wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 13




*Oczami Melanie*

Biegliśmy jak najszybciej razem z Liamem przez kremowo-zielony hall, który wydawał się nie mieć końca. Mijaliśmy po kolei białe drzwi prowadzące do pokojów pacjentów. W pewnym momencie trafiliśmy na odpowiednie wejście prowadzące do Sali, w której znajdowała się moja przyjaciółka.  Wbiegłam do  pokoju cała zdyszana.  Gdy zobaczyłam to, stanęłam jak wryta, a na mojej twarzy  momentalnie pojawiło się przerażenie.
-Emily! Emily!- zaczęłam  się wydzierać, ze łzami w oczach.- Co jej jest?!- wrzeszczałam i chciałam podbiec do łóżka do niej lecz towarzyszący mi brunet przytrzymał mnie i odciągnął. Chciałam się mu urwać, lecz gdy mocniej złamałam jego ręce, poczułam ogromny ból. Momentalnie spojrzałam na moje dłonie, a moim oczom ukazały się niewielkie lecz bolesne rany. „Skąd?”-przez moją głowę chwilowo przeleciało to pytanie, lecz zignorowałam je i dalej próbowałam dotrzeć do przyjaciółki.  Dookoła łóżka brunetki stało trzech lekarzy i dwie pielęgniarki, natomiast dziewczyna trzęsła się i rzucała na różne strony. Miała zawał. 
-Wyprowadźcie państwa- powiedział jeden z mężczyzn do niskie pielęgniarki, ta natomiast podeszła szybko do nas
-Proszę opuścić pokój-powiedziała zdenerwowana
-Ale, ja... muszę tu być! Nie! Emily!- darłam się jak opętana, niestety Liam przytrzymał mnie i wyprowadził z sali, a kobieta zamknęła duże drzwi.
-Liam! Puść mnie!- krzyczałam na chłopaka, niestety nic z tego. Brunet przytrzymał mi ręce, a jego silny uścisk nie pozwolił mi wykonać jakiegokolwiek większego ruchu, nie mówiąc już o wejściu z powrotem do pomieszczenia.
Nagle cos błysnęło. Jakby ktoś pstryknął mi zdjęcie z fleszem tuż przed oczami.
Zobaczyłam jak lekarze otwierają drzwi i pospiesznie wyjeżdżają z łóżkiem, na którym leżała trzęsąca się Emily.
-Co?! Gdzie ją wieziecie?!-znów wrzeszczałam próbując dowiedzieć się co się dzieje.
-Jedziemy na blok-odpowiedział mi twardo jeden z lekarzy. Nogi się pode mną ugięły.  Ledwo mogłam ustać. Liam stojący obok mnie najwidoczniej to zauważył, ponieważ objął mnie, przytrzymał i pomógł usiąść.
Przytrzymałam twarz obolałymi dłońmi, łokcie oparłam na kolanach, a moje oczy wypełniły się łzami. Momentalnie...znowu błysk. Flesz, zdjęcie, ogólna dezorientacja. Stało się tak jasno, światło oślepiło mnie, lecz po chwili znów zaczęłam dostrzegać nowo układający się obraz.
Emily leżała na oddziale intensywnej terapii.
 Znów dostała drgawek.
Kolejny zawał.
 Lekarze otaczający  jej łóżko strzelali jej prądem z defibrylatora próbując ożywić serce. Raz... dziewczyna gwałtownie podskoczyła, jednak na ekranach monitorów podłączonych do jej drobnej sylwetki cały czas pokazywały prostą linię. Jeden lekarz krzyczał coś do drugiego, jednak przez szyby nie słyszałam dokładnie słów.
Dwa... moja przyjaciółka momentalnie oderwała się od łóżka. Nic.
Trzeci... coś huknęło, mężczyźni cały czas wrzeszczeli. Dziewczyna podskoczyła gwałtownie, i spadła z powrotem na zieloną pościel. Żadnej reakcji. Monitory cały czas pokazywały prostą, nieprzerwaną linię. Emily leżała nieruchomo, a ludzie dookoła niej stali i patrzyli się bez celu w jej postać, nie wykonując większych ruchów. Po prostu stali i nie mieli odwagi spojrzeć nam w oczy.
Nagle zrobiło się czarno. Nic nie widziałam. Po chwili byłam jedynie w stanie usłyszeć nie wyraźnie głos pielęgniarki, tej samej, która wyprowadzała nas wtedy z pokoju.
-Pani Jones miała krwiaka w okolicach mózgu, za późno go wykryliśmy i nie zdołaliśmy go wyciąć...
Znów ciemność.
-NIE!!!!-wrzasnęłam na całe gardło i otworzyłam momentalnie oczy. Byłam cała zdyszana. Po chwili doszło do mnie, że to co przed chwilą wydawało mi się prawdą, było paskudnym koszmarem. Uspokoiłam się, odetchnęłam z ulgą i usiadłam na łóżku. Moje patrzałki powoli analizowały pomieszczenie, w którym się znajdowałam. Byłam w pokoju Liama. Spojrzałam na swoją osobę, lekko się uśmiechając. Miałam na sobie koszulkę Harrego, przesiąkniętą jego zapachem. Z poprzedniej nocy pamiętam tylko, że długo gadałam z Lokersem, przesiedziałam w jego pokoju prawie pół nocy. I ten pocałunek...jak kiedyś.
 Ale... czy ja dobrze robię? Czy znowu zbliżając się do niego, nie wyrządzę nam obojgu krzywdy? Czy mogę dać mu kolejną szansę po tym wszystkim co się stało? A jeśli zranię go, albo on mnie? Co wtedy będzie?
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk otwierających się drzwi. W progu pojawił się nie kto inny jak właśnie Hazza.
Kurde.
-Hej-powiedział lekko zdenerwowany -coś się stało?- zapytał wchodząc do sypialni przyjaciela
-Nie nic, a co?
-Bo usłyszałem jak krzyczałaś...-no tak, przecież po co innego by tu przyszedł. Ja wrzasnęłam, on ma sypialnie za ścianą. Przecież to oczywiste, ale ja nie myśląc zupełnie musiałam zadać to głupie „a co?” ....yhh...debil...
-Przepraszam, obudziłam cię
-Nie szkodzi, i  tak jest już późno, co się stało?
-Miałam koszmar...martwię się o Emily...
-Nie martw się, niedługo powinna wyjść ze szpitala, wszystko będzie dobrze-pocieszał mnie
-Harry... która godzina?- zapytałam po chwili
-Dochodzi  10...
-Już?! Ona ma operację o 11:30, miałam do niej pojechać wcześniej i przynieść jej kilka rzeczy-zerwałam się z łóżka i wymijając zgrabnie Loczka pobiegłam do łazienki.
Gdy zeszłam na dół na zegarku widniała godzina 10:20. W kuchni zastałam Liama kończącego przygotowywać śniadanie. 
-Mmmm.... co tak ładnie pachnie?- uśmiechnęłam się lekko i podeszłam bliżej chłopaka
-Zrobiłem gofry- powiedział patrząc na blat, lecz po chwili przeniósł wzrok na mnie
- Gdzie wczoraj byłeś?- zapytałam unosząc lekko brwi
-Nie rozumiem..- był zaskoczony moim pytaniem, lecz nie chciał bym to zauważyła
-Chodzi mi o wczorajszy wieczór, twoja sypialnia była pusta, a na dole było cicho
-Yyy...musiałem szybko wyjść, miałem do załatwienia kilka spraw- wydawał się niepewny swojej odpowiedzi i nagle stał się jakiś tajemniczy. Czy on... kłamał? Nie wiem, nie ważne, bardziej istotna jest Emily.
-Zawołać resztę?- zaoferowałam się
-Pewnie
-Chłopaki śniadanie!- mój głos rozniósł się echem po całej willi. Jednak nie uzyskałam żadnej odpowiedzi
-Mam swój patent- powiedział Liam stając obok mnie, po chwili usłyszałam krzyk wydobywający się prosto z jego ust- KROWY ŻARCIE!!!
Po chwili do naszych uszu doszły odgłosy życia, a następnie dźwięk schodzenia po schodach.  Mimowolnie zaczęłam się głośno śmiać, a po chwili już prawie leżałam.
Po jakiś 40 minutach byliśmy już pod szpitalem. Właśnie weszliśmy do Sali, w której leżała Emily rozmawiająca z Rickiem. Zobaczywszy ją podbiegłam do łóżka i uścisnęłam uważając na wszystkie podłączone do niej kabelki.
-Emily, jak się cieszę, że już się obudzałaś, jak się czujesz?- spojrzałam na nią uradowana
-Dobrze, dzięki. Boli mnie tylko głowa. Lekarz powiedział, że jak operacja pójdzie dobrze to wyjdę ze szpitala najpóźniej za cztery dni.
-Przywiozłam ci kilka rzeczy-wskazałam na torebkę w kwiaty- strasznie się o ciebie martwiłam
-Niepotrzebnie, wszystko będzie ok.-jeszcze raz mocno przytuliłam brunetkę

*Kilka dni później*

Razem z Liamem i Emily jechaliśmy do domu chłopaków. Przez ten nie cały tydzień  właśnie tam mieszkałam. Codziennie jeździłam do szpitala i odwiedzałam moją przyjaciółkę. Na szczęście z każdym dniem wyglądała coraz lepiej.
Przez pobyt w domu tych pięciu wariatów moje relacje z Harrym polepszyły się. Dużo czasu spędzałam również z Liamem, przez co jesteśmy teraz dobrymi przyjaciółmi, a ja jestem mu naprawdę wdzięczna za to co dla mnie zrobił.
 Z pozostałą trójką też miałam niezły kontakt. Zawsze rano, przy śniadaniu razem z Niallerem mieliśmy konkurs w jedzeniu. Za każdym razem było dużo śmiechu. Blondynek okazał się niezłym żarłokiem, jednak ja nie byłam dużo gorsza. Wsuwaliśmy razem kilka porządnych kanapek, potem jogurty, płatki. Na koniec galaretki, kiśle albo budynie.
 Niektóre wieczory spędzaliśmy wszyscy razem w ogromnym salonie. Graliśmy w śmieszne i zboczone gry, lub też rozwalaliśmy się na kanapie oglądając  najróżniejsze filmy. Potem albo szliśmy spać jak normalni ludzie, albo siedzieliśmy w szóstkę i gadaliśmy do 4 nad ranem.  Ogólnie było fajnie. Naprawdę fajnie. Czułam się jakbym znała ich od zawsze, jakby byli moimi najlepszymi przyjaciółmi, a ich dom byłby moim domem.
Po chwili usłyszałam jak silnik powoli przestaje pracować. W końcu samochód stanął.  Razem z chłopakami postanowiliśmy zaprosić Emily do ich willi, na obiad. Ja i brunet dziś wcześniej wyjechaliśmy do szpitala zostawiając pozostałą czwórkę z przygotowaniem pysznego obiadu i ogarnięciu domu, aż do naszego przyjazdu. Trochę mają roboty, ale jest ich czwórka, chyba sobie poradzą.

*Oczami Zayna*

Od rana razem z trzema idiotami przygotowywaliśmy dom na przyjazd Liama, Mel i tej jej przyjaciółki...Emily, jeśli dobrze pamiętam. Rozdzieliliśmy obowiązki mniej więcej po równo. Louis i Niall mieli się zająć doprowadzeniem do ładu salonu i hallu. Harry, jako nasz kucharz z drobną pomocą Nialla miał przygotować coś naprawdę dobrego na obiad. Ja miałem ogarnąć jadalnię plus poodkurzać dolne piętro. Lou coś tam bąknął, że może zająć się łazienką, ale znając jego zapał do pracy przez „zajęcie się łazienką” pewnie miał na myśli uzupełnienie papieru toaletowego, a jak by położył mydło na mydelniczkę, albo wymienił ręczniki to bym się zdziwił. Taa... Louis to nasza „Perfekcyjna Pani Domu”. 
W pewnym momencie poczułem wibracje w kieszeni spodni. „Dostałem wiadomość. Ale błyskotliwość”- skarciłem w myślach sam siebie. Wyciągnąłem telefon i odczytałem wiadomość

Za chwilę podjeżdżamy pod dom . Ogarnijcie wszystko do końca i nakryjcie stół.
                                                                   Liam
-Chłopaki, ogarnąć tyłki zaraz będą-krzyknąłem, po czym skierowałem się ku jednej z kuchennych szuflad, by wziąć z niej sztućce i naczynia. Po chwili miałem już wszystkie potrzebne naczynia w ręku, toteż ruszyłem szybkim tempem w stronę jadalni, uważając po drodze by niczego nie upuścić.
Po kilku minutach wszystko było już gotowe i czekało na nałożenie jedzenia. Byłem z siebie dumny- stół wyglądał całkiem nieźle. właśnie szedłem w stronę hallu, gdy w pewnym momencie drzwi się otworzyły. W progu zobaczyłem po kolei Liama, Mel i... nagle poczułem, że sztywnieję, moje mięśnie zaczęły się gwałtownie napinać, a żołądek podskoczył do gardła
-Cholera...-szepnąłem

-----------------------------------------------------------------------------------
No to już mamy rozdział 13. Wiem, długo nie pisałam, ale w szkole miałam natłok wszystkiego, do tego brak czasu na pisanie i wymyślenie czegoś sensownego.  Teraz są święta, więc mam nadzieję.
P.S. Jest teraz 1.08, czyli dziś jest Wigilia i URODZINKI LOUISA!!! <3 HiHi mam podjarę...
Mam nadzieję, że szybko napiszę nn
Komentujcie, proszę<3
Weris<3

2 komentarze:

  1. No to tak powiem jedno... już Cię miałam ochotę zatłuc za tą akcję z Emily, masz szczęście, że to był sen. Weś mi stąd tego Ricka!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne. Szybko pisz next'a

    OdpowiedzUsuń