wtorek, 17 września 2013

Rozdział 4



*Następnego dnia*
Obudziłam się ok.10:00. Przeciągnęłam się i leniwie podeszłam do mojej dopiero co wypełnionej szafy by znaleźć coś odpowiedniego na dzisiejszą pogodę. Wyjrzałam przez okno. „Hmmmm....-pomyślałam- lekkie zachmurzenie, ale nie wygląda na to żeby było ciepło”. Po długim zastanowieniu postanowiłam założyć  jeden z moich ulubionych zestawów na chłodniejsze dni. 

Następnie poszłam do łazienki i po odświeżeniu się przyszłam do kuchni, gdzie moja przyjaciółka dzielnie walczyła z patelnią.
-Dzisiaj będą na śniadanie naleśniki-powiedziała, gdy w końcu udało jej się odkleić na wpół upieczonego placka od blatu...
-Yyyyy.... może ci pomogę?-zapytałam lekko śmiejąc się z jej zachowania
-Przecież ja umiem gotować...
-Na pewno?-zapytałam, uśmiechając się
-Oh, no dobra nasze przepyszne śniadanko wygląda jak by je ktoś już raz jadł...-powiedziała udajac, że płacze-ten miał być dla ciebie, tylko że.... trochę za długo był na patelni-oznajmiła podając mi tależ...-Nie gniewaj się, w domu zawsze mój brat gotował...
  

-Yyyyy... wiesz co....może ja przygotuję śniadanie, a ty idź się przygotować, bo miałam dziś w planie wspólne  zakupy, co ty na to?
-W sumie racja, przydało by się napełnić lodówkę... –powiedziała i pobiegła do swojego pokoju.
Ja w tym czasie zajęłam się naszym posiłkiem. Postanowiłam zrobić moją wersję naleśników..
Dziewczyna zjawiła się w samą porę, akurat wszystko było gotowe.

-Wow... musisz mnie nauczyć robić takie...wow-pochwaliła mnie pełna podziwu
-Oj, nie przesadzaj. To zwykłe naleśniki-powiedziałam, po czym usiadłyśmy do stołu.
Po porannym posiłku pojechałyśmy w końcu do najbliższego supermarketu, by kupić jedzenie.
*Emily*
Chodziłam między regałami szukając produktów, które Mel wypisała dla mnie na kartce. Przydzieliła mi warzywa, owoce, nabiał i słodkości. Sama zajęła się mięsem, jajkami, pieczywem oraz napojami. Byłam właśnie na dziale z słodyczami. Oglądałam po koleji prawie każde opakowanie, aż w końcu znalazłam te zawierające moją ulubioną czekoladę. Niestety była ona trochę za wysoko, więc musiałam stanąć na palcach i próbować dosięgnąć ją jedną ręką. Na moje nieszczęście w jednej chwili straciłam równowagę, a że drugą rękę miałam wypełnioną chrupkami i budyniami w proszku wszystkie rzeczy pospadały na podłogę.
-Och Emily.....-powiedziałam zganiając siebie, kucnęłam i zaczęłam zbierać opakowania.
W pewnym momencie zauważyłam, że nie tylko ja podnoszę porozrzucane produkty. Towarzyszyły mi silne, męskie ręce, które należały do...naprawdę przystojnego mężczyzny.
-Dziękuję-powiedziałam i uśmiechnęłam się
-Nie ma za co, pomoc takiej pięknej kobiecie to czysta przyjemność-odpowiedział i odwzajemnił uśmiech.
-Och ja nie przesadzałabym z tą pięknością... i dziękuję-zachichotałam
-Jestem Rick, a pani?
-Emily, możesz mi mówić po imieniu.
-Bardzo mi miło...
-Mi również... Przepraszam, ale muszę już iść, jeszcze raz dziękuję za pomoc-pożegnałam i poszłam do kasy, przy której czekała już Melanie i koszykiem pełnym zakupów.
-Do zobaczenia! Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy-usłyszałam za plecami, na co obróciłam głowę i popatrzyłam z uśmiechem na nowego znajomego. Bardzo przystojnego znajomego.
-----------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak późno wstawiłam tem rozdział, ale dzisiaj miałam masę pracy. Mam nadzieję że kolejna część się spodobała. Komentujcei.
Weris<3

poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 3



ROZDZIAŁ  3
*Dwa tygodnie później*
-Mel! Rusz się ile mam jeszcze czekać!-krzyknęła zniecierpliwiona Emily
-Ok! Jeszcze chwila-odkrzyknęłam jej i ostatni raz sprawdzałam wczesniej przygotowaną listę. Po chwili zeszłam mówiąc:
-Dobra mam nadzieję, że niczego nie zapomniałm
-Na pewno wszystko jest, sprawdzałaś już chyba z osiem razy, a teraz choć bo taksówka nam odjedzie, a ja nie chcę dreptać na lotnisko 30 kilometrów.
-Okej, okej już wychodzimy...-nie chciałam jej już dłużej wkurzać. Przed wyjściem stanęłam jeszcze we framudze drzwi, popatrzyłam na mój opustoszały dom i powiedziałam cicho:
-Żegnaj John...
A potem wsiadłam do samochodu, w którym czekała już na mnie przyjaciółka i ruszyliśmy.
Na lotnisku był straszny tłok, kolejki ciągnęły się i nie kończyły, no ale cóż to przecież normalne, na lotnisku zawsze jest strasznie dużo ludzi. Po jakiś 45 minutach przyszła nasza kolej i kobieta siedząca za ladą poprosiła nas o podejście, nie trzeba było mówić dwa razy, byłyśmy już tak wkurzone tą całą sytuacją, szczególnie Emi, która cały czas marudziła, że samolot odleci bez nas.
-Witam, proszę bilety i paszporty-powiedziała uśmiechająca się kasjerka.
-Proszę, dwa do Londynu, na 14:30.
-Dobrze, dziękuję wszystko w porządku. Proszę kierować się do gate-u 374 i proszę się pospieszyć bo zostało panią niecałe 25 minut. Życzę miłego lotu.
-Dziękujemy-rzuciłam tylko i pobiegłyśmy z Emi do wyznaczonego gate-u.
Po ok. 15 minutach siedziałyśmy już na swojich miejscach w samolocie i czekałyśmy aż maszyna ruszy. Gdy wkońcu wylecieliśmy, ostatni raz popatrzyłam na panoramę miasta, tyle że z góry, a następnie znalazłam sobie wygodną pozycję i odpłynęłam.
Ze snu wyrwał mnie głos mojej przyjaciółki:
-Wstawaj, Mel zaraz lądujemy, zobacz to Londyn!-Wskazała na miasto
-Chmmm- Powiedziałam zaspanym głosem-jaki on piękny- ziewnęłam.
Ożywiłam się dopiero gdy samolot podchodził do lądowania,ponieważ ciśnienie rozwalało mi głowę.
-Ała..-powiedziałam do siebie łapiąc się za czoło.
-Też cię boli głowa? Spoko to chwilowe, zaraz wylądujemy i będzie po wszystkim-pocieszała mnie przyjaciółka.
Po lądowaniu, wysiedliśmy z samolotu zabrałyśmy bagaże i wsiadłyśmy do stojącej przed lotniskiem taksówki.
-Na 203 Park Street proszę.-powiedziała Emily do kierowcy na co ten odpalił silnik i ruszył do naszego nowego mieszkania.
Po 20 minutach byłyśmy na miejscu, wypakowałyśmy bagaże i weszłyśmy do domu.
Ale on jest śliczny!-skomentowała salon Emily.


-Zobacz tam jest twoja sypialnia-wskazałam na drzwi.


-A tutaj moja-pokazałam jej i sama oniemiałam z wrażenia


-Tu jest kuchnia:


-Natomiast tutaj mamy łazienkę:


-To mieszkanie jest przepiękne! I ty tu chciałaś zamieszkać sama?!
-Szczerze to miałam cichą nadzieję że wyjedziesz ze mną, jeśli bym jechała sama wzięłabym inne mniejsze mieszkanie, ale...
-Nie ma żadnego „ale” nie musisz się tłumaczyć ten dom jest cudowny i cieszę się że postanowiłam z tobą pojechać a teraz musimy się rozpakować bo zobacz ile tego jest!
Rzeczywiście moje przyjaciółka miała rację. W holu czekała na nas masa bagaży i toreb, które czekały na opróżnienie.
-Dobra, to bierzmy się do roboty!-Zarządziłam.
--------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że rozdział się podobał :) Następny już niebawem.
Komentujcie...:)
Weris<3

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 2



*Emily*
Naprawdę nie wiedziałam o co jej chodziło...
-No mów, błagam, bo nie wytrzymam- strasznie się bałam, że stało się coś złego.
Po chwili Melanie ze smutkiem oznajmiła:
-Ja... Wyprowadzam się z tąd.
Doznałam szoku. Jak to moja najlepsza przyjaciółka chce wyjeczać? Dlaczego? Przecież tu się urodziła, wychowała, zna to miasto jak własną kieszeń, każdy park, każdą galerię handlową wszystko tu jest takie „rodzinne” i ona chce to zostawić...?
-Dlaczego?! Gdzie?! Kiedy?!-zaczęłam zadawać wszystkie pytania jakie przychodziły mi do głowy.
-Wyjeżdzam za dwa tygodnie, do Londynu, do Angli.
Teraz to mnie kompletnie rozwaliła. Do Angli?! Myślałam, że chociaż gdzieś niedaleko, może do jej rodziców, ale do innego, zupełnie nieznanego jej kraju, daleko stąd?!
-Dlaczego?!-spytałam wstrząśnięta tą informacją
-Doszłam do wniosku, że jeśli naprawdę chcę zapomnieć o Johnie to muszę wyjechać. Zobacz tylko, cała okolica mi go przypomina, wszystko tutaj mi się z nim kojarzy. Cały czas o nim myślę i nie mogę przestać.W Londynie mogę zacząć nowe życie, przynajmniej spróbuję, tam wszystko będzie inne, zupełnie inne niż tutaj. Myślę, że to będzie dużo znaczący, ale jednak dobry krok w moim życiu, który pomoże mi zapomnieć o przeszłości i zacząć wszystko od nowa.
-Ale....ale....-nie mogłam nic z siebie wydusić, a w oczach stanęły mi łzy.
*Melanie*
-Emily....proszę nie płacz, wszystko się jakoś ułoży, proszę....nie bądź smutna...-dziewczyna była tą sytuacją zdruzgotana.
-Jak mam nie być smutna? Moja najlepsza przyjaciółka właśnie mi powiedziała, że zamierza się wyprowadzić do innego kraju i że już nie będziemy utrzymywać ze sobą kontaktu, a...
-Przecież będziemy do siebie dzwonić, kontaktować się przez skypa. Jest wiele różnych sposobów-przerwałam jej-jesteś jedną z najważniejszych dla mnie osób i miłabym o tobie zapomnieć?! Proszę cię nigdy tak nie myśl....
-Przepraszam...- powiedziala po krótkiej ciszy i spuściła wzrok
-Za co ty mnie niby przepraszasz?!-byłam naprawdę zdziwiona
-Za to, postąpiłam tak egoistycznie. Masz rację, jeśli  uważasz że to ci pomoże w znalezieniu szczęścia i zapomnięcia o tych wszystkich smutnych momentach to powinnaś pojechać. Nie mogę cię zatrzymywać bez względu na to jak bardzo będę tęsknić. Ważne jest to żebyś była szczęśliwa.
-Kocham cię Emily i dziękuję, że zawsze jesteś ze mną i mi pomagasz, nie wiem jak ja sobie bez ciebie poradzę. Tak bardzo bym chciała, żebyś poleciała ze mną...-naprawdę tego chciałam
-Poczekaj........ przecież ty sobie tam sama nie poradzisz ....-obie cicho zachichotałyśmy, ale nie wiedziałam o co jej chodzi
-Ale, o co ci chodzi...... czy ty....-przez chwilę napłynęła nadzieja
- Ja muszę i chcę polecieć z tobą- przytuliłam ją i zaczęłam cicho piszczeć, bo nie mogłam uwierzyć w to co powiedziała
-Jesteś najkochańszą przyjaciółką na świecie!!!- tak to była prawda
-Czyli się zgadzasz?
-Tak, oczywiście, że tak, nawet nie wiesz jak się cieszę!
-Nie mogę zostawić cię samej na pastwę Londynu, nie ma mowy!-jednocześnie się zaśmiałyśmy
-Zawsze byłyśmy i zawsze będziemy trzymać się razem!
*Dzwie godziny później*
Po tej emocjonalnej rozmowie w kawiarni i po małych zakupach w galerii wróciłam do domu wzięłam  szybką kompiel i zaczęłam pakować pierwsze rzeczy do przygotowanych, brązowych katronów.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że się spodobał.... Jeśli tak to komentujcie, to będzie dla mnie znak, że ktoś poświęcił  mi chwilę... :)
Weris<3

Rozdział 1



*Melanie*
Budzik dzwonił niemiłosiernie i wcale nie chciał przestać. Wyłączyłam go i po chwili zmusiłam się, zsunęłam z siebie kołdrę i wstałam z łóżka.
-Kolejny smutny dzień bez Johna....-powiedziałam do siebie patrząc przez okno na zachmurzone niebo. Poszłam do łazienki wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i umalowałam.

Po porannej toalecie postanowiłam coś zjeść. Nie miałam apetyty, ale rozsądek nakazywał mi napełnić żołądek. Wybór padł na jajecznicę. Gdy skończyłam posiłek pozmywałam naczynia i wypiłam herbatę. „Nie możesz tak siedzieć, Mel rusz się z domu. Zrób zakupy, albo idź na spacer”-pomyślałam. Wzięłam torebkę, narzuciłam na siebie sweter i wyszłam kierując się w stronę parku. Chodziłam bez celu patrząc na szczęśliwe i kochające się pary. Przypomniało mi się jak z Johnem  potrafiliśmy godzinami spędzać wspólnie czas na powietrzu, rozmawiając, śmiejąc się, wygłupiając. Ale tego już nie ma. On odszedł i trzeba się z tym pogodzić. Tylko, że ja nie mogłam, tak bardzo za nim tęskniłam, tak bardzo chciałam żeby mnie przytulił, pocałował, żebym mogła mu mówić o każdej porze dnia i nocy jak bardzo go kocham.... Nagle w mojej torebce zaczął dzwonić telefon i przywołał mnie do rzeczywistości. Wyjęłam go i odebrałam.
-Cześć Mel, co porabiasz?-usłyszałam głos Emily, mojej kochanej przyjaciółki
-Hej! Jestem w parku na spacerze. Czemu dzwonisz, coś się stało?-zapytałam
-Nie,nic... tak po prostu, chciałam sprawdzić co u ciebie słychać..
-Dzięki, u mnie jest tak jak wcześniej, nic nowego... Jesteś zajęta, może się spotkamy?
-Pewnie. Bardzo chętnie.
-To co, w „naszej” kawiarni za 15 minut?
 Tak nazywałyśmy kawiarnię na rogu, w której uwielbiałyśmy przesiadywać
-Ok, to do zobaczenia!
-Pa!- pożegnałam się. Zakończyłam rozmowę i ruszyłam w stronę miejsca spotkania.
Doszłam spokojnie w 10 minut, ponieważ było stosunkowo blisko. Zajęłam miejsce przy oknie i zamówiłam cappuccino.

  Kilka minut później zobaczyłam dobrze znaną mi osobę, moją Emily, która zawsze mi pomagała i wspierała, szczególnie przez ostatnie miesiące...
-Witaj kochana-przywitała mnie i przytuliła
-Cześć- powiedziałam wymuszając uśmiech. Nie chciałam, żeby znów się o mnie martwiła, niestety ona od razu rozpoznała, że naprawdę nie jestem wesoła
- Znowu jesteś smutna.... –powiedziała
-Nie, dlaczego tak myślisz?- próbowałam się uśmiechać
-Daj spokój, mnie nie oszukasz-za dobrze mnie znała-wiem, że jest ci strasznie ciężko, ale od pogrzebu minęło już prawie pół roku. Nie możesz codziennie być taka przygnębiona,  siedzieć całymi dniami zamknięta w domu i gapić się na ścianę. Rozumiem, że bardzo kochałaś Johna, jednak nie możesz wiecznie żyć przeszłością, kiedyś na pewno znajdziesz taką osobę, którą będziesz kochała, i z którą ułożysz sobie życie.
-Emliy.... wiem, masz rację, dużo nad tym myślałam i doszłam do wniosku że to nie ma sensu...-zaczęłam
-Nie rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć-była naprawdę przejęta
-Podjęłam decyzję, która może zmienić całe moje życie-dalej trzymałam ją w niepewności
-No mów, błagam, bo nie wytrzymam!-naprawdę się przeraziła
-Ja...
-----------------------------------------------------------------------
Ten rozdział jest na razie wstępem do opowiadania. Mam nadzieję, że może komuś spodobał się i zainteresował... Komentujcie, wyrażajcie swoje opinie :)
Weris <3