sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 14


Przeczytajcie notkę pod rozdziałem!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Oczami Zayna*

Cholera.
Kurwa.
Cholera, kurwa, cholera, kurwa, cholera
Kurwa.

Stałem jak baran na środku hallu gapiąc się bezmyślnie w osoby, które właśni, przekroczyły próg potężnych drzwi. A dokładnie w jedną osobę. Drobną brunetkę z falowanymi włosami opadającymi swobodnie na ramiona, radosną twarzą pełną energii i brązowymi oczami, które były przyciągające, jak magnesy. Dosłownie dwa magnesy na środku twarzy. Najistotniejsze było teraz to, że to była ona. Nawet nie wiem jak i dlaczego ją tak szybko rozpoznałem. Było ciemno, ona cała pobita, a jednak ja, gdy po raz pierwszy tu na nią zerknąłem przed oczami pojawiło mi się całe zdarzenie z przed tygodnia. To była ona, mówię to po raz setny, ale to na prawdę ta dziewczyna. Nie da się jej pomylić, jest taka... wyjątkowa, inna.  Wyróżnia się i to zdecydowanie. Jakby miała przyczepiony do czoła rażący po oczach odblask o wielkości znaku drogowego z napisem „HEJ TO JA!” (o czym ja myślę?!). 
To ją uratowałem od tego ohydnego dupka, to ją starałem się utrzymać przy życiu, aż do przyjazdu karetki, którą wcześniej wezwałem, to ona mnie wtedy pocałowała. Zrobiła to tak delikatnie, czule, ale i kusząco. Mimo tego, że ledwo utrzymywała się przy życiu smak jej warg był wspaniały. Najgorsze było jednak to, że dziewczyna nie wiedziała kogo obdarzyła pocałunkiem. Pamiętam dokładnie, powiedziała "Dziękuję Rick", a nie " Dziękuję Zayn".  Gorzej, ona nawet pewnie nie wie kim jest Zayn, ale to się nie długo zmieni. W każdym razie nadal nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Moja mina musiała być bezcenna. Stoi sobie oto tutaj taki słup i gapi się na dziewczynę, jakby była jednym, wielkim hamburgerem, a on nie jadłby od tygodnia.
Świetnie. Brawo Malik, idealne pierwsze wrażenie. Uwaga, bo zaraz się na ciebie rzuci. Lampiłem się tak jeszcze chwilę bezmyślnie, aż któryś z tych kartonów, bodajże Niall szturchnął mnie w ramię.
Huh, powróciłem do świata normalnie myślących.
 -Cześć chłopaki to jest moja przyjaciółka, Emily- przedstawiła brunetkę Melanie, gdy razem weszły do salonu.
Hmmm.... a więc Emily...
Ogar, Zayn ogar...
Nie no, Emily idealnie pasuje...
Głupi jestem, pewnie ma chłopaka...ten Rick, o którym mówiła...
- Hej- z ust brunetki wydobył się melodyjny głos
- Jestem Louis- oczywiście pierwszy wyskoczył Lou. Ta... on to zawsze Happy World, normalnie dziecko szczęścia. Czasami wydaje mi się jakby on w ogóle nie miał problemów. Albo raczej jego największymi zmartwieniem był wzorek na bokserkach, które miał ubrać. Hmmm... Surerman, Spidermad czy Batman?  Ciekawe...
-Hej Emily, my się już znamy- jako drugi przywitał się Loczek. No tak, to przecież oczywiste, że musieli się kiedyś poznać, pewnie Mel ich sobie przedstawiła. Ciekawe co on o niej wie? Muszę go później podpytać. Jak na gentelmana przystało uścisnął dziewczynie dłoń, obdarzając ją smilem Oczywiście Romeo posłał uśmiech również Mel. Ta... on do kobiet pierwszy. Z drugiej jednak strony, mówił nam, że z blondynką zna się od dawna i są przyjaciółmi, ale wydaje mi się jakby on coś do niej  czuł. Haha coś mi się wydaje, że robi nam się niezły trójkącik. Oni siedzą całe wieczory razem śmiejąc się i żartując, a Liam kipi z zazdrości jak stary czajnik z wrzącą wodą.  
Moje porównania zaczynają mnie przerażać. 
Potem przedstawił się Nialler dorzucając do tego jakiegoś suchara, a potem czas przyszedł na mnie.
-Zayn- wydusiłem uśmiech i spojrzałem na chwile w oczy brunetki. Z miłego jej wyraz twarzy zmienił się w lekkie zdziwienie pomieszane z zaciekawieniem i podejrzliwością. Patrzyła mi prosto w oczy i dokładnie ilustrowała twarz. Czy ona mnie... rozpoznała?
- My się znamy?- zapytała po chwili cały czas na mnie patrząc
- Yyy... chyba nie- bąknąłem. Czemu skłamałem? Nie wiem, chyba lekko spanikowałem.


*Oczami Emily*

 Wszyscy wydawali się mili i przyjaźnie nastawieni, ale zaciekawił mnie ten Zayn. Nie wiem dlaczego jego głos wydawał mi się jakby znajomy. Te oczy i rysy twarzy też musiałam już kiedyś widzieć. Ale to nie było coś w stylu, że spotkałam go na ulicy, tylko jakbym widziała go w śnie. Tak, jakby mi się kiedyś przyśnił. To jest dziwne, ale czuję potrzebę pogadania z nim i bliższego poznania. Po kilku minutach usiedliśmy do stołu i jedliśmy obiad. Mniam.... dokładnie nie wiem co to było, ale grunt, że smakowało. Pewnie to zasługa Harrego, przecież zawsze dobrze gotował. Oj Mel ma szczęście, że trafiła na takiego chłopaka jak on. Uważam, że to co kiedyś zrobił, to przez głupotę, ale mam nadzieję, że teraz trochę zmądrzał i razem z Melanie utrzymają dobry kontakt. Jej szczęście jest dla mnie bardzo ważne. Jest dla mnie jak młodsza siostra.
Siedząc przy stole po kolei obserwowałam każdego z osobna. Mel prowadziła luźną rozmowę z Harrym i Liamem, śmiali się i żartowali, ten blondyn... Niall zawzięcie o czymś dyskutował z... bodajże Louisem, natomiast yyy.... Zayn, tak Zayn siedział smutny i lekko naburmuszony ze wzrokiem wbitym w stół. Hmm... ciekawe zajęcie... nie no nie powiem, stół był całkiem ładny, nieźle komponował się z pozostałymi meblami, ale według mnie nie był jakimś niespotykanym zjawiskiem przyrody. Może tylko ja tak uważam? Haha nie ważne, ciekawe co go tak zasmuciło, może ma jakiś problem, a może po prostu jest zamknięty w sobie? Chciałabym go może jakoś pocieszyć, ale może nie powinnam pchać się w cudze sprawy. Nie wiem, może.... stop! Za dużo razy używam słowa "może". A poza tym powinnam nauczyć się imion chłopaków, bo wygląda na to, że chyba tak szybko się nie rozstaniemy.
Po miłym spędzeniu czasu w domu One Direction wszyscy razem udaliśmy się na spacer. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się w parku. Powoli chodziliśmy śmiejąc się i opowiadając różne historie. W pewnym momencie poczułam wibracje. Szybko wyjęłam komórkę z torebki i na chwilę oddaliłam sie od reszty. Hmm... numer nieznany, ciekawy kto to może być. 
- Mało ci po ostatnim spotkaniu?- usłyszałam niski głos. Na mojej skórze momentalnie pojawiły się ciarki, a wnętrzności ścisnęły się, łącząc się prawie w jedność.- Gdyby nie ten sukinsyn dawno byś już nie żyła. 
- Kim jesteś?- spytałam przerażona
- Twoim przyjacielem. Hmm... widzę, że się za mną stęskniłaś, bo wróciłaś na miejsce, w którym niedawno się widzieliśmy
- Gdzie ty jesteś?- prawie, że krzyknęłam, na szczęście nikt z towarzyszących mi osób tego nie usłyszał. W moich oczach stanęły łzy.
- Dostatecznie blisko by swobodnie cię obserwować- momentalnie zaczęłam się rozglądać- heh.. nie szukaj mnie, nie znajdziesz, ale nie martw się niedługo znów się spotkamy. Jeżeli ktoś się dowie o tej rozmowie to nie skończy się to dla ciebie dobrze mała, a policja i tak jest za durna żeby mnie złapać. Uważaj na siebie i swoich przyjaciół...- usłyszałam tylko ohydny, gruby śmiech, a potem facet, z którym rozmawiałam rozłączył się. Łzy spływały po moich policzkach,  lecz od razu zaczęłam je ścierać. Jeżeli Mel, albo któryś z chłopaków zobaczą ślady na mojej twarzy od razu zaczną się wypytywać. Nie mogę im powiedzieć, jeżeli ten typ coś im zrobi to nie daruję sobie tego. 
- Emi, wszystko ok?- zapytała blondynka
-Ta, jasne, wujek dzwonił, kupił nowy traktor i musi się pochwalić całej rodzinie- serio traktor?! Emily nie mogłaś wpaść na coś lepszego
-Na pewno? Wydawało mi się, że czegoś się wystraszyłaś
- Tak, tylko ci się wydawało, jest dobrze- uwierz, uwierz...proszę..
- Dobra, to chodź, idziemy- jest! Nie lubię okłamywać Mel, ale tym razem nie miałam wyboru.
Po około pięciu godzinach Liam odwoził nas do naszego mieszkania. Dlaczego tak długo?
W drodze powrotnej chłopcy pokazali nam fajną kawiarnię, w której wspólnie usiedliśmy i spędziliśmy czas. Później wróciliśmy do willi i obejrzeliśmy jakąś komedię. 
W pewnej chwili silnik ucichł, a moim oczom ukazał się dobrze mi znany blok. Wysiadłam z ciepłego samochodu, i gdy tylko zamknęłam drzwi moje ciało otulił chłodny wiatr. Czym prędzej przy pomocy chłopaka wyjęłyśmy wszystkie nasze torby i udałyśmy się do przytulnego mieszkania.

*Kilka tygodni później*



*Oczami Melanie*



-Emi, zaraz się zagotuję!- krzyknęłam do biegającej w kółko po swoim pokoju brunetki. –Czego ty tam tak usilnie szukasz?- zapytałam wkurzona. Stałam przy wyjściu w płaszczu, butach i mojej torebce, w której miałam dzisiaj tylko komórkę, portfel i chyba błyszczyk. Nie chciałam cały dzień dźwigać wszystkich zupełnie niepotrzebnych rzeczy, a zważywszy na to, że czekała nas masa zakupów dużo lepszym pomysłem było wyjęcie zbędnych gratów.


Zostało tylko kilkanaście dni do rozpoczęcia roku szkolnego, więc postanowiłyśmy wybrać się do centrum handlowego i lekko odświeżyć nasze garderoby.
-Znalazłam!- usłyszałam radosny pisk. Po chwili z sypialni wyszła całkiem ładnie ubrana brunetka z wielkim uśmiechem na twarzy. W kilkanaście sekund przygotowała się do wyjścia i w końcu opuściłyśmy progi mieszkania.

*Trzy godziny później*

-Wow Mel, naprawdę ślicznie wyglądasz-skomentowała Emily widząc mnie w skromnej, czarnej sukience zasłaniającej większą część uda. Była miejscami koronkowa, zdobiona czarnymi cekinami lub brylancikami. Nie czułam się w niej zbyt komfortowo, zważywszy na to, że jestem jakąś boginią piękności.
-Wiesz co, ona jest chyba za krótka, może weźmiemy inną...
-Nie, masz ją kupić, albo zrobię to sama, na pewno będziemy szły na jakąś imprezę, a ty jak zauważyłam nie masz za dużo kiecek, a szkoda...
-Hmm....to co?- obróciłam się jeszcze raz i niepewnie popatrzyłam na przyjaciółkę.
-Jak to co, bierzemy ją-zarządziła.
Podeszłyśmy do kasy i zapłaciłyśmy za tą „jakże przecudowną” słowami Emily sukienkę.
Następnie wyszłyśmy i skierowałyśmy się do baru z mrożonymi jogurtami obładowane zakupami. Każda z nas miała przynajmniej pięć  różnych wielkości, papierowych toreb z nadrukami  poszczególnych nazw sklepów i marek. Kupiłyśmy desery i zmęczone ruszyłyśmy na parking.
Po 15 minutach byłyśmy z powrotem pod naszym domem. Wygramoliłyśmy się jakoś z samochodu i weszłyśmy na klatkę schodową. Stojąc pod drzwiami czekałam, aż brunetka znajdzie klucze. Oparłam się o klamkę i po chwili poczułam jak upadam.
-Co? Pamiętam jak zamykałyśmy dom.- powiedziałam zdziwiona. Popatrzyłam na  Emily, która również z lekkim strachem uchyliła bardziej drzwi. Po chwili dziewczyna otworzyła szeroko oczy i usta, na twarzy wymalowało się przerażenie, a po policzkach zaczęły strupkiem spływać łzy. To nie wróżyło nic dobrego. Byłam zupełnie zdezorientowana. Poszłam w jej ślady i obróciłam głowę. To co zobaczyłam było.... koszmarem....

-------------------------------------------------------------
No i na tym kończymy rozdział 14.
Mam nadzieję, że się spodoba.
Wszystkiego najlepszego na nowy rok, szczęścia, zdrowia, i spełnienia marzeń <3
Pomyślałam sobie ostatnio, że może zaczniemy się bawić w szantaże? xD
Co wy na to?
Tak więc: 5 komentarzy + może uda się 1000 wejść ;) = nowy ^^^

Plus!

Chciałam wam polecić bloga mojej przyjaciółki. Na pewno będzie jej miło:)   http://czymoglobyclepiej.blogspot.com/


Weris <3

 

5 komentarzy:

  1. Super rozdział! Genialnie piszesz! Gdybym tak umiała pisać jak ty to też bym założyła bloga no ale jest problem nie umiem pisać chyba muszę wziąć od ciebie korepetycję :) hahaha. To no czekam na next'a ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Next :* To jest genialne

    OdpowiedzUsuń
  3. Nominowałam twój blog do The Versetile Blogger Awards więcej informacji tu -->
    http://yoursure.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahahah liczba odwiedzin-969 hahahaha nie mogę. Przypadek-nie sądzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No genialne. Neeeeext <3

    OdpowiedzUsuń