej
-Nie wiem....ja już dawno o nim zapomniałam, a teraz... on znowu wrócił, zniknął, a teraz znów się pojawił, a na dodatek przed chwilą zadzwonił do mnie i chciał się spotkać..
-I co mu odpowiedziałaś?
-Że na razie nie chcę go widzieć, ale nie wiem czy to się uda
-Słuchaj, teraz... masz rację, lepiej żebyście nie gadali, powinnaś to wszystko przemyśleć, a później... uważam, że powinniście jednak porozmawiać i wyjaśnić wszystkie sprawy, tak chyba będzie najlepiej...
-Dziękuję ci, że mnie zrozumiałaś, i że starasz się mi pomóc. Naprawdę, to dla mnie dużo znaczy...nie poradziłabym sobie bez ciebie
-Przecież jestem twoją przyjaciółką i nigdy cię nie zostawię, pamiętaj, zawsze będę z tobą
-Emily...
-Tak?
-Kocham cię...
-Ja ciebie też –przytuliła mnie, a ja byłam jaj naprawdę wdzięczna. Nie każdy ma szczęście mieć taką osobę jak ona, ale na szczęście ja mam. Po chwili usłyszałam dźwięk oznaczający, że ktoś wysłał mi sms.  Wzięłam do ręki komórkę i zaczęłam czytać wiadomość:

„Hej piękna, może miałabyś ochotę na kawę? Będę u ciebie z 15 minut. Liam xx”

Gdy odczytałam tekst sms-a automatycznie się uśmiechnęłam, na co oczywiście moja przyjaciółka również zareagowała
-Hej, co się tak uśmiechasz?-zapytała
-Liam zaprosił mnie na kawę.
-Haha.. on ci się podoba, prawda?
-Nie, jest moim przyjacielem
-Ta jasne...to   czemu się tak cieszysz?- spojrzała na mnie podejrzanie
-Przestań, lubię po prostu spędzać z nim czas
-Dobra, załóżmy, że ci wierzę. To ja też pójdę się ubierać-odpowiedziała biorąc w dłonie oba kubki i powoli zmierzając ku drzwiom do mojej sypialni
-A ty też gdzieś idziesz?
-Tak, Rick mnie zaprosił do siebie
Po chwili byłam już gotowa, wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy i rzuciłam Emily tylko krótkie „cześć” na pożegnanie.
Gdy wyszłam na dwór samochód Liama już stał za furtką. Podbiegłam do chłopaka, przytuliłam go i razem wsiedliśmy do samochodu. Po kilku minutach stanęliśmy przed bardzo ładną kawiarnią. Brunet był gentelmanem, dlatego też wyszedł pierwszy, podbiegł do moich drzwi i otworzył je, bym modła wysiąść.
-Dziękuję-powiedziałam do niego słodko, lekko  zaskoczona jego eleganckimi ruchami
Weszliśmy i zajęliśmy pierwszy lepszy stolik. Oczywiście jak zawsze, gdy zaczęliśmy rozmowę ona mogła się nie kończyć. Jednak zauważyłam, że zaczyna się ściemniać więc powoli opuściliśmy lokal. Wsiedliśmy do wielkiego samochodu Liama cały czas rozmawiając ze sobą, jednak nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu na co szybko zaczęłam przeszukiwać torebkę, aż w końcu udało mi się go znaleźć, nie patrząc nawet na wyświetlacz szybko odebrałam
-Witam, czy to pani Melanie Weatherby?
-Tak to ja, a o co chodzi?- zapytałam zaniepokojona
-Chodzi o pani przyjaciółkę, Emily Jones
-Coś jej się stało?- jeszcze bardziej się wystraszyłam
-Została pobita, jest w szpitalu St Marie, czy mogłaby pani przyjechać?
-T...tak, oo...oczywiście, zaraz tam będę-zaczęłam się jąkać i łzy napłynęły mi do oczu. Liam widząc moją twarz zapytał:
-Mel, co się stało?
-Jedź do szpitala!!
---------------------------------------------------------------------
Hej, jak wam się podobał ten rozdział??
Mam nadzieję, żę was choć trochę wciągnęło...
Następny rozdział niebawem. Komentujcie:)
Weris<3