5 komentarzy = nowy rozdział :)
przeczytaj notkę pod rozdziałem
* Oczami Liam'a*
- Harry..
- Nie ma mowy!- powiedział ostro
- Stary, uspokój się- odpowiedziałem wolno
- Jestem spokojny- syknął
- Wracajmy do domu, to nie ma sensu- starałem się przemówić chłopakowi do rozumu
- Nie będę nigdzie, kurwa, wracał!- podniósł ton głosu, a dłonie jeszcze bardziej zacisnął na kierownicy, tak, że pobielały mu kostki.
- Harry zawróć. Jest prawie piąta nad ranem, jeździliśmy całą noc, dalsze kręcenie się na obrzeżach miasta nie ma sensu. Wrócimy do domu, prześpisz się i zgłosimy to na policję.- ponowiłem próbę. Starałem się wytłumaczyć mu, iż to się nie uda. Nie chodzi o to, że Melanie mnie nie obchodzi. Martwię się o nią, bardzo, lecz wiem, że ktoś musi myśleć racjonalnie, a tą osobą na pewno nie będzie Hazza. Uważam, że ledwo żyjący chłopak prędzej spowoduje wypadek, lub wjedzie w jakieś drzewo niż znajdzie blondynkę. Oprócz tego, że wyglądał jak trup, miał ręce sztywno zaciśnięte na kierownicy i skamieniały wyraz twarzy.
- Nie będę spał wiedząc, że Mel grozi niebezpieczeństwo. Znajdziemy ją.- o i zapomniałem dodać jeszcze, że miał szczękę zaciśniętą tak, jakby chciał połamać sobie wszystkie zęby. Był cały spięty i zdeterminowany.
- Zatrzymaj się.
- Nie.
- Zatrzymaj!- podniosłem głos.
- Nie!
- Kurwa, stój!- wrzasnąłem. Samochód gwałtownie zahamował, prawie wpadłem na przednią szybę. Nim się obejrzałem usłyszałem trzask drzwi samochodowych i na maksa wkurzonego Harry'ego idącego w stronę małego, srebrnego Mercedesa starej klasy różniącego się od mojego ciemnego Land Rover'a. Chłopak zaraz wybuchnie.
Niedobrze.
Szybko otworzyłem moje drzwi, od strony pasażera i pobiegłem w stronę Lokersa, wydzierającego się na faceta, który kierował osobówką.
- Co ty sobie, kurwa, wyobrażasz?! Myślisz, że możesz każdemu tak po prostu zajeżdżać drogę?!- darł się mój przyjaciel. Harry wrzeszczący i przeklinający na innego kierowcę? Jest jedną z bardziej tolerancyjnych osób na drodze jakie znam. Nie widziałem nigdy, żeby wkurzał się podczas jazdy.
Gdzie jest Hazza?
- Proszę pana, niech się pan uspokoi- facet około czterdziestki próbował opanować sytuację, lecz chyba na marne.
- Wjeżdżasz mi na środek skrzyżowania i mówisz, żebym się uspokoił?! Człowieku, przez ciebie, kurwa, mogłem spowodować wypadek!!- wydzierał się brunet
- Proszę pana, jechał pan na podporządkowanej, poza tym z tego co widzę miał pan znak stop, ja natomiast jechałem główną i miałem zielone światło. Proszę się uspokoić, albo wezwę policję.- ostrzegł mężczyzna.
- Te swoje zielone światło, to możesz sobie....- w tym momencie położyłem ręce na ramionach przyjaciela i próbowałem go odciągnąć.
- Harry dosyć- powiedziałem groźnie patrząc na jego pociemniałe oczy- przepraszam pana, kolega jest ostatnio zbyt nerwowy- uśmiechnąłem się przepraszająco w stronę faceta, wyraźnie go uspokajając. Przepchnąłem jakoś nabuzowanego Lokersa w stronę mojego auta.
- Liam, kurwa...- chciał zacząć, ale mu przerwałem
- Nie uważasz, że to przesada? Wyżywasz się na obcym mężczyźnie bo nie możesz znaleźć Melanie, która oprócz porwania, równie dobrze może być u znajomego, lub w hotelu. Co jeśli tamten chłopak, był jej kumplem ze szkoły, albo coś? Nie pomyślałeś o tym? Jesteś przewrażliwiony i nie myślisz logicznie. Teraz ja mówię, co robimy. Siadaj na miejscu pasażera i jedziemy do domu.
- Czy ty nie rozumiesz, że ona...
- Zamknij się! Jedziemy do domu. Koniec.- wkurzył mnie. Skoro spokojne gadanie do niego nie dociera, zastosowałem jego metodę i zacząłem wrzeszczeć.
Podziałało.
- Nie ma mowy!- powiedział ostro
- Stary, uspokój się- odpowiedziałem wolno
- Jestem spokojny- syknął
- Wracajmy do domu, to nie ma sensu- starałem się przemówić chłopakowi do rozumu
- Nie będę nigdzie, kurwa, wracał!- podniósł ton głosu, a dłonie jeszcze bardziej zacisnął na kierownicy, tak, że pobielały mu kostki.
- Harry zawróć. Jest prawie piąta nad ranem, jeździliśmy całą noc, dalsze kręcenie się na obrzeżach miasta nie ma sensu. Wrócimy do domu, prześpisz się i zgłosimy to na policję.- ponowiłem próbę. Starałem się wytłumaczyć mu, iż to się nie uda. Nie chodzi o to, że Melanie mnie nie obchodzi. Martwię się o nią, bardzo, lecz wiem, że ktoś musi myśleć racjonalnie, a tą osobą na pewno nie będzie Hazza. Uważam, że ledwo żyjący chłopak prędzej spowoduje wypadek, lub wjedzie w jakieś drzewo niż znajdzie blondynkę. Oprócz tego, że wyglądał jak trup, miał ręce sztywno zaciśnięte na kierownicy i skamieniały wyraz twarzy.
- Nie będę spał wiedząc, że Mel grozi niebezpieczeństwo. Znajdziemy ją.- o i zapomniałem dodać jeszcze, że miał szczękę zaciśniętą tak, jakby chciał połamać sobie wszystkie zęby. Był cały spięty i zdeterminowany.
- Zatrzymaj się.
- Nie.
- Zatrzymaj!- podniosłem głos.
- Nie!
- Kurwa, stój!- wrzasnąłem. Samochód gwałtownie zahamował, prawie wpadłem na przednią szybę. Nim się obejrzałem usłyszałem trzask drzwi samochodowych i na maksa wkurzonego Harry'ego idącego w stronę małego, srebrnego Mercedesa starej klasy różniącego się od mojego ciemnego Land Rover'a. Chłopak zaraz wybuchnie.
Niedobrze.
Szybko otworzyłem moje drzwi, od strony pasażera i pobiegłem w stronę Lokersa, wydzierającego się na faceta, który kierował osobówką.
- Co ty sobie, kurwa, wyobrażasz?! Myślisz, że możesz każdemu tak po prostu zajeżdżać drogę?!- darł się mój przyjaciel. Harry wrzeszczący i przeklinający na innego kierowcę? Jest jedną z bardziej tolerancyjnych osób na drodze jakie znam. Nie widziałem nigdy, żeby wkurzał się podczas jazdy.
Gdzie jest Hazza?
- Proszę pana, niech się pan uspokoi- facet około czterdziestki próbował opanować sytuację, lecz chyba na marne.
- Wjeżdżasz mi na środek skrzyżowania i mówisz, żebym się uspokoił?! Człowieku, przez ciebie, kurwa, mogłem spowodować wypadek!!- wydzierał się brunet
- Proszę pana, jechał pan na podporządkowanej, poza tym z tego co widzę miał pan znak stop, ja natomiast jechałem główną i miałem zielone światło. Proszę się uspokoić, albo wezwę policję.- ostrzegł mężczyzna.
- Te swoje zielone światło, to możesz sobie....- w tym momencie położyłem ręce na ramionach przyjaciela i próbowałem go odciągnąć.
- Harry dosyć- powiedziałem groźnie patrząc na jego pociemniałe oczy- przepraszam pana, kolega jest ostatnio zbyt nerwowy- uśmiechnąłem się przepraszająco w stronę faceta, wyraźnie go uspokajając. Przepchnąłem jakoś nabuzowanego Lokersa w stronę mojego auta.
- Liam, kurwa...- chciał zacząć, ale mu przerwałem
- Nie uważasz, że to przesada? Wyżywasz się na obcym mężczyźnie bo nie możesz znaleźć Melanie, która oprócz porwania, równie dobrze może być u znajomego, lub w hotelu. Co jeśli tamten chłopak, był jej kumplem ze szkoły, albo coś? Nie pomyślałeś o tym? Jesteś przewrażliwiony i nie myślisz logicznie. Teraz ja mówię, co robimy. Siadaj na miejscu pasażera i jedziemy do domu.
- Czy ty nie rozumiesz, że ona...
- Zamknij się! Jedziemy do domu. Koniec.- wkurzył mnie. Skoro spokojne gadanie do niego nie dociera, zastosowałem jego metodę i zacząłem wrzeszczeć.
Podziałało.
*Oczami Harry'ego*
Miałem dość.
Nie, nie mogłem odpuścić.
Ból głowy rozsadzał mi czaszkę od środka, ale to pewnie od nieprzespanej nocy. Może byłem lekko zmęczony, ale myśl o spokojnym zaśnięciu nie przechodziła nawet przez mój umysł. Złość, zdenerwowanie, strach, zdeterminowanie by tylko ją znaleźć. Z całego serca pragnąłem ujrzeć jej twarz, uśmiech, oczy, wiedzieć, że jest bezpieczna. Najgorsze było jednak to, że kompletnie nie wiedziałem gdzie znajduje się Melanie. Wizja dziewczyny, w łapach jakiegoś obleśnego typa łamała mnie od środka.
Dosłownie.
Gdy tylko wyobrażałem sobie, że blondynce może stać się krzywda wewnątrz cały płonąłem i trząsłem się ze złości, natomiast narządy po kolei rozłamywały się na kawałki. Próbowałam tłumaczyć sobie, że może naprawdę nic wielkiego się nie stało, ale podświadomość podsuwała mi najstraszniejsze opcje. Miałem złe przeczucie.
Od kąd zorientowałem się, że Mel nie ma stałem się kłębkiem nerwów. Nie byłem w stanie normalnie funkcjonować. Nawet prowadząc, przed oczami miałem twarz blondynki. Myślałem, że zwariuję. Potem Liam zaczął pieprzyć coś, że to bez sensu, ale szczerze? Jego słowa nie zbyt do mnie trafiały. W mojej głowie cały czas ktoś krzyczał " Znajdź ją!! Ona jest w niebezpieczeństwie!!" . Nic innego do mnie nie trafiało. Wszystko dookoła było stłumione, jedynym wyraźnym dźwiękiem był ten właśnie oto głos, gdzieś wewnątrz mojego umysłu.
Jedynym na tyle silnym impulsem był właśnie ten srebrny rzęch, który prawie wjechał mi pod koła. Do końca nie wiedziałem co robię, po chwili już stałem i wydzierałem się na kierowcę. W jednym momencie wszystkie emocje przybrały punkt kulminacyjny i nie mogłem powstrzymać napadu gniewu. Przez chwilę miałem zamiar rzucić się na tego faceta, wyżyć na nim wszystkie myśli, ale na szczęście Liam pomógł mi się opanować. Choć na chwilę. Gdyby nie mój przyjaciel, chybabym zabił tego kierowcę, gdybym rzeczywiście zaczął go okładać.
- Liam, kurwa...- już miałem ochotę go opieprzać. Czy on nie rozumiał, że jej się coś mogło stać?! W ogóle się tym nie przejmuje?! Podobno są "przyjaciółmi"?
- Nie uważasz, że to przesada? Wyżywasz się na obcym mężczyźnie bo nie możesz znaleźć Melanie, która oprócz porwania, równie dobrze może być u znajomego, lub w hotelu. Co jeśli tamten chłopak, był jej kumplem ze szkoły, albo coś? Nie pomyślałeś o tym? Jesteś przewrażliwiony i nie myślisz logicznie. Teraz ja mówię, co robimy. Siadaj na miejscu pasażera i jedziemy do domu.- przerwał mi głosem nie przyjmującym sprzeciwu. Aha, uwaga bo się posłucham.
- Czy ty nie rozumiesz, że ona..
- Zamknij się! Jedziemy do domu. Koniec.-krzyknął. Nie wiedziałem co robić, byłem rozdarty. Z jednej strony Liam miał rację, może przesadzam? Może padła jej komórka, lub po prostu ją zgubiła? Jednak, jestem przekonany, że chociaż przyszłaby mi o tym powiedzieć i szczerze, jestem średnio przekonany czy normalni licealiści przychodzą na imprezę organizowaną przez gwiazdy takie jak Ed. W końcu po namyśle wsiadłem wkurzony do samochodu i czekałem, aż brunet odpali silnik. Nie wiem dlaczego, ale czułem się częściowo pokonany. Wewnątrz cały się gotowałem, miałem ochotę wyskoczyć z samochodu i biec przed siebie, byle by tylko znaleźć Melanie. Musiałem niestety chociaż trochę utrzymywać się przy zdrowych zmysłach i pozostać na miejscu dla pasażera. Było to jednak trudne. Po głowie cały czas chodziło mi jedno, cholerne pytanie: "Co się z nią stało?!"
* Oczami Melanie *
Powoli otwieram oczy, lecz wszystko jest rozmazane. Dopiero po chwili łapię kontrast. Jest już prawie widno. Kilka sekund później moje podstawowe zmysły zaczynają reagować. Pierwsze co czuję, to nieprzyjemny zapach. Benzyna, spalona guma czy plastik, lub też inna, nie do końca mi znana ohydna woń. Rozglądam się i dopiero teraz orientuję się, gdzie tak właściwie jestem. W rozwalonym, ciemnym, potężnym samochodzie, w połowie zgniecionym jak puszka po coli. Auto jest przewrócone, leży dachem na ziemi, w jakimś rowie. Przed oczami ukazuje mi się wizja z poprzedniej nocy. Głosy, związane ręce, moje paznokcie w oczach kierowcy, wrzaski, przekleństwa, pisk opon, upadek, ból, ciemność. Spoglądam na moje ciało, przyciśnięte przez fotele, jakąś metalową kratę i... w tym momencie moje oczy lądują na nie ruszającym się facecie, całym we krwi. Przez chwilę wstrzymuję oddech i nie wykonuję najmniejszych ruchów, patrząc na mężczyznę niczym wystraszony kot. Po chwili jednak zaczynam panikować i próbuję się wydostać moje nogi z pod niego. W tym momencie czuję niemiłosierny ból i z moich ust wydobywa się stłumiony krzyk. Spoglądam na prawą kostkę, którą udało mi się wydostać z pod ciała lekko otyłego faceta, tylko dzięki gwałtownemu szarpnięciu. Próbuję ruszyć nogą, lecz znów odczuwam ten sam ból. Dotykam delikatnie wrażliwe miejsce palcami i czuję, że cała kostka jest opuchnięta. Gdy unoszę łydkę lekko do góry, stopa bezwładnie wisi w powietrzu, a ból nasila się, więc szybko, ale ostrożnie kładę ją z powrotem.
Kilka minut później udało mi się mniej więcej ocenić sytuację. Obok mnie leży jeszcze dwóch mężczyzn, oboje nieprzytomni.
Albo nieżywi.
Wszędzie krew.
Przesuwam się powoli, uważając na prawą kostkę, tak że mam nogi na przy drzwiach.
Muszę się stąd wydostać.
Z całej siły walę kilkakrotnie lewą stopą w plastik, aż w końcu zawiasy ustępują i drzwi lądują w lekkim błocie, a przede mną ukazuje się wolna do wyjścia przestrzeń. Najwięcej siły zużywam, by wypełznąć z pojazdu. Po wielu próbach udaje się. Leżę na rzadkiej trawie, pomieszanej z błotem. Udaje mi się odczołgać jeszcze dalej od samochodu, tak że jestem na odległości jakichś 4 metrów. Spoglądam na całkowicie roztrzaskane auto, później na moje posiniaczone i pokrwawione ciało. Mam kilka ran na nogach, nie licząc kostki i naście pojedynczych drażnień na rękach. To jest jednak teraz mój najmniejszy problem. Znajdujemy się między polami, na totalnym pustkowiu. Zero żywej duszy. Przynajmniej to nie las...
Rozglądam się w poszukiwaniu komórki. No tak, miałam ją w torebce, którą najprawdopodobniej zabrały mi te obleśne typy. Pewnie którychś z nich ma telefon.
Nie, nie zbliżę się tam.
Wracanie do roztrzaskanego pojazdu to ostatnia rzecz, jaką chcę w tym momencie uczynić. Jednak wiem, że muszę.
Boję się jak cholera, lecz powoli, nie spuszczając wzroku z facetów przybliżam się do miejsca, z którego przed chwilą uciekłam. Jakie to logiczne. Gdy wreszcie docieram w miarę blisko łapię się dłońmi o ramę dachu i podciągam bliżej. Przyczołguję się do leżącego bezwładnie mężczyzny i wstrzymuję oddech. Patrzę prosto w jego zamknięte oczy, które po chwili otwiera.
----------------------------------------------------------
Tak właściwie nic specjalnego się nie wydarzyło, ale udało się dziś uzbierać
5 komentarzy więc chciałam jeszcze dzisiaj dodać.
Trochę przerażające zakończenie, ale chciałam was zaciekawić :)
Nie, nie mogłem odpuścić.
Ból głowy rozsadzał mi czaszkę od środka, ale to pewnie od nieprzespanej nocy. Może byłem lekko zmęczony, ale myśl o spokojnym zaśnięciu nie przechodziła nawet przez mój umysł. Złość, zdenerwowanie, strach, zdeterminowanie by tylko ją znaleźć. Z całego serca pragnąłem ujrzeć jej twarz, uśmiech, oczy, wiedzieć, że jest bezpieczna. Najgorsze było jednak to, że kompletnie nie wiedziałem gdzie znajduje się Melanie. Wizja dziewczyny, w łapach jakiegoś obleśnego typa łamała mnie od środka.
Dosłownie.
Gdy tylko wyobrażałem sobie, że blondynce może stać się krzywda wewnątrz cały płonąłem i trząsłem się ze złości, natomiast narządy po kolei rozłamywały się na kawałki. Próbowałam tłumaczyć sobie, że może naprawdę nic wielkiego się nie stało, ale podświadomość podsuwała mi najstraszniejsze opcje. Miałem złe przeczucie.
Od kąd zorientowałem się, że Mel nie ma stałem się kłębkiem nerwów. Nie byłem w stanie normalnie funkcjonować. Nawet prowadząc, przed oczami miałem twarz blondynki. Myślałem, że zwariuję. Potem Liam zaczął pieprzyć coś, że to bez sensu, ale szczerze? Jego słowa nie zbyt do mnie trafiały. W mojej głowie cały czas ktoś krzyczał " Znajdź ją!! Ona jest w niebezpieczeństwie!!" . Nic innego do mnie nie trafiało. Wszystko dookoła było stłumione, jedynym wyraźnym dźwiękiem był ten właśnie oto głos, gdzieś wewnątrz mojego umysłu.
Jedynym na tyle silnym impulsem był właśnie ten srebrny rzęch, który prawie wjechał mi pod koła. Do końca nie wiedziałem co robię, po chwili już stałem i wydzierałem się na kierowcę. W jednym momencie wszystkie emocje przybrały punkt kulminacyjny i nie mogłem powstrzymać napadu gniewu. Przez chwilę miałem zamiar rzucić się na tego faceta, wyżyć na nim wszystkie myśli, ale na szczęście Liam pomógł mi się opanować. Choć na chwilę. Gdyby nie mój przyjaciel, chybabym zabił tego kierowcę, gdybym rzeczywiście zaczął go okładać.
- Liam, kurwa...- już miałem ochotę go opieprzać. Czy on nie rozumiał, że jej się coś mogło stać?! W ogóle się tym nie przejmuje?! Podobno są "przyjaciółmi"?
- Nie uważasz, że to przesada? Wyżywasz się na obcym mężczyźnie bo nie możesz znaleźć Melanie, która oprócz porwania, równie dobrze może być u znajomego, lub w hotelu. Co jeśli tamten chłopak, był jej kumplem ze szkoły, albo coś? Nie pomyślałeś o tym? Jesteś przewrażliwiony i nie myślisz logicznie. Teraz ja mówię, co robimy. Siadaj na miejscu pasażera i jedziemy do domu.- przerwał mi głosem nie przyjmującym sprzeciwu. Aha, uwaga bo się posłucham.
- Czy ty nie rozumiesz, że ona..
- Zamknij się! Jedziemy do domu. Koniec.-krzyknął. Nie wiedziałem co robić, byłem rozdarty. Z jednej strony Liam miał rację, może przesadzam? Może padła jej komórka, lub po prostu ją zgubiła? Jednak, jestem przekonany, że chociaż przyszłaby mi o tym powiedzieć i szczerze, jestem średnio przekonany czy normalni licealiści przychodzą na imprezę organizowaną przez gwiazdy takie jak Ed. W końcu po namyśle wsiadłem wkurzony do samochodu i czekałem, aż brunet odpali silnik. Nie wiem dlaczego, ale czułem się częściowo pokonany. Wewnątrz cały się gotowałem, miałem ochotę wyskoczyć z samochodu i biec przed siebie, byle by tylko znaleźć Melanie. Musiałem niestety chociaż trochę utrzymywać się przy zdrowych zmysłach i pozostać na miejscu dla pasażera. Było to jednak trudne. Po głowie cały czas chodziło mi jedno, cholerne pytanie: "Co się z nią stało?!"
* Oczami Melanie *
Powoli otwieram oczy, lecz wszystko jest rozmazane. Dopiero po chwili łapię kontrast. Jest już prawie widno. Kilka sekund później moje podstawowe zmysły zaczynają reagować. Pierwsze co czuję, to nieprzyjemny zapach. Benzyna, spalona guma czy plastik, lub też inna, nie do końca mi znana ohydna woń. Rozglądam się i dopiero teraz orientuję się, gdzie tak właściwie jestem. W rozwalonym, ciemnym, potężnym samochodzie, w połowie zgniecionym jak puszka po coli. Auto jest przewrócone, leży dachem na ziemi, w jakimś rowie. Przed oczami ukazuje mi się wizja z poprzedniej nocy. Głosy, związane ręce, moje paznokcie w oczach kierowcy, wrzaski, przekleństwa, pisk opon, upadek, ból, ciemność. Spoglądam na moje ciało, przyciśnięte przez fotele, jakąś metalową kratę i... w tym momencie moje oczy lądują na nie ruszającym się facecie, całym we krwi. Przez chwilę wstrzymuję oddech i nie wykonuję najmniejszych ruchów, patrząc na mężczyznę niczym wystraszony kot. Po chwili jednak zaczynam panikować i próbuję się wydostać moje nogi z pod niego. W tym momencie czuję niemiłosierny ból i z moich ust wydobywa się stłumiony krzyk. Spoglądam na prawą kostkę, którą udało mi się wydostać z pod ciała lekko otyłego faceta, tylko dzięki gwałtownemu szarpnięciu. Próbuję ruszyć nogą, lecz znów odczuwam ten sam ból. Dotykam delikatnie wrażliwe miejsce palcami i czuję, że cała kostka jest opuchnięta. Gdy unoszę łydkę lekko do góry, stopa bezwładnie wisi w powietrzu, a ból nasila się, więc szybko, ale ostrożnie kładę ją z powrotem.
Kilka minut później udało mi się mniej więcej ocenić sytuację. Obok mnie leży jeszcze dwóch mężczyzn, oboje nieprzytomni.
Albo nieżywi.
Wszędzie krew.
Przesuwam się powoli, uważając na prawą kostkę, tak że mam nogi na przy drzwiach.
Muszę się stąd wydostać.
Z całej siły walę kilkakrotnie lewą stopą w plastik, aż w końcu zawiasy ustępują i drzwi lądują w lekkim błocie, a przede mną ukazuje się wolna do wyjścia przestrzeń. Najwięcej siły zużywam, by wypełznąć z pojazdu. Po wielu próbach udaje się. Leżę na rzadkiej trawie, pomieszanej z błotem. Udaje mi się odczołgać jeszcze dalej od samochodu, tak że jestem na odległości jakichś 4 metrów. Spoglądam na całkowicie roztrzaskane auto, później na moje posiniaczone i pokrwawione ciało. Mam kilka ran na nogach, nie licząc kostki i naście pojedynczych drażnień na rękach. To jest jednak teraz mój najmniejszy problem. Znajdujemy się między polami, na totalnym pustkowiu. Zero żywej duszy. Przynajmniej to nie las...
Rozglądam się w poszukiwaniu komórki. No tak, miałam ją w torebce, którą najprawdopodobniej zabrały mi te obleśne typy. Pewnie którychś z nich ma telefon.
Nie, nie zbliżę się tam.
Wracanie do roztrzaskanego pojazdu to ostatnia rzecz, jaką chcę w tym momencie uczynić. Jednak wiem, że muszę.
Boję się jak cholera, lecz powoli, nie spuszczając wzroku z facetów przybliżam się do miejsca, z którego przed chwilą uciekłam. Jakie to logiczne. Gdy wreszcie docieram w miarę blisko łapię się dłońmi o ramę dachu i podciągam bliżej. Przyczołguję się do leżącego bezwładnie mężczyzny i wstrzymuję oddech. Patrzę prosto w jego zamknięte oczy, które po chwili otwiera.
----------------------------------------------------------
Tak właściwie nic specjalnego się nie wydarzyło, ale udało się dziś uzbierać
5 komentarzy więc chciałam jeszcze dzisiaj dodać.
Trochę przerażające zakończenie, ale chciałam was zaciekawić :)
Myślę, że od teraz rozdziały będą pojawiać się właśnie około niedzieli, lub poniedziałku. OCZYWIŚCIE JEŚLI UZBIERAMY 5 KOMENTARZY:)
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał.
To następny MOŻE w niedzielkę :)
Dziękuję za motywację <3
Weris<3
Świetny rozdział. Naprawdę masz talent. Czekam na next'a
OdpowiedzUsuńOtworzył oczy omg jakiś zombie :) A tak na poważnie to super rozdział czekam na next!!~Fran
OdpowiedzUsuńNext <3 booski rozdzial
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńDawaj nexta !!! :)
OdpowiedzUsuńJeśli usunęłam, lub zaspamowałam jakiś komentarz to przepraszam. Chciałam poczytać wasze opinie, lecz przez przypadek najprawdopodobniej coś źle nacisnęłam. Dziękuję, że komentujecie
OdpowiedzUsuńWeris
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Usuń