niedziela, 15 września 2013

Rozdział 1



*Melanie*
Budzik dzwonił niemiłosiernie i wcale nie chciał przestać. Wyłączyłam go i po chwili zmusiłam się, zsunęłam z siebie kołdrę i wstałam z łóżka.
-Kolejny smutny dzień bez Johna....-powiedziałam do siebie patrząc przez okno na zachmurzone niebo. Poszłam do łazienki wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i umalowałam.

Po porannej toalecie postanowiłam coś zjeść. Nie miałam apetyty, ale rozsądek nakazywał mi napełnić żołądek. Wybór padł na jajecznicę. Gdy skończyłam posiłek pozmywałam naczynia i wypiłam herbatę. „Nie możesz tak siedzieć, Mel rusz się z domu. Zrób zakupy, albo idź na spacer”-pomyślałam. Wzięłam torebkę, narzuciłam na siebie sweter i wyszłam kierując się w stronę parku. Chodziłam bez celu patrząc na szczęśliwe i kochające się pary. Przypomniało mi się jak z Johnem  potrafiliśmy godzinami spędzać wspólnie czas na powietrzu, rozmawiając, śmiejąc się, wygłupiając. Ale tego już nie ma. On odszedł i trzeba się z tym pogodzić. Tylko, że ja nie mogłam, tak bardzo za nim tęskniłam, tak bardzo chciałam żeby mnie przytulił, pocałował, żebym mogła mu mówić o każdej porze dnia i nocy jak bardzo go kocham.... Nagle w mojej torebce zaczął dzwonić telefon i przywołał mnie do rzeczywistości. Wyjęłam go i odebrałam.
-Cześć Mel, co porabiasz?-usłyszałam głos Emily, mojej kochanej przyjaciółki
-Hej! Jestem w parku na spacerze. Czemu dzwonisz, coś się stało?-zapytałam
-Nie,nic... tak po prostu, chciałam sprawdzić co u ciebie słychać..
-Dzięki, u mnie jest tak jak wcześniej, nic nowego... Jesteś zajęta, może się spotkamy?
-Pewnie. Bardzo chętnie.
-To co, w „naszej” kawiarni za 15 minut?
 Tak nazywałyśmy kawiarnię na rogu, w której uwielbiałyśmy przesiadywać
-Ok, to do zobaczenia!
-Pa!- pożegnałam się. Zakończyłam rozmowę i ruszyłam w stronę miejsca spotkania.
Doszłam spokojnie w 10 minut, ponieważ było stosunkowo blisko. Zajęłam miejsce przy oknie i zamówiłam cappuccino.

  Kilka minut później zobaczyłam dobrze znaną mi osobę, moją Emily, która zawsze mi pomagała i wspierała, szczególnie przez ostatnie miesiące...
-Witaj kochana-przywitała mnie i przytuliła
-Cześć- powiedziałam wymuszając uśmiech. Nie chciałam, żeby znów się o mnie martwiła, niestety ona od razu rozpoznała, że naprawdę nie jestem wesoła
- Znowu jesteś smutna.... –powiedziała
-Nie, dlaczego tak myślisz?- próbowałam się uśmiechać
-Daj spokój, mnie nie oszukasz-za dobrze mnie znała-wiem, że jest ci strasznie ciężko, ale od pogrzebu minęło już prawie pół roku. Nie możesz codziennie być taka przygnębiona,  siedzieć całymi dniami zamknięta w domu i gapić się na ścianę. Rozumiem, że bardzo kochałaś Johna, jednak nie możesz wiecznie żyć przeszłością, kiedyś na pewno znajdziesz taką osobę, którą będziesz kochała, i z którą ułożysz sobie życie.
-Emliy.... wiem, masz rację, dużo nad tym myślałam i doszłam do wniosku że to nie ma sensu...-zaczęłam
-Nie rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć-była naprawdę przejęta
-Podjęłam decyzję, która może zmienić całe moje życie-dalej trzymałam ją w niepewności
-No mów, błagam, bo nie wytrzymam!-naprawdę się przeraziła
-Ja...
-----------------------------------------------------------------------
Ten rozdział jest na razie wstępem do opowiadania. Mam nadzieję, że może komuś spodobał się i zainteresował... Komentujcie, wyrażajcie swoje opinie :)
Weris <3

2 komentarze:

  1. Fajny ;) czytam dalej :) ..,.a i mam prośbę...zajrzała byś też na mojego bloga ? , ja oczywiście będę komentowała wszystkie części po przeczytaniu..ale u mnie nikt nie komentuje...mam kilkanaście rozdziałów...i chciałabym się poradzić w pewnej sprawie... zapraszam; http://life--with--1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weszłam:)
      Jest fajny:)
      Ja sama nie mam zbyt dużego doświadczenia, ale jak będę mogła to z chęcią pomogę.
      Pozdrawiam,
      Weris<3

      Usuń