*Oczami
Melanie*
Biegliśmy jak
najszybciej razem z Liamem przez kremowo-zielony hall, który wydawał się nie
mieć końca. Mijaliśmy po kolei białe drzwi prowadzące do pokojów pacjentów. W
pewnym momencie trafiliśmy na odpowiednie wejście prowadzące do Sali, w której
znajdowała się moja przyjaciółka.
Wbiegłam do pokoju cała
zdyszana. Gdy zobaczyłam to, stanęłam jak
wryta, a na mojej twarzy momentalnie
pojawiło się przerażenie.
-Emily!
Emily!- zaczęłam się wydzierać, ze łzami
w oczach.- Co jej jest?!- wrzeszczałam i chciałam podbiec do łóżka do niej lecz
towarzyszący mi brunet przytrzymał mnie i odciągnął. Chciałam się mu urwać,
lecz gdy mocniej złamałam jego ręce, poczułam ogromny ból. Momentalnie
spojrzałam na moje dłonie, a moim oczom ukazały się niewielkie lecz bolesne
rany. „Skąd?”-przez moją głowę chwilowo przeleciało to pytanie, lecz
zignorowałam je i dalej próbowałam dotrzeć do przyjaciółki. Dookoła łóżka brunetki stało trzech lekarzy i
dwie pielęgniarki, natomiast dziewczyna trzęsła się i rzucała na różne strony.
Miała zawał.
-Wyprowadźcie
państwa- powiedział jeden z mężczyzn do niskie pielęgniarki, ta natomiast
podeszła szybko do nas
-Proszę
opuścić pokój-powiedziała zdenerwowana
-Ale, ja...
muszę tu być! Nie! Emily!- darłam się jak opętana, niestety Liam przytrzymał
mnie i wyprowadził z sali, a kobieta zamknęła duże drzwi.
-Liam! Puść
mnie!- krzyczałam na chłopaka, niestety nic z tego. Brunet przytrzymał mi ręce,
a jego silny uścisk nie pozwolił mi wykonać jakiegokolwiek większego ruchu, nie
mówiąc już o wejściu z powrotem do pomieszczenia.
Nagle cos
błysnęło. Jakby ktoś pstryknął mi zdjęcie z fleszem tuż przed oczami.
Zobaczyłam
jak lekarze otwierają drzwi i pospiesznie wyjeżdżają z łóżkiem, na którym
leżała trzęsąca się Emily.
-Co?! Gdzie
ją wieziecie?!-znów wrzeszczałam próbując dowiedzieć się co się dzieje.
-Jedziemy na
blok-odpowiedział mi twardo jeden z lekarzy. Nogi się pode mną ugięły. Ledwo mogłam ustać. Liam stojący obok mnie
najwidoczniej to zauważył, ponieważ objął mnie, przytrzymał i pomógł usiąść.
Przytrzymałam
twarz obolałymi dłońmi, łokcie oparłam na kolanach, a moje oczy wypełniły się
łzami. Momentalnie...znowu błysk. Flesz, zdjęcie, ogólna dezorientacja. Stało
się tak jasno, światło oślepiło mnie, lecz po chwili znów zaczęłam dostrzegać
nowo układający się obraz.
Emily leżała
na oddziale intensywnej terapii.
Znów dostała drgawek.
Kolejny
zawał.
Lekarze otaczający jej łóżko strzelali jej prądem z
defibrylatora próbując ożywić serce. Raz... dziewczyna gwałtownie podskoczyła,
jednak na ekranach monitorów podłączonych do jej drobnej sylwetki cały czas
pokazywały prostą linię. Jeden lekarz krzyczał coś do drugiego, jednak przez
szyby nie słyszałam dokładnie słów.
Dwa... moja
przyjaciółka momentalnie oderwała się od łóżka. Nic.
Trzeci...
coś huknęło, mężczyźni cały czas wrzeszczeli. Dziewczyna podskoczyła gwałtownie,
i spadła z powrotem na zieloną pościel. Żadnej reakcji. Monitory cały czas
pokazywały prostą, nieprzerwaną linię. Emily leżała nieruchomo, a ludzie
dookoła niej stali i patrzyli się bez celu w jej postać, nie wykonując
większych ruchów. Po prostu stali i nie mieli odwagi spojrzeć nam w oczy.
Nagle
zrobiło się czarno. Nic nie widziałam. Po chwili byłam jedynie w stanie
usłyszeć nie wyraźnie głos pielęgniarki, tej samej, która wyprowadzała nas
wtedy z pokoju.
-Pani Jones
miała krwiaka w okolicach mózgu, za późno go wykryliśmy i nie zdołaliśmy go
wyciąć...
Znów
ciemność.
-NIE!!!!-wrzasnęłam
na całe gardło i otworzyłam momentalnie oczy. Byłam cała zdyszana. Po chwili
doszło do mnie, że to co przed chwilą wydawało mi się prawdą, było paskudnym
koszmarem. Uspokoiłam się, odetchnęłam z ulgą i usiadłam na łóżku. Moje
patrzałki powoli analizowały pomieszczenie, w którym się znajdowałam. Byłam w
pokoju Liama. Spojrzałam na swoją osobę, lekko się uśmiechając. Miałam na sobie
koszulkę Harrego, przesiąkniętą jego zapachem. Z poprzedniej nocy pamiętam
tylko, że długo gadałam z Lokersem, przesiedziałam w jego pokoju prawie pół
nocy. I ten pocałunek...jak kiedyś.
Ale... czy ja dobrze robię? Czy znowu
zbliżając się do niego, nie wyrządzę nam obojgu krzywdy? Czy mogę dać mu
kolejną szansę po tym wszystkim co się stało? A jeśli zranię go, albo on mnie?
Co wtedy będzie?
Z zamyślenia
wyrwał mnie dźwięk otwierających się drzwi. W progu pojawił się nie kto inny
jak właśnie Hazza.
Kurde.
Kurde.
-Hej-powiedział
lekko zdenerwowany -coś się stało?- zapytał wchodząc do sypialni przyjaciela
-Nie nic, a
co?
-Bo
usłyszałem jak krzyczałaś...-no tak, przecież po co innego by tu przyszedł. Ja
wrzasnęłam, on ma sypialnie za ścianą. Przecież to oczywiste, ale ja nie myśląc
zupełnie musiałam zadać to głupie „a co?” ....yhh...debil...
-Przepraszam,
obudziłam cię
-Nie
szkodzi, i tak jest już późno, co się
stało?
-Miałam
koszmar...martwię się o Emily...
-Nie martw
się, niedługo powinna wyjść ze szpitala, wszystko będzie dobrze-pocieszał mnie
-Harry...
która godzina?- zapytałam po chwili
-Dochodzi 10...
-Już?! Ona
ma operację o 11:30, miałam do niej pojechać wcześniej i przynieść jej kilka
rzeczy-zerwałam się z łóżka i wymijając zgrabnie Loczka pobiegłam do łazienki.
Gdy zeszłam
na dół na zegarku widniała godzina 10:20. W kuchni zastałam Liama kończącego
przygotowywać śniadanie.
-Mmmm.... co
tak ładnie pachnie?- uśmiechnęłam się lekko i podeszłam bliżej chłopaka
-Zrobiłem
gofry- powiedział patrząc na blat, lecz po chwili przeniósł wzrok na mnie
- Gdzie wczoraj
byłeś?- zapytałam unosząc lekko brwi
-Nie
rozumiem..- był zaskoczony moim pytaniem, lecz nie chciał bym to zauważyła
-Chodzi mi o
wczorajszy wieczór, twoja sypialnia była pusta, a na dole było cicho
-Yyy...musiałem
szybko wyjść, miałem do załatwienia kilka spraw- wydawał się niepewny swojej
odpowiedzi i nagle stał się jakiś tajemniczy. Czy on... kłamał? Nie wiem, nie
ważne, bardziej istotna jest Emily.
-Zawołać resztę?- zaoferowałam się
-Pewnie
-Chłopaki
śniadanie!- mój głos rozniósł się echem po całej willi. Jednak nie uzyskałam
żadnej odpowiedzi
-Mam swój
patent- powiedział Liam stając obok mnie, po chwili usłyszałam krzyk
wydobywający się prosto z jego ust- KROWY ŻARCIE!!!
Po chwili do
naszych uszu doszły odgłosy życia, a następnie dźwięk schodzenia po schodach. Mimowolnie zaczęłam się głośno śmiać, a po
chwili już prawie leżałam.
Po jakiś 40
minutach byliśmy już pod szpitalem. Właśnie weszliśmy do Sali, w której leżała
Emily rozmawiająca z Rickiem. Zobaczywszy ją podbiegłam do łóżka i uścisnęłam
uważając na wszystkie podłączone do niej kabelki.
-Emily, jak się
cieszę, że już się obudzałaś, jak się czujesz?- spojrzałam na nią uradowana
-Dobrze,
dzięki. Boli mnie tylko głowa. Lekarz powiedział, że jak operacja pójdzie
dobrze to wyjdę ze szpitala najpóźniej za cztery dni.
-Przywiozłam
ci kilka rzeczy-wskazałam na torebkę w kwiaty- strasznie się o ciebie martwiłam
-Niepotrzebnie,
wszystko będzie ok.-jeszcze raz mocno przytuliłam brunetkę
*Kilka dni
później*
Razem z
Liamem i Emily jechaliśmy do domu chłopaków. Przez ten nie cały tydzień właśnie tam mieszkałam. Codziennie jeździłam
do szpitala i odwiedzałam moją przyjaciółkę. Na szczęście z każdym dniem
wyglądała coraz lepiej.
Przez pobyt
w domu tych pięciu wariatów moje relacje z Harrym polepszyły się. Dużo czasu
spędzałam również z Liamem, przez co jesteśmy teraz dobrymi przyjaciółmi, a ja
jestem mu naprawdę wdzięczna za to co dla mnie zrobił.
Z pozostałą trójką też miałam niezły kontakt.
Zawsze rano, przy śniadaniu razem z Niallerem mieliśmy konkurs w jedzeniu. Za
każdym razem było dużo śmiechu. Blondynek okazał się niezłym żarłokiem, jednak
ja nie byłam dużo gorsza. Wsuwaliśmy razem kilka porządnych kanapek, potem
jogurty, płatki. Na koniec galaretki, kiśle albo budynie.
Niektóre wieczory spędzaliśmy wszyscy razem w
ogromnym salonie. Graliśmy w śmieszne i zboczone gry, lub też rozwalaliśmy się
na kanapie oglądając najróżniejsze
filmy. Potem albo szliśmy spać jak normalni ludzie, albo siedzieliśmy w szóstkę
i gadaliśmy do 4 nad ranem. Ogólnie było
fajnie. Naprawdę fajnie. Czułam się jakbym znała ich od zawsze, jakby byli
moimi najlepszymi przyjaciółmi, a ich dom byłby moim domem.
Po chwili
usłyszałam jak silnik powoli przestaje pracować. W końcu samochód stanął. Razem z chłopakami postanowiliśmy zaprosić
Emily do ich willi, na obiad. Ja i brunet dziś wcześniej wyjechaliśmy do
szpitala zostawiając pozostałą czwórkę z przygotowaniem pysznego obiadu i
ogarnięciu domu, aż do naszego przyjazdu. Trochę mają roboty, ale jest ich
czwórka, chyba sobie poradzą.
*Oczami
Zayna*
Od rana
razem z trzema idiotami przygotowywaliśmy dom na przyjazd Liama, Mel i tej jej
przyjaciółki...Emily, jeśli dobrze pamiętam. Rozdzieliliśmy obowiązki mniej
więcej po równo. Louis i Niall mieli się zająć doprowadzeniem do ładu salonu i
hallu. Harry, jako nasz kucharz z drobną pomocą Nialla miał przygotować coś
naprawdę dobrego na obiad. Ja miałem ogarnąć jadalnię plus poodkurzać dolne
piętro. Lou coś tam bąknął, że może zająć się łazienką, ale znając jego zapał
do pracy przez „zajęcie się łazienką” pewnie miał na myśli uzupełnienie papieru
toaletowego, a jak by położył mydło na mydelniczkę, albo wymienił ręczniki to
bym się zdziwił. Taa... Louis to nasza „Perfekcyjna Pani Domu”.
W pewnym
momencie poczułem wibracje w kieszeni spodni. „Dostałem wiadomość. Ale
błyskotliwość”- skarciłem w myślach sam siebie. Wyciągnąłem telefon i
odczytałem wiadomość
Za chwilę podjeżdżamy pod dom . Ogarnijcie wszystko do końca i
nakryjcie stół.
Liam
-Chłopaki,
ogarnąć tyłki zaraz będą-krzyknąłem, po czym skierowałem się ku jednej z
kuchennych szuflad, by wziąć z niej sztućce i naczynia. Po chwili miałem już
wszystkie potrzebne naczynia w ręku, toteż ruszyłem szybkim tempem w stronę jadalni,
uważając po drodze by niczego nie upuścić.
Po kilku
minutach wszystko było już gotowe i czekało na nałożenie jedzenia. Byłem z
siebie dumny- stół wyglądał całkiem nieźle. właśnie szedłem w stronę hallu, gdy
w pewnym momencie drzwi się otworzyły. W progu zobaczyłem po kolei Liama, Mel
i... nagle poczułem, że sztywnieję, moje mięśnie zaczęły się gwałtownie
napinać, a żołądek podskoczył do gardła
-Cholera...-szepnąłem
-----------------------------------------------------------------------------------
No to już
mamy rozdział 13. Wiem, długo nie pisałam, ale w szkole miałam natłok
wszystkiego, do tego brak czasu na pisanie i wymyślenie czegoś sensownego. Teraz są święta, więc mam nadzieję.
P.S. Jest
teraz 1.08, czyli dziś jest Wigilia i URODZINKI LOUISA!!! <3 HiHi mam podjarę...
Mam
nadzieję, że szybko napiszę nn
Komentujcie,
proszę<3
Weris<3

