sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 14


Przeczytajcie notkę pod rozdziałem!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Oczami Zayna*

Cholera.
Kurwa.
Cholera, kurwa, cholera, kurwa, cholera
Kurwa.

Stałem jak baran na środku hallu gapiąc się bezmyślnie w osoby, które właśni, przekroczyły próg potężnych drzwi. A dokładnie w jedną osobę. Drobną brunetkę z falowanymi włosami opadającymi swobodnie na ramiona, radosną twarzą pełną energii i brązowymi oczami, które były przyciągające, jak magnesy. Dosłownie dwa magnesy na środku twarzy. Najistotniejsze było teraz to, że to była ona. Nawet nie wiem jak i dlaczego ją tak szybko rozpoznałem. Było ciemno, ona cała pobita, a jednak ja, gdy po raz pierwszy tu na nią zerknąłem przed oczami pojawiło mi się całe zdarzenie z przed tygodnia. To była ona, mówię to po raz setny, ale to na prawdę ta dziewczyna. Nie da się jej pomylić, jest taka... wyjątkowa, inna.  Wyróżnia się i to zdecydowanie. Jakby miała przyczepiony do czoła rażący po oczach odblask o wielkości znaku drogowego z napisem „HEJ TO JA!” (o czym ja myślę?!). 
To ją uratowałem od tego ohydnego dupka, to ją starałem się utrzymać przy życiu, aż do przyjazdu karetki, którą wcześniej wezwałem, to ona mnie wtedy pocałowała. Zrobiła to tak delikatnie, czule, ale i kusząco. Mimo tego, że ledwo utrzymywała się przy życiu smak jej warg był wspaniały. Najgorsze było jednak to, że dziewczyna nie wiedziała kogo obdarzyła pocałunkiem. Pamiętam dokładnie, powiedziała "Dziękuję Rick", a nie " Dziękuję Zayn".  Gorzej, ona nawet pewnie nie wie kim jest Zayn, ale to się nie długo zmieni. W każdym razie nadal nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Moja mina musiała być bezcenna. Stoi sobie oto tutaj taki słup i gapi się na dziewczynę, jakby była jednym, wielkim hamburgerem, a on nie jadłby od tygodnia.
Świetnie. Brawo Malik, idealne pierwsze wrażenie. Uwaga, bo zaraz się na ciebie rzuci. Lampiłem się tak jeszcze chwilę bezmyślnie, aż któryś z tych kartonów, bodajże Niall szturchnął mnie w ramię.
Huh, powróciłem do świata normalnie myślących.
 -Cześć chłopaki to jest moja przyjaciółka, Emily- przedstawiła brunetkę Melanie, gdy razem weszły do salonu.
Hmmm.... a więc Emily...
Ogar, Zayn ogar...
Nie no, Emily idealnie pasuje...
Głupi jestem, pewnie ma chłopaka...ten Rick, o którym mówiła...
- Hej- z ust brunetki wydobył się melodyjny głos
- Jestem Louis- oczywiście pierwszy wyskoczył Lou. Ta... on to zawsze Happy World, normalnie dziecko szczęścia. Czasami wydaje mi się jakby on w ogóle nie miał problemów. Albo raczej jego największymi zmartwieniem był wzorek na bokserkach, które miał ubrać. Hmmm... Surerman, Spidermad czy Batman?  Ciekawe...
-Hej Emily, my się już znamy- jako drugi przywitał się Loczek. No tak, to przecież oczywiste, że musieli się kiedyś poznać, pewnie Mel ich sobie przedstawiła. Ciekawe co on o niej wie? Muszę go później podpytać. Jak na gentelmana przystało uścisnął dziewczynie dłoń, obdarzając ją smilem Oczywiście Romeo posłał uśmiech również Mel. Ta... on do kobiet pierwszy. Z drugiej jednak strony, mówił nam, że z blondynką zna się od dawna i są przyjaciółmi, ale wydaje mi się jakby on coś do niej  czuł. Haha coś mi się wydaje, że robi nam się niezły trójkącik. Oni siedzą całe wieczory razem śmiejąc się i żartując, a Liam kipi z zazdrości jak stary czajnik z wrzącą wodą.  
Moje porównania zaczynają mnie przerażać. 
Potem przedstawił się Nialler dorzucając do tego jakiegoś suchara, a potem czas przyszedł na mnie.
-Zayn- wydusiłem uśmiech i spojrzałem na chwile w oczy brunetki. Z miłego jej wyraz twarzy zmienił się w lekkie zdziwienie pomieszane z zaciekawieniem i podejrzliwością. Patrzyła mi prosto w oczy i dokładnie ilustrowała twarz. Czy ona mnie... rozpoznała?
- My się znamy?- zapytała po chwili cały czas na mnie patrząc
- Yyy... chyba nie- bąknąłem. Czemu skłamałem? Nie wiem, chyba lekko spanikowałem.


*Oczami Emily*

 Wszyscy wydawali się mili i przyjaźnie nastawieni, ale zaciekawił mnie ten Zayn. Nie wiem dlaczego jego głos wydawał mi się jakby znajomy. Te oczy i rysy twarzy też musiałam już kiedyś widzieć. Ale to nie było coś w stylu, że spotkałam go na ulicy, tylko jakbym widziała go w śnie. Tak, jakby mi się kiedyś przyśnił. To jest dziwne, ale czuję potrzebę pogadania z nim i bliższego poznania. Po kilku minutach usiedliśmy do stołu i jedliśmy obiad. Mniam.... dokładnie nie wiem co to było, ale grunt, że smakowało. Pewnie to zasługa Harrego, przecież zawsze dobrze gotował. Oj Mel ma szczęście, że trafiła na takiego chłopaka jak on. Uważam, że to co kiedyś zrobił, to przez głupotę, ale mam nadzieję, że teraz trochę zmądrzał i razem z Melanie utrzymają dobry kontakt. Jej szczęście jest dla mnie bardzo ważne. Jest dla mnie jak młodsza siostra.
Siedząc przy stole po kolei obserwowałam każdego z osobna. Mel prowadziła luźną rozmowę z Harrym i Liamem, śmiali się i żartowali, ten blondyn... Niall zawzięcie o czymś dyskutował z... bodajże Louisem, natomiast yyy.... Zayn, tak Zayn siedział smutny i lekko naburmuszony ze wzrokiem wbitym w stół. Hmm... ciekawe zajęcie... nie no nie powiem, stół był całkiem ładny, nieźle komponował się z pozostałymi meblami, ale według mnie nie był jakimś niespotykanym zjawiskiem przyrody. Może tylko ja tak uważam? Haha nie ważne, ciekawe co go tak zasmuciło, może ma jakiś problem, a może po prostu jest zamknięty w sobie? Chciałabym go może jakoś pocieszyć, ale może nie powinnam pchać się w cudze sprawy. Nie wiem, może.... stop! Za dużo razy używam słowa "może". A poza tym powinnam nauczyć się imion chłopaków, bo wygląda na to, że chyba tak szybko się nie rozstaniemy.
Po miłym spędzeniu czasu w domu One Direction wszyscy razem udaliśmy się na spacer. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się w parku. Powoli chodziliśmy śmiejąc się i opowiadając różne historie. W pewnym momencie poczułam wibracje. Szybko wyjęłam komórkę z torebki i na chwilę oddaliłam sie od reszty. Hmm... numer nieznany, ciekawy kto to może być. 
- Mało ci po ostatnim spotkaniu?- usłyszałam niski głos. Na mojej skórze momentalnie pojawiły się ciarki, a wnętrzności ścisnęły się, łącząc się prawie w jedność.- Gdyby nie ten sukinsyn dawno byś już nie żyła. 
- Kim jesteś?- spytałam przerażona
- Twoim przyjacielem. Hmm... widzę, że się za mną stęskniłaś, bo wróciłaś na miejsce, w którym niedawno się widzieliśmy
- Gdzie ty jesteś?- prawie, że krzyknęłam, na szczęście nikt z towarzyszących mi osób tego nie usłyszał. W moich oczach stanęły łzy.
- Dostatecznie blisko by swobodnie cię obserwować- momentalnie zaczęłam się rozglądać- heh.. nie szukaj mnie, nie znajdziesz, ale nie martw się niedługo znów się spotkamy. Jeżeli ktoś się dowie o tej rozmowie to nie skończy się to dla ciebie dobrze mała, a policja i tak jest za durna żeby mnie złapać. Uważaj na siebie i swoich przyjaciół...- usłyszałam tylko ohydny, gruby śmiech, a potem facet, z którym rozmawiałam rozłączył się. Łzy spływały po moich policzkach,  lecz od razu zaczęłam je ścierać. Jeżeli Mel, albo któryś z chłopaków zobaczą ślady na mojej twarzy od razu zaczną się wypytywać. Nie mogę im powiedzieć, jeżeli ten typ coś im zrobi to nie daruję sobie tego. 
- Emi, wszystko ok?- zapytała blondynka
-Ta, jasne, wujek dzwonił, kupił nowy traktor i musi się pochwalić całej rodzinie- serio traktor?! Emily nie mogłaś wpaść na coś lepszego
-Na pewno? Wydawało mi się, że czegoś się wystraszyłaś
- Tak, tylko ci się wydawało, jest dobrze- uwierz, uwierz...proszę..
- Dobra, to chodź, idziemy- jest! Nie lubię okłamywać Mel, ale tym razem nie miałam wyboru.
Po około pięciu godzinach Liam odwoził nas do naszego mieszkania. Dlaczego tak długo?
W drodze powrotnej chłopcy pokazali nam fajną kawiarnię, w której wspólnie usiedliśmy i spędziliśmy czas. Później wróciliśmy do willi i obejrzeliśmy jakąś komedię. 
W pewnej chwili silnik ucichł, a moim oczom ukazał się dobrze mi znany blok. Wysiadłam z ciepłego samochodu, i gdy tylko zamknęłam drzwi moje ciało otulił chłodny wiatr. Czym prędzej przy pomocy chłopaka wyjęłyśmy wszystkie nasze torby i udałyśmy się do przytulnego mieszkania.

*Kilka tygodni później*



*Oczami Melanie*



-Emi, zaraz się zagotuję!- krzyknęłam do biegającej w kółko po swoim pokoju brunetki. –Czego ty tam tak usilnie szukasz?- zapytałam wkurzona. Stałam przy wyjściu w płaszczu, butach i mojej torebce, w której miałam dzisiaj tylko komórkę, portfel i chyba błyszczyk. Nie chciałam cały dzień dźwigać wszystkich zupełnie niepotrzebnych rzeczy, a zważywszy na to, że czekała nas masa zakupów dużo lepszym pomysłem było wyjęcie zbędnych gratów.


Zostało tylko kilkanaście dni do rozpoczęcia roku szkolnego, więc postanowiłyśmy wybrać się do centrum handlowego i lekko odświeżyć nasze garderoby.
-Znalazłam!- usłyszałam radosny pisk. Po chwili z sypialni wyszła całkiem ładnie ubrana brunetka z wielkim uśmiechem na twarzy. W kilkanaście sekund przygotowała się do wyjścia i w końcu opuściłyśmy progi mieszkania.

*Trzy godziny później*

-Wow Mel, naprawdę ślicznie wyglądasz-skomentowała Emily widząc mnie w skromnej, czarnej sukience zasłaniającej większą część uda. Była miejscami koronkowa, zdobiona czarnymi cekinami lub brylancikami. Nie czułam się w niej zbyt komfortowo, zważywszy na to, że jestem jakąś boginią piękności.
-Wiesz co, ona jest chyba za krótka, może weźmiemy inną...
-Nie, masz ją kupić, albo zrobię to sama, na pewno będziemy szły na jakąś imprezę, a ty jak zauważyłam nie masz za dużo kiecek, a szkoda...
-Hmm....to co?- obróciłam się jeszcze raz i niepewnie popatrzyłam na przyjaciółkę.
-Jak to co, bierzemy ją-zarządziła.
Podeszłyśmy do kasy i zapłaciłyśmy za tą „jakże przecudowną” słowami Emily sukienkę.
Następnie wyszłyśmy i skierowałyśmy się do baru z mrożonymi jogurtami obładowane zakupami. Każda z nas miała przynajmniej pięć  różnych wielkości, papierowych toreb z nadrukami  poszczególnych nazw sklepów i marek. Kupiłyśmy desery i zmęczone ruszyłyśmy na parking.
Po 15 minutach byłyśmy z powrotem pod naszym domem. Wygramoliłyśmy się jakoś z samochodu i weszłyśmy na klatkę schodową. Stojąc pod drzwiami czekałam, aż brunetka znajdzie klucze. Oparłam się o klamkę i po chwili poczułam jak upadam.
-Co? Pamiętam jak zamykałyśmy dom.- powiedziałam zdziwiona. Popatrzyłam na  Emily, która również z lekkim strachem uchyliła bardziej drzwi. Po chwili dziewczyna otworzyła szeroko oczy i usta, na twarzy wymalowało się przerażenie, a po policzkach zaczęły strupkiem spływać łzy. To nie wróżyło nic dobrego. Byłam zupełnie zdezorientowana. Poszłam w jej ślady i obróciłam głowę. To co zobaczyłam było.... koszmarem....

-------------------------------------------------------------
No i na tym kończymy rozdział 14.
Mam nadzieję, że się spodoba.
Wszystkiego najlepszego na nowy rok, szczęścia, zdrowia, i spełnienia marzeń <3
Pomyślałam sobie ostatnio, że może zaczniemy się bawić w szantaże? xD
Co wy na to?
Tak więc: 5 komentarzy + może uda się 1000 wejść ;) = nowy ^^^

Plus!

Chciałam wam polecić bloga mojej przyjaciółki. Na pewno będzie jej miło:)   http://czymoglobyclepiej.blogspot.com/


Weris <3

 

wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 13




*Oczami Melanie*

Biegliśmy jak najszybciej razem z Liamem przez kremowo-zielony hall, który wydawał się nie mieć końca. Mijaliśmy po kolei białe drzwi prowadzące do pokojów pacjentów. W pewnym momencie trafiliśmy na odpowiednie wejście prowadzące do Sali, w której znajdowała się moja przyjaciółka.  Wbiegłam do  pokoju cała zdyszana.  Gdy zobaczyłam to, stanęłam jak wryta, a na mojej twarzy  momentalnie pojawiło się przerażenie.
-Emily! Emily!- zaczęłam  się wydzierać, ze łzami w oczach.- Co jej jest?!- wrzeszczałam i chciałam podbiec do łóżka do niej lecz towarzyszący mi brunet przytrzymał mnie i odciągnął. Chciałam się mu urwać, lecz gdy mocniej złamałam jego ręce, poczułam ogromny ból. Momentalnie spojrzałam na moje dłonie, a moim oczom ukazały się niewielkie lecz bolesne rany. „Skąd?”-przez moją głowę chwilowo przeleciało to pytanie, lecz zignorowałam je i dalej próbowałam dotrzeć do przyjaciółki.  Dookoła łóżka brunetki stało trzech lekarzy i dwie pielęgniarki, natomiast dziewczyna trzęsła się i rzucała na różne strony. Miała zawał. 
-Wyprowadźcie państwa- powiedział jeden z mężczyzn do niskie pielęgniarki, ta natomiast podeszła szybko do nas
-Proszę opuścić pokój-powiedziała zdenerwowana
-Ale, ja... muszę tu być! Nie! Emily!- darłam się jak opętana, niestety Liam przytrzymał mnie i wyprowadził z sali, a kobieta zamknęła duże drzwi.
-Liam! Puść mnie!- krzyczałam na chłopaka, niestety nic z tego. Brunet przytrzymał mi ręce, a jego silny uścisk nie pozwolił mi wykonać jakiegokolwiek większego ruchu, nie mówiąc już o wejściu z powrotem do pomieszczenia.
Nagle cos błysnęło. Jakby ktoś pstryknął mi zdjęcie z fleszem tuż przed oczami.
Zobaczyłam jak lekarze otwierają drzwi i pospiesznie wyjeżdżają z łóżkiem, na którym leżała trzęsąca się Emily.
-Co?! Gdzie ją wieziecie?!-znów wrzeszczałam próbując dowiedzieć się co się dzieje.
-Jedziemy na blok-odpowiedział mi twardo jeden z lekarzy. Nogi się pode mną ugięły.  Ledwo mogłam ustać. Liam stojący obok mnie najwidoczniej to zauważył, ponieważ objął mnie, przytrzymał i pomógł usiąść.
Przytrzymałam twarz obolałymi dłońmi, łokcie oparłam na kolanach, a moje oczy wypełniły się łzami. Momentalnie...znowu błysk. Flesz, zdjęcie, ogólna dezorientacja. Stało się tak jasno, światło oślepiło mnie, lecz po chwili znów zaczęłam dostrzegać nowo układający się obraz.
Emily leżała na oddziale intensywnej terapii.
 Znów dostała drgawek.
Kolejny zawał.
 Lekarze otaczający  jej łóżko strzelali jej prądem z defibrylatora próbując ożywić serce. Raz... dziewczyna gwałtownie podskoczyła, jednak na ekranach monitorów podłączonych do jej drobnej sylwetki cały czas pokazywały prostą linię. Jeden lekarz krzyczał coś do drugiego, jednak przez szyby nie słyszałam dokładnie słów.
Dwa... moja przyjaciółka momentalnie oderwała się od łóżka. Nic.
Trzeci... coś huknęło, mężczyźni cały czas wrzeszczeli. Dziewczyna podskoczyła gwałtownie, i spadła z powrotem na zieloną pościel. Żadnej reakcji. Monitory cały czas pokazywały prostą, nieprzerwaną linię. Emily leżała nieruchomo, a ludzie dookoła niej stali i patrzyli się bez celu w jej postać, nie wykonując większych ruchów. Po prostu stali i nie mieli odwagi spojrzeć nam w oczy.
Nagle zrobiło się czarno. Nic nie widziałam. Po chwili byłam jedynie w stanie usłyszeć nie wyraźnie głos pielęgniarki, tej samej, która wyprowadzała nas wtedy z pokoju.
-Pani Jones miała krwiaka w okolicach mózgu, za późno go wykryliśmy i nie zdołaliśmy go wyciąć...
Znów ciemność.
-NIE!!!!-wrzasnęłam na całe gardło i otworzyłam momentalnie oczy. Byłam cała zdyszana. Po chwili doszło do mnie, że to co przed chwilą wydawało mi się prawdą, było paskudnym koszmarem. Uspokoiłam się, odetchnęłam z ulgą i usiadłam na łóżku. Moje patrzałki powoli analizowały pomieszczenie, w którym się znajdowałam. Byłam w pokoju Liama. Spojrzałam na swoją osobę, lekko się uśmiechając. Miałam na sobie koszulkę Harrego, przesiąkniętą jego zapachem. Z poprzedniej nocy pamiętam tylko, że długo gadałam z Lokersem, przesiedziałam w jego pokoju prawie pół nocy. I ten pocałunek...jak kiedyś.
 Ale... czy ja dobrze robię? Czy znowu zbliżając się do niego, nie wyrządzę nam obojgu krzywdy? Czy mogę dać mu kolejną szansę po tym wszystkim co się stało? A jeśli zranię go, albo on mnie? Co wtedy będzie?
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk otwierających się drzwi. W progu pojawił się nie kto inny jak właśnie Hazza.
Kurde.
-Hej-powiedział lekko zdenerwowany -coś się stało?- zapytał wchodząc do sypialni przyjaciela
-Nie nic, a co?
-Bo usłyszałem jak krzyczałaś...-no tak, przecież po co innego by tu przyszedł. Ja wrzasnęłam, on ma sypialnie za ścianą. Przecież to oczywiste, ale ja nie myśląc zupełnie musiałam zadać to głupie „a co?” ....yhh...debil...
-Przepraszam, obudziłam cię
-Nie szkodzi, i  tak jest już późno, co się stało?
-Miałam koszmar...martwię się o Emily...
-Nie martw się, niedługo powinna wyjść ze szpitala, wszystko będzie dobrze-pocieszał mnie
-Harry... która godzina?- zapytałam po chwili
-Dochodzi  10...
-Już?! Ona ma operację o 11:30, miałam do niej pojechać wcześniej i przynieść jej kilka rzeczy-zerwałam się z łóżka i wymijając zgrabnie Loczka pobiegłam do łazienki.
Gdy zeszłam na dół na zegarku widniała godzina 10:20. W kuchni zastałam Liama kończącego przygotowywać śniadanie. 
-Mmmm.... co tak ładnie pachnie?- uśmiechnęłam się lekko i podeszłam bliżej chłopaka
-Zrobiłem gofry- powiedział patrząc na blat, lecz po chwili przeniósł wzrok na mnie
- Gdzie wczoraj byłeś?- zapytałam unosząc lekko brwi
-Nie rozumiem..- był zaskoczony moim pytaniem, lecz nie chciał bym to zauważyła
-Chodzi mi o wczorajszy wieczór, twoja sypialnia była pusta, a na dole było cicho
-Yyy...musiałem szybko wyjść, miałem do załatwienia kilka spraw- wydawał się niepewny swojej odpowiedzi i nagle stał się jakiś tajemniczy. Czy on... kłamał? Nie wiem, nie ważne, bardziej istotna jest Emily.
-Zawołać resztę?- zaoferowałam się
-Pewnie
-Chłopaki śniadanie!- mój głos rozniósł się echem po całej willi. Jednak nie uzyskałam żadnej odpowiedzi
-Mam swój patent- powiedział Liam stając obok mnie, po chwili usłyszałam krzyk wydobywający się prosto z jego ust- KROWY ŻARCIE!!!
Po chwili do naszych uszu doszły odgłosy życia, a następnie dźwięk schodzenia po schodach.  Mimowolnie zaczęłam się głośno śmiać, a po chwili już prawie leżałam.
Po jakiś 40 minutach byliśmy już pod szpitalem. Właśnie weszliśmy do Sali, w której leżała Emily rozmawiająca z Rickiem. Zobaczywszy ją podbiegłam do łóżka i uścisnęłam uważając na wszystkie podłączone do niej kabelki.
-Emily, jak się cieszę, że już się obudzałaś, jak się czujesz?- spojrzałam na nią uradowana
-Dobrze, dzięki. Boli mnie tylko głowa. Lekarz powiedział, że jak operacja pójdzie dobrze to wyjdę ze szpitala najpóźniej za cztery dni.
-Przywiozłam ci kilka rzeczy-wskazałam na torebkę w kwiaty- strasznie się o ciebie martwiłam
-Niepotrzebnie, wszystko będzie ok.-jeszcze raz mocno przytuliłam brunetkę

*Kilka dni później*

Razem z Liamem i Emily jechaliśmy do domu chłopaków. Przez ten nie cały tydzień  właśnie tam mieszkałam. Codziennie jeździłam do szpitala i odwiedzałam moją przyjaciółkę. Na szczęście z każdym dniem wyglądała coraz lepiej.
Przez pobyt w domu tych pięciu wariatów moje relacje z Harrym polepszyły się. Dużo czasu spędzałam również z Liamem, przez co jesteśmy teraz dobrymi przyjaciółmi, a ja jestem mu naprawdę wdzięczna za to co dla mnie zrobił.
 Z pozostałą trójką też miałam niezły kontakt. Zawsze rano, przy śniadaniu razem z Niallerem mieliśmy konkurs w jedzeniu. Za każdym razem było dużo śmiechu. Blondynek okazał się niezłym żarłokiem, jednak ja nie byłam dużo gorsza. Wsuwaliśmy razem kilka porządnych kanapek, potem jogurty, płatki. Na koniec galaretki, kiśle albo budynie.
 Niektóre wieczory spędzaliśmy wszyscy razem w ogromnym salonie. Graliśmy w śmieszne i zboczone gry, lub też rozwalaliśmy się na kanapie oglądając  najróżniejsze filmy. Potem albo szliśmy spać jak normalni ludzie, albo siedzieliśmy w szóstkę i gadaliśmy do 4 nad ranem.  Ogólnie było fajnie. Naprawdę fajnie. Czułam się jakbym znała ich od zawsze, jakby byli moimi najlepszymi przyjaciółmi, a ich dom byłby moim domem.
Po chwili usłyszałam jak silnik powoli przestaje pracować. W końcu samochód stanął.  Razem z chłopakami postanowiliśmy zaprosić Emily do ich willi, na obiad. Ja i brunet dziś wcześniej wyjechaliśmy do szpitala zostawiając pozostałą czwórkę z przygotowaniem pysznego obiadu i ogarnięciu domu, aż do naszego przyjazdu. Trochę mają roboty, ale jest ich czwórka, chyba sobie poradzą.

*Oczami Zayna*

Od rana razem z trzema idiotami przygotowywaliśmy dom na przyjazd Liama, Mel i tej jej przyjaciółki...Emily, jeśli dobrze pamiętam. Rozdzieliliśmy obowiązki mniej więcej po równo. Louis i Niall mieli się zająć doprowadzeniem do ładu salonu i hallu. Harry, jako nasz kucharz z drobną pomocą Nialla miał przygotować coś naprawdę dobrego na obiad. Ja miałem ogarnąć jadalnię plus poodkurzać dolne piętro. Lou coś tam bąknął, że może zająć się łazienką, ale znając jego zapał do pracy przez „zajęcie się łazienką” pewnie miał na myśli uzupełnienie papieru toaletowego, a jak by położył mydło na mydelniczkę, albo wymienił ręczniki to bym się zdziwił. Taa... Louis to nasza „Perfekcyjna Pani Domu”. 
W pewnym momencie poczułem wibracje w kieszeni spodni. „Dostałem wiadomość. Ale błyskotliwość”- skarciłem w myślach sam siebie. Wyciągnąłem telefon i odczytałem wiadomość

Za chwilę podjeżdżamy pod dom . Ogarnijcie wszystko do końca i nakryjcie stół.
                                                                   Liam
-Chłopaki, ogarnąć tyłki zaraz będą-krzyknąłem, po czym skierowałem się ku jednej z kuchennych szuflad, by wziąć z niej sztućce i naczynia. Po chwili miałem już wszystkie potrzebne naczynia w ręku, toteż ruszyłem szybkim tempem w stronę jadalni, uważając po drodze by niczego nie upuścić.
Po kilku minutach wszystko było już gotowe i czekało na nałożenie jedzenia. Byłem z siebie dumny- stół wyglądał całkiem nieźle. właśnie szedłem w stronę hallu, gdy w pewnym momencie drzwi się otworzyły. W progu zobaczyłem po kolei Liama, Mel i... nagle poczułem, że sztywnieję, moje mięśnie zaczęły się gwałtownie napinać, a żołądek podskoczył do gardła
-Cholera...-szepnąłem

-----------------------------------------------------------------------------------
No to już mamy rozdział 13. Wiem, długo nie pisałam, ale w szkole miałam natłok wszystkiego, do tego brak czasu na pisanie i wymyślenie czegoś sensownego.  Teraz są święta, więc mam nadzieję.
P.S. Jest teraz 1.08, czyli dziś jest Wigilia i URODZINKI LOUISA!!! <3 HiHi mam podjarę...
Mam nadzieję, że szybko napiszę nn
Komentujcie, proszę<3
Weris<3

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rozdział 12


*Oczami Melanie*

Siedziałam w pokoju Hazzy cały czas z nim rozmawiając. Cieszę się, że w końcu udało nam się rozwiązać ten konflikt, który od dawna męczył nas oboje. Było bardzo miło, śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Loczek opowiadał o różnych rzeczach, które przytrafiły mu się w Londynie, mówił o  zarówno śmiesznych, jak i ważnych dla niego sprawach. W gruncie rzeczy cieszyłam się, że go...odnalazłam. Jego widok oraz każdy uśmiech sprawiał mi radość. Nagle ciemna drzwi gwałtownie się uchyliły.
-O hej, tu jesteś. Mel, szukałem cię, myślałem, że pojechałaś do domu, a ty tymczasem siedzisz u naszego podrywacza- zaśmiał się Liam. Na początku wyglądał na lekko zmartwionego, lecz po chwili powróciło mu poczucie chumoru, które tak bardzo lubiłam. -Czemu się tak schowaliście? Macie jakieś wspólne sekrety?- znów zażartował brunet stojący w przejściu. Tak, śmiech i żarty to jedne z ulubionych rzeczy Liama, jadnak z drugiej strony często jest rozsądny, rozważny i odpowiedzialny. Jego wypowiedź trochę mnie speszyła, ponieważ w pewnym stopniu, niewielkim, ale jednak czułam do Harrego dystans. Po tak długim czasie rozłąki widząc go zaledwie po raz drugi nie rzuciłabym mu się przecież na szyję i nie zaczęła namiętnie całować. To by było dość dziwne, mogę sobie tylko wyobrazić minę Liama, gdybym tak zareagowała na widok Loczka, wtedy, w studiu nagraniowym. Zaśmiałam się w myślach, lecz po chwili powróciłam do rzeczywistości. Czułam się lekko zażenowana, jednak Hazza wkroczył do akcji w odpowiednim momencie.
-My... po prostu chcieliśmy chwilę sami pogadać, wiesz nie widzieliśmy się ponad trzy lata, a kiedyś byliśmy ze sobą na prawdę blisko. Wspominaliśmy stare czasy...
- Spoko, w takim razie nie będę wam przeszkadzał...- odpowiedział ze zrezygnowaną nutą w głosie brunet i powoli zaczął zamykać drzwi
- Nie, Liam poczekaj, my już w sumie skończyliśmy- przerwałam mu, poczym wstałam z łóżka patrząc jedynie przelotem na Harrego, i podeszłam do wyjścia
- Aa... ok, to choć pokaże ci łazienkę i dam jakieś ubrania- zaproponował rozweselony brunet, natomiast na twarzy Loczka pojawił się lekki smutek
- To hej- rzuciłam mu, następnie weszłam razem z Liamem na korytarz, zostawiając Hazze samego w pokoju.
Zatrzymaliśmy się przed dużymi ciemnymi drzwiam, które po uchyleniu ukazały moim oczom jasną, ekskluzywnie urządzoną łazienkę. Usłyszałam, jak chłopak na chwilę oddala się. Weszłam powolnym krokiem do środka, dokładnie badając wzrokiem każdy mebel znajdujący się w pomieszczeniu. Prezentowało się ono, zresztą jak cały dom w dość nowoczesnym stylu.
-Ładnie tu...- powiedziałam obracając się w stronę Liama, który właśnie przyszedł niosąc ze sobą ręczniki.
- Razem z chłopakami wybieraliśmy wnętrze. Cieszę się, że ci się podoba.-odpowiedział, po czym opuścił pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi. Ja tym czasem postanowiłam wziąśc odprężający prysznic.
Po kąpieli weszłam prosto do pokoju Liama. Niestety jednak zapomniał dać mi jakiejś koszulki, więc na razie pozostałam w samym ręczniku, chciałam go jednak poprosić by dał mi ubranie. Powoli otworzyłam drzwi należące do pomieszczenia chłopaka, jednak tam- pustka. Chodziłam wolnym krokirm po miłym w dotyku dywanie, przyglądając się różnym zdjęciom wiszącym na ścianie. Tak fotografie, to były rzeczy, któere kochałam podziwiać. W końcu po kilkunastominutowym oczekiwaniu na chłopaka moja skóra zaczęla odczuwać zimno. Postanowiłam więc poprosić Lokersa o pomoc, dlatego żywym krokiem poszłam do jego sypialni. Na moje nieszczęście w niej również nikogo nie zastałam, ale znów postanowiłam poczekać. "Hmmm, ciekawe co oni robią?"- pomyślałam, siadając jednak na łóżku. Po chwili, jednak do pokoju wparował jego właściciel. Z hukiem zatrzasnął drzwi, lecz, gdy zauważył mnie stanął zaskoczony. Widziałam jak cała jego złość wynikająca z niewiadomego dla mnie powodu znika, a zastępuje ją zdziwienie i ciepło.

*Oczami Harrego*

Byłem naprawdę wkurzony. Liam zaczął coraz bardziej działać mi na nerwach. Jak on mógł wogóle ubzdurać sobie, że zaciągnąłem Melanie do mojego pokoju, bo chciałem ją przelecieć. Przecież, ona jest jedną z najważniejszych dla mnie osób, jak mógłbym ją tak parszywie skrzywdzić. Od momentu gdy się poznaliśmy w Polsce zawsze zależało mi na niej i wiem, że cały czas tak pozostanie.
Wszedłem wkurzony do mojej sypialni, a tam... Mel, w samym ręczniku, patrzyła na mnie tymi pięknymi, głębokimi oczami. Na początku nie zauważyłem jej, więc lekko zaskoczył mnie ten fakt, iż jej osoba znajduje się teraz w tym pomieszczeniu. Na jej twarzy widniała niewinność, widać było, że jednak lekko się wstydziła.
- Ha...Harry, ja.. przepraszam, może nie powinnam tu przychodzić- powiedziała niepewnie, zmoerzając ku wyjściu.
- Nie, zostań...- powiedziałem, łapiąc ją za nadgarstki. Jak na złość moim głosie można było usłyszeć jeszcze nutę złości, która została mi po dyskusji z brunetem.
-C... coś się stało? - zapytała. Cholera, nie tylko ja to usłyszałem.
- Mel, przepraszam, po prostu... Liam mnie trochę wkurzył- powiedziałem łagodniej. Udało mi się zapanować nad barwą głosu, gdyż na jej niewinny widok wszystkie negtywne emocje mnie opuściły. -Hej, ty się trzęsiesz... i jesteś cała zimna- zauważyłem dotykając jej dłoni
- Tak, w sumie przyszłam tu bo chciałam cię poprosić o jakąś koszulkę, albo coś w tym rodzaju, bo Liama nie było w pokoju, a mówił, że mi da jakieś ubranie na noc...
- Ta... ten to zawsze najtroskliwszy- mruknąłem pod nosem- choć, siadaj na łóżku i proszę, masz tu kocyk, ja zaraz coś dla ciebie znajdę- powiedziałem do pięknej blondynki, poczym udałem się do garderoby. Po chwili udało mi się wygrzebać coś odpowiedniego.
- Mam nadzieję, że będzie dobra- powiedziałem siadając obok dziewczyny na łóżku i podając jej moją koszulkę
- Dziękuję- odpowiedziała miło i obdarzła mnie pięknym uśmiechem. Była taka śliczna, że nie mogłem przestać na nią patrzeć, zwłaszcza jak się uśmiechała- dla mnie wyglądała jak anioł.
- Cieszę się, że mogłem pomóc- także posłałem jej uśmiech. Patrzyłem jej prosto w oczy, ona mi też, jednak, w pewnym momencie mój wzrok powędrował na jej usta, lech chwilę później znów zagłębiałem się w jej tęczówkach.
- Harry...- powiedziała cicho, ale ja delikatnie objąłem jej chłodną twarz swymi ciepłymi rękoma, a moje wargi powoli zaczęły przybliżać się do niej. Na początku patrzyła na mnie, lecz nie stawiała oporów.
- ...ja też cię kocham...- dokończyłem za nią, poczym moje usta złaczyły się z jej malinowymi wargami w pocałunku. Ta chwila była jedną z najpiękniejszych. Nasze wspólne wspomnienia powróciły, zaczęły latać mi w głowie, jednak nie przerywaliśmy pocałunku, ba, poczułem, jak Melanie zaczęła go nieśmiało odwzajemniać, przez co stał się bardziej namiętny. Tak teraz byłem już w stu procentach pewny. Mimo, że popełniłem błąd moje uczucia pozostały takie same. Nigdy nie przestałem jej kochać...




---------------------------------------------------------------------------------------
 Heeej,
I jak tam emocje po kolejnym rozdziale? Mam nadzieję, że się podobał.
Proszę, KOMENTUJCIE!!! To sssssstttrrraszna motywacja!! 
Od razu  mówię, że jak ktoś zagląda w zakładkę "Bohaterowie" to dodałam nowe zdjęcie, które trochę bardziej przypominają postacie w tym opowiadaniu, niż osoby z poprzednich fotografii ( przynajmniej w mojej wyobraźni). Oczywiście każdy może wyobrażać sobie bohaterów jak chce.
Następny rozdział niedługo,

Weris<3

+ jak wam jest smutno to dodaję romantyczny gif z Hazzą <3
Hahahahahaahaha