niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 20

5 komentarzy = nowy rozdział :)

przeczytaj notkę pod rozdziałem


* Oczami Liam'a*

- Harry..
- Nie ma mowy!- powiedział ostro
- Stary, uspokój się- odpowiedziałem wolno
- Jestem spokojny- syknął
- Wracajmy do domu, to nie ma sensu- starałem się przemówić chłopakowi do rozumu
- Nie będę nigdzie, kurwa, wracał!- podniósł ton głosu, a dłonie jeszcze bardziej zacisnął na kierownicy, tak, że pobielały mu kostki.
- Harry zawróć. Jest prawie piąta nad ranem, jeździliśmy całą noc, dalsze kręcenie się na obrzeżach miasta nie ma sensu. Wrócimy do domu, prześpisz się i zgłosimy to na policję.- ponowiłem próbę. Starałem się wytłumaczyć mu, iż to się nie uda. Nie chodzi o to, że Melanie mnie nie obchodzi. Martwię się o nią, bardzo, lecz wiem, że ktoś musi myśleć racjonalnie, a tą osobą na pewno nie będzie Hazza. Uważam, że ledwo żyjący chłopak prędzej spowoduje wypadek, lub wjedzie w jakieś drzewo niż znajdzie blondynkę. Oprócz tego, że wyglądał jak trup, miał ręce sztywno zaciśnięte na kierownicy i skamieniały wyraz twarzy.
- Nie będę spał wiedząc, że Mel grozi niebezpieczeństwo. Znajdziemy ją.- o i zapomniałem dodać jeszcze, że miał szczękę zaciśniętą tak, jakby chciał połamać sobie wszystkie zęby. Był cały spięty i zdeterminowany.
- Zatrzymaj się.
- Nie.
- Zatrzymaj!- podniosłem głos.
- Nie!
- Kurwa, stój!- wrzasnąłem. Samochód gwałtownie zahamował, prawie wpadłem na przednią szybę. Nim się obejrzałem usłyszałem trzask drzwi samochodowych i na maksa wkurzonego Harry'ego idącego w stronę małego, srebrnego Mercedesa starej klasy różniącego się od mojego ciemnego Land Rover'a. Chłopak zaraz wybuchnie.
Niedobrze.
Szybko otworzyłem moje drzwi, od strony pasażera i pobiegłem w stronę Lokersa, wydzierającego się na faceta, który kierował osobówką.
- Co ty sobie, kurwa, wyobrażasz?! Myślisz, że możesz każdemu tak po prostu zajeżdżać drogę?!- darł się mój przyjaciel. Harry wrzeszczący i przeklinający na innego kierowcę? Jest jedną z bardziej tolerancyjnych osób na drodze jakie znam. Nie widziałem nigdy, żeby wkurzał się podczas jazdy.
Gdzie jest Hazza?
- Proszę pana, niech się pan uspokoi- facet około czterdziestki próbował opanować sytuację, lecz chyba na marne.
- Wjeżdżasz mi na środek skrzyżowania i mówisz, żebym się uspokoił?! Człowieku, przez ciebie, kurwa, mogłem spowodować wypadek!!- wydzierał się brunet
- Proszę pana, jechał pan na podporządkowanej, poza tym z tego co widzę miał pan znak stop, ja natomiast jechałem główną i miałem zielone światło. Proszę się uspokoić, albo wezwę policję.- ostrzegł mężczyzna.
- Te swoje zielone światło, to możesz sobie....- w tym momencie położyłem ręce na ramionach przyjaciela i próbowałem go odciągnąć.
- Harry dosyć- powiedziałem groźnie patrząc na jego pociemniałe oczy- przepraszam pana, kolega jest ostatnio zbyt nerwowy- uśmiechnąłem się przepraszająco w stronę faceta, wyraźnie go uspokajając. Przepchnąłem jakoś nabuzowanego Lokersa w stronę mojego auta.
- Liam, kurwa...- chciał zacząć, ale mu przerwałem
- Nie uważasz, że to przesada? Wyżywasz się na obcym mężczyźnie bo nie możesz znaleźć Melanie, która oprócz porwania, równie dobrze może być u znajomego, lub w hotelu. Co jeśli tamten chłopak, był jej kumplem ze szkoły, albo coś? Nie pomyślałeś o tym? Jesteś przewrażliwiony i nie myślisz logicznie. Teraz ja mówię, co robimy. Siadaj na miejscu pasażera i jedziemy do domu.
- Czy ty nie rozumiesz, że ona...
- Zamknij się! Jedziemy do domu. Koniec.- wkurzył mnie. Skoro spokojne gadanie do niego nie dociera, zastosowałem jego metodę i zacząłem wrzeszczeć.
Podziałało.

*Oczami Harry'ego*

Miałem dość.
Nie, nie mogłem odpuścić.
Ból głowy rozsadzał mi czaszkę od środka, ale to pewnie od nieprzespanej nocy. Może byłem lekko zmęczony, ale myśl o spokojnym zaśnięciu nie przechodziła nawet przez mój umysł. Złość, zdenerwowanie, strach, zdeterminowanie by tylko ją znaleźć. Z całego serca pragnąłem ujrzeć jej twarz, uśmiech, oczy, wiedzieć, że jest bezpieczna. Najgorsze było jednak to, że kompletnie nie wiedziałem gdzie znajduje się Melanie. Wizja dziewczyny, w łapach jakiegoś obleśnego typa łamała mnie od środka.
Dosłownie.
Gdy tylko wyobrażałem sobie, że blondynce może stać się krzywda wewnątrz cały płonąłem i trząsłem się ze złości, natomiast narządy po kolei rozłamywały się na kawałki. Próbowałam tłumaczyć sobie, że może naprawdę nic wielkiego się nie stało, ale podświadomość podsuwała mi najstraszniejsze opcje. Miałem złe przeczucie.
Od kąd zorientowałem się, że Mel nie ma stałem się kłębkiem nerwów. Nie byłem w stanie normalnie funkcjonować. Nawet prowadząc, przed oczami miałem twarz blondynki. Myślałem, że zwariuję. Potem Liam zaczął pieprzyć coś, że to bez sensu, ale szczerze? Jego słowa nie zbyt do mnie trafiały. W mojej głowie cały czas ktoś krzyczał " Znajdź ją!! Ona jest w niebezpieczeństwie!!" . Nic innego do mnie nie trafiało. Wszystko dookoła było stłumione, jedynym wyraźnym dźwiękiem był ten właśnie oto głos, gdzieś wewnątrz mojego umysłu.
Jedynym na tyle silnym impulsem był właśnie ten srebrny rzęch, który prawie wjechał mi pod koła. Do końca nie wiedziałem co robię, po chwili już stałem i wydzierałem się na kierowcę. W jednym momencie wszystkie emocje przybrały punkt kulminacyjny i nie mogłem powstrzymać napadu gniewu. Przez chwilę miałem zamiar rzucić się na tego faceta, wyżyć na nim wszystkie myśli, ale na szczęście Liam pomógł mi się opanować. Choć na chwilę. Gdyby nie mój przyjaciel, chybabym zabił tego kierowcę, gdybym rzeczywiście zaczął go okładać.
- Liam, kurwa...- już miałem ochotę go opieprzać. Czy on nie rozumiał, że jej się coś mogło stać?! W ogóle się tym nie przejmuje?! Podobno są "przyjaciółmi"?
- Nie uważasz, że to przesada? Wyżywasz się na obcym mężczyźnie bo nie możesz znaleźć Melanie, która oprócz porwania, równie dobrze może być u znajomego, lub w hotelu. Co jeśli tamten chłopak, był jej kumplem ze szkoły, albo coś? Nie pomyślałeś o tym? Jesteś przewrażliwiony i nie myślisz logicznie. Teraz ja mówię, co robimy. Siadaj na miejscu pasażera i jedziemy do domu.- przerwał mi głosem nie przyjmującym sprzeciwu. Aha, uwaga bo się posłucham.
- Czy ty nie rozumiesz, że ona..
- Zamknij się! Jedziemy do domu. Koniec.-krzyknął. Nie wiedziałem co robić, byłem rozdarty. Z jednej strony Liam miał rację, może przesadzam? Może padła jej komórka, lub po prostu ją zgubiła? Jednak, jestem przekonany, że chociaż przyszłaby mi o tym powiedzieć i szczerze, jestem średnio przekonany czy normalni licealiści przychodzą na imprezę organizowaną przez gwiazdy takie jak Ed. W końcu po namyśle wsiadłem wkurzony do samochodu i czekałem, aż brunet odpali silnik. Nie wiem dlaczego, ale czułem się częściowo pokonany. Wewnątrz cały się gotowałem, miałem ochotę wyskoczyć z samochodu i biec przed siebie, byle by tylko znaleźć Melanie. Musiałem niestety chociaż trochę utrzymywać się przy zdrowych zmysłach i pozostać na miejscu dla pasażera. Było to jednak trudne. Po głowie cały czas chodziło mi jedno, cholerne pytanie:   "Co się z nią stało?!" 

* Oczami Melanie *

Powoli otwieram oczy, lecz wszystko jest rozmazane. Dopiero po chwili łapię kontrast. Jest już prawie widno. Kilka sekund później moje podstawowe zmysły zaczynają reagować. Pierwsze co czuję, to nieprzyjemny zapach. Benzyna, spalona guma czy plastik, lub też inna, nie do końca mi znana ohydna woń. Rozglądam się i dopiero teraz orientuję się, gdzie tak właściwie jestem. W rozwalonym, ciemnym, potężnym samochodzie, w połowie zgniecionym jak puszka po coli. Auto jest przewrócone, leży dachem na ziemi, w jakimś rowie. Przed oczami ukazuje mi się wizja z poprzedniej nocy. Głosy, związane ręce, moje paznokcie w oczach kierowcy, wrzaski, przekleństwa, pisk opon, upadek, ból, ciemność. Spoglądam na moje ciało, przyciśnięte przez fotele, jakąś metalową kratę i... w tym momencie moje oczy lądują na nie ruszającym się facecie, całym we krwi. Przez chwilę wstrzymuję oddech i nie wykonuję najmniejszych ruchów, patrząc na mężczyznę niczym wystraszony kot. Po chwili jednak zaczynam panikować i próbuję się wydostać moje nogi z pod niego. W tym momencie czuję niemiłosierny ból i z moich ust wydobywa się stłumiony krzyk. Spoglądam na prawą kostkę, którą udało mi się wydostać z pod ciała lekko otyłego faceta, tylko dzięki gwałtownemu szarpnięciu. Próbuję ruszyć nogą, lecz znów odczuwam ten sam ból. Dotykam delikatnie wrażliwe miejsce palcami i czuję, że cała kostka jest opuchnięta. Gdy unoszę łydkę lekko do góry, stopa bezwładnie wisi w powietrzu, a ból nasila się, więc szybko, ale ostrożnie kładę ją z powrotem.
Kilka minut później udało mi się mniej więcej ocenić sytuację. Obok mnie leży jeszcze dwóch mężczyzn, oboje nieprzytomni.
Albo nieżywi.
Wszędzie krew.
Przesuwam się powoli, uważając na prawą kostkę, tak że mam nogi na przy drzwiach.
Muszę się stąd wydostać.
Z całej siły walę kilkakrotnie lewą stopą w plastik, aż w końcu zawiasy ustępują i drzwi lądują w lekkim błocie, a przede mną ukazuje się wolna do wyjścia przestrzeń. Najwięcej siły zużywam, by wypełznąć z pojazdu. Po wielu próbach udaje się. Leżę na rzadkiej trawie, pomieszanej z błotem. Udaje mi się odczołgać jeszcze dalej od samochodu, tak że jestem na odległości jakichś 4 metrów. Spoglądam na całkowicie roztrzaskane auto, później na moje posiniaczone i pokrwawione ciało. Mam kilka ran na nogach, nie licząc kostki i naście pojedynczych drażnień na rękach. To jest jednak teraz mój najmniejszy problem. Znajdujemy się między polami, na totalnym pustkowiu. Zero żywej duszy. Przynajmniej to nie las...
Rozglądam się w poszukiwaniu komórki. No tak, miałam ją w torebce, którą najprawdopodobniej zabrały mi te obleśne typy. Pewnie którychś z nich ma telefon.
Nie, nie zbliżę się tam.
Wracanie do roztrzaskanego pojazdu to ostatnia rzecz, jaką chcę w tym momencie uczynić. Jednak wiem, że muszę.
Boję się jak cholera, lecz powoli, nie spuszczając wzroku z facetów przybliżam się do miejsca, z którego przed chwilą uciekłam. Jakie to logiczne. Gdy wreszcie docieram w miarę blisko łapię się dłońmi o ramę dachu i podciągam bliżej. Przyczołguję się do leżącego bezwładnie mężczyzny i wstrzymuję oddech. Patrzę prosto w jego zamknięte oczy, które po chwili otwiera.

----------------------------------------------------------
Tak właściwie nic specjalnego się nie wydarzyło, ale  udało się dziś uzbierać
5 komentarzy więc chciałam jeszcze dzisiaj dodać.
Trochę przerażające zakończenie, ale chciałam was zaciekawić :)

Myślę, że od teraz rozdziały będą pojawiać się właśnie około niedzieli, lub poniedziałku.  OCZYWIŚCIE JEŚLI UZBIERAMY 5 KOMENTARZY:)

Mam nadzieję, że rozdział się spodobał.
To następny MOŻE w niedzielkę :)
Dziękuję za motywację <3

Weris<3 

wtorek, 18 marca 2014

Rozdział 19

5 komentarzy = nowwwy rozdział :)



* Oczami Melanie *

Jechaliśmy po wyboistej drodze, z wieloma dziurami, przez co moja głowa waliła o drzwi samochodu. Tak, byłam w samochodzie, gdzieś tam słyszałam pacujący silnik i koła.
Ale nie widziałam niczego więcej.
Mogłam wyczuć czarną opaskę na moich oczach, ręce miałam związane jakimś sznurkiem, a moje wnętrzności wręcz płonęły. Wewnątrz czułam niemiłosireny ból, jakby ktoś kuł mnie igłami od środka. W pewnym momencie samochód mocno się zakołysał, jakby wjechał na ogromną dziurę. Walnęłam kolejny raz glową o coś twardego, i upadłam na fotele obok. Jednak cały czas sparaliżowana strachem nie wydobyłam z siebie żadnego dźwięku.
- Kurwa, uważaj!- usłyszałam wkurzony, męski głos.
- Stary, uspokuj się, to nie przeze mnie, ta droga jest gówniana- odpowiedział jeżcze niższy, męski głos. Kierowca wydawał się jednak spokojniejszy.
- Dobra, nie ważne, pośpiesz się zanim się obudzi
- Ile mamy jeszcze czasu?- zapytał facet o niskim barytonie.
- Kilkanascie minut- dobra Mel, masz kilkanaście minut na uratowanie samej siebie. Zaczęłam szarpać związanymi za plecami dłońmi i wyginać je w różne strony w celu wyplątania ich ze sznurka. Na moje szczęście nie było tak źle jak myślałam: po chwili udało mi się wyślizgnąć nadgarstki ze linki. Myśl Mel, myśl, co możesz zrobić? Powoli usiadłam z tyłu, tak żeby żaden z mężczyzn mnie nie zauważył. Byli skupieni na jeździe. Z tego co usłyszałam głos kierowcy wydobywał się z faceta siedzącego tuż przede mną. Nie myśląc dłużej gwałtownie wyciągnęłam ręce przed siebie i wcisnęłam palce oraz paznokcie w twarz mężczyzny. Usłyszałam krzyki, kolejki przekleństw, ktoś próbował odciągnąć moje dłonie, jednak ja włożyłam całą siłę we wciskanie ich jak najbardziej w skórę i oczy kierowcy. Po chwili do moich uszu doszedł przeraźliwie głośny trzask i wszystko dookoła zaczęło się kręcić, turbować i rozwalać.

* Oczami Harry'ego*

-Widziałeś Mel?- zapytałem Zayn'a, którego wreszcie udało mi się znaleźć między masą upitych ludzi. Tańczył z Emily na parkiecie.
- Co? Nie, nie widziałem...- odpowiedział luźno, jednak ja zaczynałem się martwić. Brunetka również pokręcił przecząca głową.
- Poszła do łazienki, gdy gadałem z Ed'em, ale to było jakieś 20 minut temu...
-Może się zgubiła, albo coś.
-Nie wiem...- przeczesałem nerwowo palcami po włosach- nie ważne, bawcie się dobrze, a ja jej poszukam- odpowiedziałem i ruszyłem na górę. Może rzeczywiście gdzieś się zgubiła... to w sumie duży dom, prawda?
Sypialnia, biuro, pokój, pokój, nadzy ludzie w pokoju, pokój, sypialnia. W łazience też nic. Zero Melanie. 
Gdzie ona, kurde, jest?? 
- O hej, Lou widziałeś Mel?- lekko odetchnąłem z ulgą na widok mojego przyjaciela.
- Wiesz co, ostatni raz widziałem ją jak gadała z jakimś facetem, a później chyba pili drinki, czy coś... może wyszła?
- Nie sądzę... chyba powiedziała by mi, prawda? W końcu niby przyszliśmy tu razem...- przejechałem dłonią po włosach. Kolejny raz.- to się wydaje trochę dziwne, jak myslisz?
- Nie wiem... spytaj się kogoś przy wyjsciu, moze ją widzieli, chociaż i tak wydaje mi się, że na pewno gdzieś tu jest, zobacz: jest tu z jakieś 500 osób
- Może, rzeczywiście masz rację... nie potrzebnie panikuję. Poszukam jej jeszcze raz na dole, najwyzej później zapytam kogoś.
- Spoko stary, nie martw się. To duża dziewczynka- chłopak wyszczerzył się i poklepał mnie po plecach, nastepnie ruszył w przeciwnym kierunku do czekajacej na niego Eleanor. Ja natomiast probowałem się uspokoić i myśleć racjonalnie. Zszedłem z powrotem na dół i udałem się do kuchni. " Wyluzuj Harry, tak jak mówił Louis, jest tu masa ludzi, Melanie napewno nigdzie nie wyszła. Niepotrzebnie panikujesz, zaraz ją znajdziesz" - tłumaczyłem sobie w myślach, lecz to zbytnio nie pomagało. Miałem złe przeczucie. Po nastepnych kilkunastu minutach nieudanego poszukiwania wypatrzyłem w tlumie rudą czuprynę Ed'a, stojacego przy wyjściu. No cóż, kurde, bede chodził jak ten palant i pytał się każdego po drodze " Hej, widziałeś może moją przyjaciółkę, która dziwnym trafem poszła do kibla i nie wróciła?". Z drugiej strony mam nadzieję, że może on wie, gdzie jest blondynka. Przecisnąłem się przez tłum, aż w końcu dostałem się na drógą stronę sporego pomieszczenia.
- Ed, widziałeś Melanie?- zwróciłem na siebie uwagę chłopaka.
- Melanie?- no tak, jego pamięć- pierwsza klasa.
- Ta blondynka, z którą tu przyszedłem, i którą przedstawiłem ci kilka godzin temu- wyjaśniłem
- Ach tak, czekaj... ona przyszła tu z tobą?- zapytał ze zdziwieniem
- Tak, a co w tym dziwnego?
- To jakim cudem wyszła ze swoim chłopakiem?- Co?!
- Wyszła?! Poza tym ona nie ma chłopaka- prawda? Chyba by mi powiedziała.
-Wyszła to średnie określenie. Nie widziałeś? Jakąś godzinę temu widziałem jak wynosił ją stąd jakiś facet. Chyba zemdlała, myślałem, że to jej chłopak- co kurwa?! Nie, nie, nie, nie, nie.
- Dzięki Ed, ja już spadam - rudzielec otworzył buzię, by coś powiedzieć, ale już tego nie usłyszałem, ponieważ jak torpeda ruszyłem ku wyjściu. Po kilku sekundch stałem już przy samochodzie Liama. No tak, nie mam kluczyków... Pośpiesznie wyjąłem ze spodni komórkę i wykręciłem numer bruneta.
- Co jest Harry? - usłyszałem głos na wpół-pijanego Liama
- Stary, błagam cię przyjdź do samochodu, czekam tutaj- taa... panikuję
- Ale co się stało?- nie wydawał się zbyt wzruszony
- Powiem ci jak przyjdziesz, ale TERAZ! - prawie krzyknąłem
- Już idę, spoko, tylko nie dostań ataku paniki i nie uduś mi się tam czasem- zażartował, po czy się wyłączył. Po kilku minutach, które wydawały się wiecznością zauważyłem mojego przyjaciela.
- Dobra, a teraz gadaj o co chodzi?- zapytał, gdy podszedł do mnie i oparł  się ręką o dach pojazdu. Miał przeszklone oczy i wypieki na twarzy, jednak nie wyglądał na bardzo upitego. 
- M-Melanie, jakiś facet wyniósł ją z imprezy, szukałem jej przez jakąś godzinę, później złaapałem Ed'a i on mi o wszystkim opowiedział. Najprawdopodobnie Mel zagadał jakiś chłopak, pewnie dosypał jej czegoś do drinka, ona zemdlała, a on ją wyniósł.  
- Co?!- po tym jak przetworzył sobie informacje na jego twarzy pojawił się szok, podobny do mojego.
- Musimy ją znaleźść- zabrałem mu kluczyki z ręki i otworzyłem drzwi samochodu
- Hej Harry, powoli, pomyśl racjonalnie. Jest środek nocy, my jesteśmy pijani i nawet nie wiemy gdzie jechać. Wezwijmy policję- rzeczywiście to trochę nierozsądne, ale w tej chwili to nie ważne. Muszę ją znaleźść.
- Liam, wierzysz w te pierdoły?  Zanim policja przyjedzie, ogarnie sytuację i zacznie działać minie kilka godzin, to nic nie da, tylko pogorszy sprawę- wsiadłem do środka i próbowałem wcelować kluczykami do stacyjki
- Nie pozwolę ci prowadzić po pijanemu- powiedział ostrzegawczo i odebrał mi drobny sprzęt
- Cholera Liam, daruj sobie rozsądek, nie rozumiesz?! - chyba krzyknąłem-Jej może się coś stać. Nie jestem pijany, wypiłem najwyżej dwa drinki, jakieś dwie i pół godziny temu. Oddawaj kluczyki i jeśli chcesz mi pomóc to nie pieprz, tylko wsiadaj obok. - powiedziałem może zbyt ostro, ale brunet posłusznie zwrócił mi mały sprzęt, który po chwili wylądował w stacyjce, odpalając silnik. Chłopak usiadł na siedzeniu dla pasażera i pochwili wyjechaliśmy na drogę. Nie wiem jak, nie wiem gdzie, ale znajdę ją. Muszę ją znaleźć.

---------------------------------------------
Trochę krótki.... Za błędy przepraszam.
Następny MOŻE w przyszłym tygodniu... zależy od komentarzy :)

Weris<3