ROZDZIAŁ 3
*Dwa tygodnie później*
-Mel! Rusz się ile mam jeszcze czekać!-krzyknęła
zniecierpliwiona Emily
-Ok! Jeszcze chwila-odkrzyknęłam jej i ostatni raz
sprawdzałam wczesniej przygotowaną listę. Po chwili zeszłam mówiąc:
-Dobra mam nadzieję, że niczego nie zapomniałm
-Na pewno wszystko jest, sprawdzałaś już chyba z osiem
razy, a teraz choć bo taksówka nam odjedzie, a ja nie chcę dreptać na lotnisko
30 kilometrów.
-Okej, okej już wychodzimy...-nie chciałam jej już dłużej
wkurzać. Przed wyjściem stanęłam jeszcze we framudze drzwi, popatrzyłam na mój
opustoszały dom i powiedziałam cicho:
-Żegnaj John...
A potem wsiadłam do samochodu, w którym czekała już na
mnie przyjaciółka i ruszyliśmy.
Na lotnisku był straszny tłok, kolejki ciągnęły się i nie
kończyły, no ale cóż to przecież normalne, na lotnisku zawsze jest strasznie
dużo ludzi. Po jakiś 45 minutach przyszła nasza kolej i kobieta siedząca za
ladą poprosiła nas o podejście, nie trzeba było mówić dwa razy, byłyśmy już tak
wkurzone tą całą sytuacją, szczególnie Emi, która cały czas marudziła, że
samolot odleci bez nas.
-Witam, proszę bilety i paszporty-powiedziała uśmiechająca
się kasjerka.
-Proszę, dwa do Londynu, na 14:30.
-Dobrze, dziękuję wszystko w porządku. Proszę kierować się
do gate-u 374 i proszę się pospieszyć bo zostało panią niecałe 25 minut. Życzę
miłego lotu.
-Dziękujemy-rzuciłam tylko i pobiegłyśmy z Emi do
wyznaczonego gate-u.
Po ok. 15 minutach siedziałyśmy już na swojich miejscach w
samolocie i czekałyśmy aż maszyna ruszy. Gdy wkońcu wylecieliśmy, ostatni raz
popatrzyłam na panoramę miasta, tyle że z góry, a następnie znalazłam sobie
wygodną pozycję i odpłynęłam.
Ze snu wyrwał mnie głos mojej przyjaciółki:
-Wstawaj, Mel zaraz lądujemy, zobacz to Londyn!-Wskazała
na miasto
-Chmmm- Powiedziałam zaspanym głosem-jaki on piękny-
ziewnęłam.
Ożywiłam się dopiero gdy samolot podchodził do
lądowania,ponieważ ciśnienie rozwalało mi głowę.
-Ała..-powiedziałam do siebie łapiąc się za czoło.
-Też cię boli głowa? Spoko to chwilowe, zaraz wylądujemy i
będzie po wszystkim-pocieszała mnie przyjaciółka.
Po lądowaniu, wysiedliśmy z samolotu zabrałyśmy bagaże i wsiadłyśmy do stojącej przed lotniskiem taksówki.
-Na 203 Park Street proszę.-powiedziała Emily do kierowcy
na co ten odpalił silnik i ruszył do naszego nowego mieszkania.
Po 20 minutach byłyśmy na miejscu, wypakowałyśmy bagaże i
weszłyśmy do domu.
Ale on jest śliczny!-skomentowała salon Emily.
-Zobacz tam jest twoja sypialnia-wskazałam na drzwi.
-A tutaj moja-pokazałam jej i sama oniemiałam z wrażenia
-Tu jest kuchnia:
-Natomiast tutaj mamy łazienkę:
-To mieszkanie jest przepiękne! I ty tu chciałaś
zamieszkać sama?!
-Szczerze to miałam cichą nadzieję że wyjedziesz ze mną,
jeśli bym jechała sama wzięłabym inne mniejsze mieszkanie, ale...
-Nie ma żadnego „ale” nie musisz się tłumaczyć ten dom
jest cudowny i cieszę się że postanowiłam z tobą pojechać a teraz musimy się
rozpakować bo zobacz ile tego jest!
Rzeczywiście moje przyjaciółka miała rację. W holu czekała
na nas masa bagaży i toreb, które czekały na opróżnienie.
-Dobra, to bierzmy się do roboty!-Zarządziłam.
--------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że rozdział się podobał :) Następny już niebawem.
Komentujcie...:)
Weris<3





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz